Nie ocenia się książki po okładce... Chyba, że jest taka ładna!

Pomysł na tego posta w zasadzie podsunęła mi blogosfera; już kilkakrotnie natknęłam się na zestawienia najpiękniejszych – według blogerów oczywiście – okładek. Nie będę ukrywała, że sama jestem wzrokowcem i ładna oprawa często przyciąga mnie do książki w bibliotece czy w księgarni. Poza tym, jak już pokocha się jakiś tytuł, jego miłe dla oka wydanie jest przyjemnym dodatkiem :) Dlatego zapraszam was na zbiór tych okładek, które jak dotąd wywarły na mnie największe wrażenie. W spisie uwzględniłam jedynie te książki, które znam i czytałam, bo gdybym miała odszukać każdą pozycję z ładną okładką, to ten post wydłużyłby się do rozmiarów rolki papieru toaletowego Foxy (nie, post nie zawiera lokowania produktu). Przedstawiam wam moje typy:


Kiera Cass – SERIA RYWALKI
Podejrzewam, że ten typ nikogo nie zdziwi, bo bardzo często się powtarza w podobnych zestawieniach. Oczywiście nie każdego urzekają okładki kolejnych części cyklu autorstwa Kiery Cass, ale ja zdecydowanie zaliczam się do ich wielbicieli. Jestem po lekturze trzech tomów (czyli tej właściwej trylogii) i przy każdej nie mogłam się napatrzeć na okładkę. Mam nadzieję, że kiedyś staną na mojej półce.


Suzanne Collins – TRYLOGIA IGRZYSKA ŚMIERCI (wydanie filmowe)
To chyba jedyny przypadek, kiedy bardziej podoba mi się wydanie odnowione ze względu na premierę filmu. Nie lubię umieszczania na książkach twarzy aktorów odgrywających główne role, bo jeśli pierwszy raz ma się styczność z daną historią, to w moim odczuciu narzuca to wygląd bohaterów. Tutaj jest inaczej. Okładki są proste, powtarzalny motyw kosogłosa i ognia, delikatnie zmienione szczegóły przy następnych tomach – jak dla mnie idealne.


Carla Federico – W KRAINIE OGNISTEGO KWIATU
Tę powieść Carli Federico zrecenzowałam na blogu (klik). Co jakiś czas w komentarzach pojawiała się opinia, że okładka jest bardzo ładna i trudno się z tym nie zgodzić, bo właśnie to ona sprawiła, że wzięłam tę książkę do ręki. Na szczęście wygląd zgrał się z zawartością.


Nina George – LAWENDOWY POKÓJ
Jedna z moich ukochanych książek, o czym zapewne wiecie, bo (nie)recenzja tego tytułu od dawna znajduje się w liście popularnych postów (klik). Fiolet należy do moich ulubionych kolorów, a jeszcze w połączeniu z beżem… Kocham taką kolorystykę, a i sam klimat okładki mnie urzekł. Usunęłabym jedynie tę kobietę, znalazła się tam trochę od czapy, prawdę mówiąc.


Alma Katsu – WIECZNI
O tej książce też tutaj pisałam (klik). Podobnie jak „W krainie ognistego kwiatu”, należy ona do przypadków, kiedy ładny wygląd zgrywa się z wnętrzem. Okładka od razu ściągnęła moją uwagę, jest po prostu ciekawa i naprawdę fajnie się prezentuje.


Sarita Mandanna – TYGRYSIE WZGÓRZA
Powiem szczerze, że na pierwszy rzut oka ta okładka skojarzyła mi się jakoś… tandetnie? Sama nie wiem dlaczego. Pamiętam jak się bałam, że to jakiś harlequin, bo choć kocham romanse, moja tolerancja na słodkość też ma swoje granice. Pomyliłam się totalnie! To jedna z najlepszych książek, jakie miałam w ręku, a z czasem pokochałam też okładkę.


Elizabeth Chandler – POCAŁUNEK ANIOŁA
W zasadzie okładki całej serii są utrzymane w podobnym stylu, ale czytałam jedynie pierwszą część. Książka mocno średnia, za to jak ładnie wygląda! Znowu kolory, które lubię, do tego motyw skrzydeł/piór, za którym szaleję (co chyba możecie zauważyć po nazwie bloga).


Sara Shepard – SERIA PRETTY LITTLE LIARS
Tutaj jest nieco podobnie, jak w przypadku „Igrzysk śmierci” – uwielbiam te okładki za ich prostotę: białe tło, kilka znaczących elementów… i to wszystko, a tymczasem całość prezentuje się naprawdę dobrze.


Becca Fitzpatrick – SZEPTEM
Ilustracja/zdjęcie, które znajduje się na tej okładce, urzekło mnie od razu. Po raz kolejny mamy motyw piór, motyw anielski, a ja bardzo lubię takie klimaty. No i nie da się ukryć, że to najładniejsza okładka tej serii – pozostałe już mi się tak nie podobają, mimo że są dość podobne.


P.C. Cast & Kristin Cast – SERIA DOM NOCY
Zakochałam się w tym cyklu będąc jeszcze w gimnazjum. Wówczas trwała ta cała moda na wampiry zapoczątkowana przez „Zmierzch”, więc szybko wciągnęłam się w tę serię. Choć z biegiem czasu dostrzegam coraz więcej jej minusów, a i kolejne tomy są zbyt przekombinowane, to jednak mam sentyment zarówno do treści, jak i oprawy. No właśnie, oprawa! Okładki są naprawdę śliczne, nawiązują do charakterystycznych elementów fabuły i mają swój nastrój.


Nicholas Sparks – SZCZĘŚCIARZ
Tutaj urzekła mnie prostota, nic dodać, nic ująć. Prawdę powiedziawszy ubolewam, że okładki powieści jednego z moich ulubionych pisarzy najczęściej nie powalają, przynajmniej według mnie, ale cóż – nie można mieć wszystkiego ;)


Zdjęcia okładek pochodzą z lubimyczytac.pl oraz empik.com.


To już wszystko ode mnie, chociaż mogę się jedynie domyślać, jak bardzo ta lista rozrośnie się w przyszłości :) A wy jakie macie okładkowe typy?

Udostępnij ten post

28 komentarzy :

  1. Znam większość książek, chociaż dzięki okładków. Niestety większość tych pięknych fabuła mnie nie powala, o ile w Rywalkach byłam zakochana, kolejne tomy mnie rozczarowywały, że w końcu się i do pierwszej zniechęciłam. Uwielbiam Igrzyska, ale wolę stare wydanie, sentyment pozostał. ;) PLL <3 Szeptem <3 Gimnazjum się przypomina. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie przeczytałam Rywalki całkiem niedawno i bardzo mi się spodobały, fajna, lekka seria, choć z pewnością pierwszy tom najlepszy :)
      Mnie osobiście jakoś nie podoba się stare wydanie Igrzysk, no, może ewentualnie te z "Kosogłosa". Taaak, dokładnie, czasy gimnazjum! To dlatego mam tak duży sentyment do książek z tego okresu, nawet jeśli po latach widzę, że mają wiele słabych stron :)

      Usuń
  2. Zgadzam się z serią Rywalek, okładki są cudowne, bajeczne wręcz :D Lubię okładki trylogii Czasu, nie wiem czy kojarzysz, te z tymi oczami (bardzo dokładny i rzeczowy opis) :D No i Troje ma bardzo klimatyczną oprawę, także doceniam to, że treść i okładka mają ze sobą coś wspólnego:) Mogłabym tak wymieniać, ale wypisałam powieści, które od razu przyszły mi do głowy. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzę Trylogię Czasu z widzenia i faktycznie, okładki są świetne :D "Troje" ogólnie ma ciekawą oprawę, szkoda jedynie, że nie jest w lepszej jakości, bo ten papier, z którego zrobiono okładkę, jest okropny.

      Usuń
  3. Lawendowy pokój jest przepiękny :) Jestem w trakcie jego czytania właśnie. Też nie lubię, kiedy na okładce są twarze, bo wtedy jakoś nie potrafię sama "wpaść" na pomysł, jak wygląda dany bohater. Jedynym wyjątkiem jest Oddam ci słońce Jandy Nelson - uwieeelbiam tę okładkę i całe wydanie! Jestem tzw. sroką okładkową także wieele mi się podoba. Uwielbiam wydanie Cyrku nocy, Księgi nowych dziwnych rzeczy... długo by było wymieniać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawa jestem Twojej opinii na temat "Lawendowego pokoju" :)
      Właśnie ze względu na to, o czym napisałaś, nie przepadam za filmowymi wydaniami książek. No chyba, że nie ma wyjścia, bo np. stary nakład się wyprzedał. Czasem jednak się zdarza, że te filmowe okładki są naprawdę ładne :) A że podobnie jak Ty jestem taką sroką, zawsze mnie przyciągają.

      Usuń
  4. Większość z tych okładek kojarzę i jedne podobają mi się mniej, a pozostałe nieco bardziej. Sama do tego zestawienia dorzuciłabym książkę "Blask" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam, ale jeśli dobrze patrzę w internecie, to muszę się zgodzić - również piękna okładka :)

      Usuń
  5. niefilmowa okładka Marsjanina jest świetna! dla mnie ważne jest też, żeby okładka pasowała do treści książki. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, okładka to jakby "twarz" danej historii, więc powinny się ze sobą zgadzać :)

      Usuń
  6. Seria "Rywalki" urzekła mnie swoimi okładkami, jednak kiedy po nie sięgnęłam powiedziałam..."NIE!". Historia kompletnie mi się nie podobała niestety :(


    Całusy! :)
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2016/05/miesiac-czytelnika.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdemu się podoba co innego, wiadomo :)

      Usuń
  7. "Rywalki" mają niesamowite okładki, podobnie jak "Igrzyska". <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealne połączenie: ładna oprawa i świetne wnętrze :D

      Usuń
  8. "Wieczni" *.* cudo, nie słyszałam o tej książce, ale chyba warto się nią zainteresować skoro ma tak piękną okładkę :D .. "Rywalki" również są prześliczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam "Wiecznych"! Mało znani, a naprawdę warto :D

      Usuń
  9. Podoba mi się okładka "Lawendowego pokoju" oraz "Szczęściarza". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się, okładki RYWALEK i IGRZYSK ŚMIERCI są cudowne i również tak jak Ty mam mocny sentyment do Domu Nocy, który mam cały w swojej biblioteczce. Kiedyś szalałam za tymi książkami, zwłaszcza około 5 lat temu w okresie gimnazjum, jak każdy był zafascynowany książkami z wampirami. Okładki są piękne! :)
    Pozdrawiam!
    skrytaksiazka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja całego "Domu Nocy" nie posiadam, czytałam w zasadzie tylko do 7 części, ale pewnie kiedyś, właśnie z tego sentymentu, uzupełnię serię :D

      Usuń
  11. Owszem, okładka powieści jest bardzo ważna. Dużo może zdziałać, by przyciągnąć czytelników do siebie, aby wydali na nią kilka złotych, mimo że treść nie powala na kolana. Takim przykładem jest seria "Selekcja". Z czystym sumieniem mówię, że okładki są urzekające. Śliczne, pięknie wykończone. Po prostu WOW! Jednak historia zawarta w środku była nijaka, mdła i w ogóle ble. "Miłosne" rozterki głównej bohaterki to był jakiś kabaret. Ale mówmy o okładkach, nie o treści. Mi osobiście bardzo podobają się okładki takich książek jak: "Na krawędzi zawsze", "Kochając pana Danielsa" lub "W krainie kolibrów", a także "Osobliwy dom pani Peregrine". "Szeptem" również mi się podoba. Bardzo klimatyczna i nawet mroczna. Musze sobie przypomnieć tę serię, bo kilka lat temu byłam po uszy zakochana w głównym bohaterze. Jednak podoba mi też "Cisza" z tej serii.
    Pozdrawiam gorąco!
    Ania z https://pizama-w-koty.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat "Selekcję" lubię, bardzo lekka, niewymagająca seria, świetnie mnie rozluźniała po całym dniu na uczelni :) Kojarzę za to "W krainie kolibrów", mam tę książkę w planach i fakt, oprawa jest przepiękna! "Cisza" też ma całkiem niezłą okładkę, jednak mnie najbardziej urzekła ta z pierwszej części. Muszę przeczytać tę serię do końca, bo podobnie jak Ty, miałam w swoim czasie ogromną słabość do Patcha :D

      Usuń
  12. Tej okładki książki "Szczęściarz" nie widziałam - piękna jest <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jest w bibliotece jest właśnie taka :3

      Usuń
  13. Wydania filmowe Igrzysk Śmierci są cudowne, aż nabieram ochoty by je przeczytać ;D. Selekcja też ma się czym pochwalić (przynajmniej jeśli chodzi o oprawę graficzną). Mi podobają się bardzo okładki Trylogii Czasu oraz książek Tahereh Mafii (te oczy... ^^). Do tego Wszechświaty mają przepiękne okładki, a oprawa graficzna Mary Dyer jest niezwykle klimatyczna. Że już nie wspomnę o Hopeless i Losing Hope (ups... chyba to zrobiłam ;D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można mówić co się chce, ale wygląd książki jednak ma duże znaczenie :D

      Usuń
  14. Z okładek w tym poście zdecydowanie najbardziej podobają mi się te z serii "Rywalki", szczególnie pierwsza cz. Ta niebieska sukienka od razu przykuwa uwagę. Najgorsza jest ta trzecia, bo przez biały kolor wszystko za bardzo się ze sobą stapia. Ale pierwsza zdecydowanie świetna.
    A po "Szeptem" sięgnęłam kilka lat temu właśnie ze względu na okładkę, bo jest naprawdę świetna. Dynamiczna, pełna uczuć i emocji, a że byłam wtedy wielką fanką historii o upadłych aniołach i tym podobnych, tym bardziej mnie zachwyciła.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie z "Rywalek" najmniej podoba się chyba ta czerwona, ale ogólnie wszystkie są piękne :D To samo z "Szeptem", ostatnio mam ochotę wrócić do czytanych kilka lat temu książek.

      Usuń