„W krainie ognistego kwiatu” Carla Federico

Tam, gdzie nas nie ma, wcale nie musi być dobrze

Chcieli rozpocząć nowe życie. Wierzyli, że po długiej podróży czeka ich spełnienie marzeń, że wszystko to, co najpotrzebniejsze, samo wpadnie im w ręce. W obcym, egzotycznym kraju spodziewali się lepszych perspektyw na przyszłość i choć tęsknota za ojczyzną wydawała się przerażająca, byli gotowi zostawić ją za sobą i rozpocząć kolejny, w zamyśle szczęśliwszy etap. Nie mieli zielonego pojęcia, że oddalona o wiele kilometrów kraina nie ma nic wspólnego z idyllą… A ciężka praca to jedyna pewna rzecz.
Czytaj dalej

Poison Ivy


Zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę wszystko podlega modzie. Książki, ciuchy, nawet poglądy… To naturalna rzecz. Każde pokolenie rządzi się swoimi prawami. Ale niektórych zjawisk chyba nie jestem w stanie zrozumieć, jako że są tak nielogiczne, że człowiek rozkłada ręce, bo i na płacz, i na śmiech szkoda siły.

W tym wypadku mam na myśli panującą wszędzie, modną teraz depresję. Brzmi dziwnie, dlatego z góry zaznaczam, że nie chodzi mi o ludzi faktycznie chorych, z prawdziwymi problemami – w końcu nie ma co się śmiać, depresja to ciężka, niełatwa do zwalczenia choroba, robienie sobie z tego żartów jest trochę niesmaczne. Nie, nie o to mi chodzi. Od jakichś dwóch lat obserwuję panującą wśród nastolatków modę na samookaleczenia, myśli samobójcze, generalnie nienawiść do siebie samych i całego świata. Jak coś takiego może być modne? Ano właśnie. Też zadaję sobie to pytanie. Sama jestem osobą z niską samooceną i raczej pesymistyczną, mimo że mój śmiech podobno słychać z daleka, zanim jeszcze sama pojawię się na horyzoncie. Lubię pisać czarne scenariusze, po prostu wychodzę z założenia, że lepiej nie obiecywać sobie za wiele, można przez to zaoszczędzić sobie rozczarowania. Tak czy siak jakoś nigdy nie wpędzałam się w czarną dziurę, w jaką pakuje się teraz wiele dziewczyn, bo nie ma co ukrywać, że problem dotyczy głównie ich. Powtarzam: nie krytykuję tutaj nikogo, kto rzeczywiście sobie nie radzi, ma kłopoty. Nie powinno się prześladować osoby z pociętymi nadgarstkami, tu trzeba pomóc, zainteresować się. Ale wróćmy do tematu. Naprawdę nie wiem, czemu tak popularna stała się tendencja do wiecznego użalania się nad sobą, wymachiwania żyletką na prawo i lewo, snucia planów o skoku z mostu. I niestety, czasem mnie to bawi. Ktoś może sobie pomyśleć, że jestem jakaś nieczuła; nie w tym rzecz. Mam ochotę zwyczajnie popukać się w czoło, kiedy gimnazjalistki opisują siebie mądrymi słowami „stan depresyjny” itepe, a w rzeczywistości chyba nie do końca zdają sobie sprawę, co to oznacza. Halo, szlaban od rodziców to nie powód, żeby iść się pociąć. Sama mam takie dni, w których dosłownie wszystko jest na nie i skopuję się wtedy do najniższego poziomu. A potem mi przechodzi. Innym też powinno i tak się rzeczywiście dzieje, reszta tkwi w dołku, albo raczej tkwiłaby w nim, gdyby faktycznie dało się zapaść pod ziemię przy pierwszej nadarzającej się okazji. Dobra, nie ma co porównywać ludzkich problemów ze sobą; dla jednego zagrożenie z historii to koniec świata, dla drugiego przyszłość się zamknęła, bo w domu nie dzieje się najlepiej. Wszyscy mamy jakąś własną tragedię, mały dramat, który męczy i dusi. Tylko nie wiem, po co na siłę wyolbrzymiać dane sytuacje, tworząc przy okazji osobisty wizerunek męczennicy.

Nie to jest najgorsze. Jak wspomniałam, nie ma prawa, które pozwoliłoby na wartościowanie czyichś zmartwień, niestety jest jeszcze garstka (wskazówka: to eufemizm) osób pozujących na depresyjnych, pokaleczonych ludzi. Widać to zwłaszcza na Twitterze. To jasne, że zawsze chce się zaimponować rówieśnikom, ale od kiedy liczba blizn na rękach czy udach stanowi o popularności?! Ten wykrzyknik był konieczny, bo nie mogę tego pojąć. Na Twitterze panuje fala wstawiania zdjęć pociętych rąk, łzawych historyjek, kłamliwych postów, byleby wyłudzić od innych współczucie i pytanie „co się stało?”. Rozumiem, że można rozpaczliwie pragnąć czyjejś uwagi, ale aż do tego stopnia? Powiem więcej, słyszałam o przypadku, gdy dziewczyna łaziła po szkole i co drugiemu napotkanemu uczniowi chwaliła się swoimi sznytami. Serio…? Wychodzę z założenia, że ktoś z realnym problemem raczej nie podstawia go innym pod nos. O ile spora grupa polskich użytkowników Twittera traktuje go jako pamiętnik, gdzie można skorzystać z anonimowości (co tłumaczyłoby, dlaczego nastolatki tak chętnie rozmawiają o własnym życiu), o tyle takiego ewenementu nie da się wytłumaczyć. Zwłaszcza, że to nie jest coś, co można wykorzystywać do zdobycia zainteresowania. To nic wesołego, to nie kosmicznie droga bluzka, którą można z dumą pokazać koleżankom.

Byłoby dobrze, żeby każda z was usiadła, wzięła głęboki wdech i na spokojnie zastanowiła się, czy nie przesadza ze swoim smutkiem. Czy może same nie potęgujecie negatywnych uczuć, robiąc z igły widły. I rozmawiajcie o tym z innymi. Jeśli nikomu nie ufacie na tyle, by się zwierzyć, to w internecie pełno jest fajnych osób, z którymi można się zaprzyjaźnić. Bo dobrze, kiedy jest ktoś „drugi’, na kogo można zrzucić część tego syfu. O rodzicach też warto sobie czasem przypomnieć, połowa z was traktuje ich jak wrogów, choć nie ma ku temu żadnych poważnych powodów. Już nie wspomnę o tym, że szkoda zdrowia i energii na taki sposób pójścia za tłumem, jak samookaleczanie się czy nawet próby samobójcze. Wbrew pozorom są inne możliwości, by jakoś wybrnąć z ciężkiej sytuacji czy po prostu z trudniejszego okresu w życiu. Nie ma co rzucać groźbami zabicia się. Trzeba naprawdę zostać doprowadzonym do ostateczności, żeby targnąć się na własne życie, bo samobójca, poza ucieczką od bezsilności, zostawia po sobie spustoszenie, żal i poczucie winy. Wiem o czym mówię. Owijanie się paskudnymi emocjami jak trującym bluszczem nigdy nie przyniesie niczego dobrego.

Jeszcze mała rada dla tych, co tylko udają, że są sierotkami Marysiami: walnijcie się w głowę młotkiem. Obowiązkowo gumowym, co by nie zrobić sobie krzywdy, a wybić głupoty ze łba.
Czytaj dalej

7 grzechów głównych książkoholika - tag

Dzisiaj przychodzę do was z kolejnym tagiem, do którego nominowała mnie Sara Gray z zaczarowana-me.blogspot.com. Dziękuję bardzo!


PIERWSZY – PYCHA
O jakiej książce mówisz najwięcej, kiedy chcesz zabrzmieć jak bardzo inteligentny czytelnik?

Nie ma takiej książki. Chętnie mówię o wszystkim, co akurat przeczytałam i nie traktuję tego jako okazji do błyśnięcia intelektem, którym zresztą nie grzeszę (to tak w nawiązaniu do tagu). Lubię pogadać o książkach i przyznaję się, jeśli czegoś nie czytałam, nie kryję swojego zdania itd. Po prostu staram się być szczera, nie tylko w tym wypadku.


DRUGI – CHCIWOŚĆ
Jaka jest najdroższa i najtańsza książka na twojej półce?

Rozumiem, że pytanie nie tyczy się tych książek, które dostałam? W każdym razie moim największym wydatkiem była „Ręka mistrza” Stephena Kinga, zapłaciłam za nią około 50 zł. Najtańszym nabytkiem jest „Chmurołap” Zbigniewa Masternaka – znalazłam ją w koszu z przecenami w Matrasie i wydałam szalone 2 złote.


TRZECI – NIECZYSTOŚĆ
Jakie cechy charakteru uważasz za najbardziej atrakcyjne u bohatera?

Po części pokrywają się one z cechami, których szukam u nowopoznanych osób. Lubię bohaterów otwartych, z poczuciem humoru, oddanych przyjaciołom i rodzinie, wrażliwych na krzywdę innych. Cenię też odwagę i charyzmę, pewnie dlatego, że mnie ich na co dzień brakuje, miło zatem poczytać o kimś, kto się w ten sposób wyróżnia.


CZWARTY – ZAZDROŚĆ
Jakie książki najbardziej chciałabyś dostać jako prezent?

Za dużo ich! Musiałabym je wypisywać godzinami, ale na pewno chciałabym inne dzieła Kinga, „Dom orchidei” i „Dziewczynę na klifie” Lucindy Riley, książki Jane Austen i komplet powieści Nicholasa Sparksa. Na szczęście przyzwyczaiłam rodzinę i znajomych do tego, że książka to dla mnie świetny prezent na każdą okazję, dlatego na święta czy na urodziny zawsze dostaję coś fajnego.


PIĄTY – OBŻARSTWO
Jaką książkę możesz pożerać (czytać) cały czas?

„Harry’ego Pottera” mogłabym czytać bez końca. Naprawdę. Ciągle znajduję w tych książkach coś nowego i nadal mnie wciągają, zupełnie tak, jakbym czytała je po raz pierwszy.


SZÓSTY – GNIEW
Z jakim autorem masz relacje love/hate, czyli jednocześnie go kochasz i nienawidzisz?

Hm, tutaj przyszedł mi do głowy wspomniany już wcześniej Sparks. Kocham jego książki i sposób, w jaki opisuje uczucia, ale nienawidzę go za smutne zakończenia czy niezbyt szczęśliwe rozwiązania niektórych wątków, które nieraz łamały mi serce.


SIÓDMY – LENISTWO
Czytanie jakiej książki zaniedbałaś właśnie przez lenistwo?

Chociaż leniuchem jestem okropnym, nigdy nie zaniedbałam przez to książki. Jeśli już odkładam jakąś na półkę, to tylko dlatego, że wyjątkowo mi się nie spodobała, bo zwykle staram się dokończyć zaczętą powieść, nawet na siłę.


Tym razem nie nominuję nikogo, ale oczywiście zachęcam każdego, kto ma ochotę, do wykonania tego tagu :) 
Czytaj dalej

Nie takie lektury straszne, jak je czytają


Zaczął się nowy rok szkolny, w co aż trudno uwierzyć, bo poprzedni dopiero co dobiegł końca. Mnie został co prawda jeszcze miesiąc wolny od nauki, ale że w przyszłym tygodniu zaczynam praktyki, dołączę do osób narzekających na wczesne pobudki i znacznie mniejszą ilość wolnego czasu. Skoro jednak wrzesień wiąże się z powrotem do szkoły, postanowiłam wspomnieć o lekturach, czy raczej pokazać, że wcale nie są takie złe. W ogóle mnie nie dziwi, że książki omawiane na polskim są zmorą większości uczniów; sama kocham czytać, ale nie znoszę tego robić pod przymusem. Mimo to w trakcie swojej szkolnej kariery trafiłam na naprawdę fajne pozycje, których zresztą sporo się nazbierało, gdy przygotowywałam się do tego posta. Chcę się podzielić z wami tą listą i przy okazji udowodnić, że lekturom czasem warto dać szansę, nawet jeśli sama myśl o nich wywołuje u niektórych płacz i zgrzytanie zębów.

Zdaję sobie sprawę, że wykaz lektur ulegał zmianie w ciągu ostatnich lat, różnice są też w programach przewidzianych w różnych szkołach. Pomogłam sobie trochę internetem, dlatego istnieje możliwość, że część z tych książek nie pojawi się na sprawdzianach w poszczególnych klasach. Wzięłam też pod uwagę lektury ze szkoły podstawowej, bo do niektórych mam po prostu sentyment – i nawet, jeżeli macie podstawówkę czy w ogóle naukę dawno za sobą, może warto odświeżyć pamięć albo nadrobić ewentualne braki :)


„Tajemniczy ogród” Frances Hodgson Burnett
Kocham tę historię do dzisiaj, kilka miesięcy temu czytałam ją zresztą od nowa. Ponadczasowa i wzruszająca. Pokazuje, że nigdy nie jest za późno na zmianę czy na zaufanie drugiemu człowiekowi. Warto też sięgnąć po „Małą księżniczkę” i „Małego lorda” tej samej autorki.


„Lew, Czarownica i stara szafa” C.S. Lewis
Cóż, u mnie się tego nie przerabiało, a wielka szkoda. Do tej pory nie udało mi się przeczytać całego cyklu „Opowieści z Narnii”, dotarłam do trzeciej części, ale na pewno sięgnę po pozostałe, chociaż mówi się, że jest to seria raczej dla młodszych czytelników. Coś mi się wydaje, że moje wewnętrzne dziecko będzie miało uciechę. Magiczna opowieść.


„Bracia Lwie Serce” Astrid Lindgren
To właśnie w trakcie robienia tego zestawienia przypomniałam sobie, jak bardzo spodobała mi się ta książka, kiedy poleciła mi ją koleżanka wiele lat temu. Muszę przeczytać jeszcze raz! Zafundowała mi mnóstwo emocji i pewnie zrobi to znowu.


„Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery
Jeszcze jedna z moich ulubienic, zdążyłam przeczytać jeszcze zanim nauczycielka zapowiedziała omawianie. Zawsze mocno utożsamiałam się z Anią, to genialna książkowa bohaterka. Ekranizacja z 1985 roku też bardzo mi się podobała.


„Hobbit, czyli tam i z powrotem” J.R.R. Tolkien
„Hobbita” przeczytałam dopiero pół roku temu, w szkole nawet nikt o nim nie wspomniał. A warto! Spotkałam się z opiniami, że Tolkien jest zbyt mroczny dla młodszych dzieci, że ma za ciężki styl – niektórzy ludzie nie wiedzą lub zapominają, że ta książka miała być przeznaczona właśnie dla takich odbiorców. Historia Bilba jest opisana niesamowicie i wciąga od pierwszych stron.


„Romeo i Julia” William Szekspir
Jako beznadziejna romantyczka nie mogłam się obejść bez tego tytułu. Z biegiem czasu (i większą ilością szarych komórek) dostrzegłam, że Szekspir zafundował historię dość naiwną i zbyt dramatyczną, ale to nie zmienia faktu, że nadal mam do niej ogromny sentyment.


„Kamienie na szaniec” Aleksander Kamiński
Tej pozycji chyba nie trzeba przedstawiać. Od jakiegoś czasu mam ochotę przeczytać od nowa i chyba rzeczywiście to zrobię. Ciekawa jestem, jak po kilku latach spojrzę na tę książkę.


„Mały Książę” Antoine de Saint-Exupéry
Czy ten wybór kogokolwiek dziwi? Ta niepozorna książeczka potrafi wiele nauczyć i bywa pociechą w trudniejszych chwilach. Dziwię się, że jeszcze nie mam swojego egzemplarza.


„Lalka” Bolesław Prus
Opasłe dzieło, które przeczytałam wyjątkowo szybko. Nie przypuszczałam, że tak bardzo mnie wciągnie, pamiętam jak praktycznie nie rozstawałam się z nią przez pierwsze dni ferii zimowych. Owszem, czasem dłużyły mi się te szczegółowe opisy Prusa, ale ogólnie miło ją wspominam i byłam rozczarowana, kiedy na studiach została pominięta.


„Ludzie bezdomni” Stefan Żeromski
Bardzo lubię refleksje Żeromskiego i ogólnie jego styl, jak dla mnie bardzo przystępny. A sama książka naprawdę ukazuje bezdomność w przeróżnym tego słowa znaczeniu.


„Inny świat” Gustaw Herling-Grudziński
Polecam głównie ze względu na temat, bo zrobiła na mnie duże wrażenie. Miałam co prawda pewne trudności w przebrnięciu przez nią – nie jest to najkrótsza książka, a i opisy były momentami męczące. Nie jest to jednak ważne ze względu na szczegółowość wspomnień autora i zawarty w nich bolesny obraz niewoli sowieckiej.


„Cierpienia młodego Wertera” Johann Wolfgang von Goethe
Krótkie, raczej smutne dziełko w postaci listów – czyta się szybko i nawet jeśli po drodze człowiek łapie trochę przygnębienia od tytułowego bohatera, to warto.


„Makbet” William Szekspir
No i znowu Szekspir. Bardzo lubię tę tragedię, jest nieco mroczna, ale nie brakuje w niej zwrotów akcji. Pozytywne wrażenie zostało utrwalone przez spektakl teatralny, który miałam okazję obejrzeć z klasą (pozdrawiam przystojnego odtwórcę Malkolma, któremu mogłam się dobrze przyjrzeć z pierwszego rzędu).


„Zbrodnia i kara” Fiodor Dostojewski
Tego też nie trzeba specjalnie reklamować. Świetna i jako kryminał, ale przede wszystkim jako powieść psychologiczna. Czułam się, jakbym była wewnątrz głowy Raskolnikowa.


Tak jak wspomniałam, trochę tego jest, a trzeba powiedzieć, że wybrałam tylko te lektury, które najbardziej zapadły mi w pamięć – na upartego dałoby się jeszcze dopisać kilka tytułów. Jakie lektury szkolne szczególnie podobały się wam?
Czytaj dalej