„Łowcy głów. Jesień” Jarosław Stokłosa


Nie bez powodu nazywają ich łowcami głów. Sława zabójczego duetu rośnie z każdym dniem; nawet zwykli wieśniacy wiedzą, że ze starcia z nimi trudno wyjść żywym. Władcy zwracają się do nich w sytuacjach bez wyjścia, a oni zjawiają się z całym arsenałem broni i zdolności, żeby rozwiązać problem. Wampiry, upiory, wiedźmy, mutanty – nie boją się żadnego wyzwania i nikt nie jest dla nich wystarczająco godnym przeciwnikiem. Równowaga w morderczej pracy zostaje jednak zachwiana, kiedy dwuosobowy zespół Ubo i Liszowego niespodziewanie się powiększa…

„Łowcy głów. Jesień” w zapowiedziach wyglądali bardzo interesująco. Nie mogłam się doczekać, aż zacznę czytać – uwielbiam poznawać rodzimych autorów, zresztą sama książka wydawała się świetną, dopracowaną powieścią fantastyczną. Jej tło przypominało mi nieco „Wiedźmina, dlatego byłam pewna, że po przeczytaniu nastąpi fala zachwytów. Teraz jest mi głupio i z tego miejsca przepraszam pana Sapkowskiego za to skojarzenie, bo Łowców głów trudno nawet postawić obok serii o Geralcie z Rivii.
Autor bez wątpienia kryje w sobie ogromny potencjał. Widać, że miał konkretny pomysł na swoją opowieść, że zanim sam zaczął pisać, przeczytał wiele książek fantastycznych, dlatego poruszanie się w stworzonej przez siebie rzeczywistości nie sprawiało mu problemu. Umiejętnie opisywał broń, jaką posługiwali się tytułowi łowcy, tłumaczył działanie niezwykłych ziół czy wyjaśniał zdolności, które posiadał dany gatunek istot. W tym względzie nie ma powodów do narzekań, niestety w warstwie językowej było bardzo kiepsko. Składnia miejscami jest po prostu okropna, tak samo dialogi bywały nienaturalne i kulawe, przez co trudno było się powstrzymać przed wznoszeniem oczu do nieba. Na dodatek rozdziały kończyły się czasem w nieudolny sposób, jakby w danym momencie pisarz decydował, że to wszystko, że nie warto dopisywać jakiegoś zgrabniejszego zakończenia, tylko najlepiej przejść dalej. Strasznie mnie to irytowało.
Fabuła była dość ciekawa i pomysłowa, choć odnoszę wrażenie, że przez potknięcia stylistyczne nie da się jej w pełni docenić. Kreatywność dostrzegało się gołym okiem, autor intrygująco rozwijał wątki czy też przedstawiał historię danej postaci. Zlecenia, które dostawali łowcy, były nieraz skomplikowane i wymagały solidnego przemyślenia, czasem pojawiał się w nich niespodziewany zwrot akcji. Jednocześnie większość elementów fabularnych była niesamowicie naciągana, co sprawiało, że nawet najbardziej interesująca część akcji prezentowała się bardzo naiwnie. Właściwie tylko jedna z finałowych scen, gdzie rozgrywa się najważniejsza walka w utworze, nie pozostawiła po sobie niedosytu, bo była dynamiczna i wprowadziła bardzo dobrze wyważone napięcie.
Jeśli chodzi o bohaterów, to polubiłam Liszowego – uważam, że jego postać jest niezwykle barwna i najlepiej przedstawiona. Początkowo przeszkadzała mi jego wulgarność, ale później przywykłam, akceptując to jako część jego specyficznej osobowości. Warto dodać, że Lisz jest wampirem, choć niepełnym (tu pojawia się jeden z najciekawszych wątków, dotyczący nekromanty Zora), przez co jest istotą wyjątkową i jednocześnie nieprzewidywalną. Ubo, ork, był dobrym partnerem Liszowego, również wzbudzał sympatię. Wszystko zepsuło jednak pojawienie się Cleo. Co za denerwująca bohaterka! Infantylna, niezdarna, na dodatek powodująca, że mój ukochany Lisz zaczął się zmieniać w ciepłe kluchy. Uch. Reszta postaci pozostaje raczej na drugim planie i nie wzbudza większych emocji – nie rozumiem tylko, po co na początku książki pojawiły się osobne fragmenty opisujące Liszowego i Ubo. Naprawdę, te wszystkie informacje dało się wpleść w fabułę, przy okazji uniknęłoby się bardzo niezgrabnego, sztucznego efektu, który nie wywołał zbyt dobrego pierwszego wrażenia.
Zakończenie książki pozostawia wiele do życzenia: po bardzo dobrej scenie walki i dość niespodziewanemu rozwinięciu akcji następuje absurdalny przeskok w czasie. Absurdalny, bo nagle mija osiem lat, osiem lat, które okrojono do paru zdawkowych, niewiele mówiących zdań. Okropnie mnie to rozczarowało. Jeśli powstanie drugi tom, mam nadzieję, że autor w retrospekcjach nieco lepiej zarysuje ten okres czasu, który przepadł i pozostawił po sobie uczucie zawodu.
„Łowcy głów. Jesień to bardzo nierówna książka. Jak już wspominałam, pomysły były dobre, niestety efekt końcowy zgrzytał w zbyt wielu miejscach, bym mogła tę powieść polecić z czystym sercem. Dochodzę do wniosku, że przy czytaniu częściej się męczyłam, niż należycie wciągałam, dlatego jeszcze się zastanowię, czy sięgnę po drugą część, o ile zostanie ona wydana.


4/10


Za egzemplarz książki bardzo dziękuję wydawnictwu Pearlic.

Udostępnij ten post

16 komentarzy :

  1. Ja również lubię sięgać po polskich autorów i zawsze jestem jakoś bardziej wymagająca. To chyba chodzi o nasz język, który jest trudniejszy, ale jednocześnie dużo bardziej barwniejszy od np. angielskiego. Widać to po zdaniach i słownictwie. Szkoda, że książka była tak nierówna, być może autor się rozwinie:) Buziaki!
    Verax

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polski faktycznie jest przepięknym językiem :) Też mam nadzieję, bo pisarz ma sporo potencjału i byłoby szkoda, gdyby się zmarnował.

      Usuń
  2. Uhh, to widzę, że nie warto marnować na nią czas, a szkoda.. książka zapowiadała się dobrze.
    Aż mi wstyd, że jeszcze nie czytałam "Wiedźmina" - myślę, że warto zapoznać się z tą serią (to seria, tak?) bo dużo dobrego o niej słyszę.
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, seria. Sama jestem w trakcie czytania "Wiedźmina" i strasznie mi się podoba, więc polecam, klasyka fantastyki :)

      Usuń
  3. Wielka szkoda, że fabuła zmarnowała się przez źle użyty przez autora język. Gdyby nie to, chętnie bym po powieść sięgnęła, ale mam dość książek, które są marnie napisane. Ależ mnie to irytuje.

    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko nie mieć dość, bo człowiek zwyczajnie widzi, że zmarnowało się coś naprawdę ciekawego.

      Usuń
  4. Dzięki twojej recenzji już wiem, po jaką książkę nie sięgnę. I dobrze, bo nie lubię rozczarowań. Kiedy coś jest nie tak ze stylem pisania, od razu odechciewa się czytać. No cóż, nie każda książka musi być dobra, prawda?
    Pozdrawiam,
    [planeta-recenzji.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) "Łowcy głów" niestety stało się niemal nie do przebrnięcia przez bardzo toporny styl. Czytałam gorsze książki, ale generalnie szkoda na nią czasu.

      Usuń
  5. Coś jak Wiedźmin - też tak mi się skojarzyło po miniaturce. Ale potem przeczytałem o drętwych dialogach, kulawej składni i naciąganej fabułce. Pan Sapkowski, mimo że jest bucem na konwentach, przyzwyczaił nas do twórczości najwyższej próby. Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do tego, czy pan Sapkowski rzeczywiście jest bucem, nie mogę się odnieść, bo nigdy nie miałam przyjemności (albo nieprzyjemności?) go spotkać. Ale co do "Łowców głów", to nawet nie ma czego porównywać do "Wiedźmina", który jest świetnie napisany :)

      Usuń
  6. Jakoś się nie skuszę.

    Nominowałam Cię do LBA. Więcej info na moim blogu
    https://moje-czytania.blogspot.com/2016/10/liebster-blog-award-3.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba trochę zerżnięte bądź mocno inspirowane Sapkowskim... Nie lubię czegoś takiego :/

    Turkusowa Sowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie nie jest zerżnięte, ale pewną inspirację widać, oczywiście.

      Usuń
  8. Szkoda, że autorowi się nie udało. Ja coraz częściej sięgam po polskich autorów, ale zazwyczaj się nie zawodzę. Myślę, że tej pozycji nie dałabym jednak szansy, a szkoda.
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też staram się częściej odkrywać naszych rodzimych autorów i trochę było mi przykro, że "Łowcy głów" tak słabo wypadło. Ale, jak wspominałam w recenzji, pisarz ma potencjał i może w przyszłości powstanie lepsza książka :)

      Usuń