Jeszcze jeden odcinek: „Dynastia Tudorów”

O recenzjach serialowych wspominałam wam już kilkakrotnie. Jakieś dwa, trzy lata temu na dobre wsiąknęłam w świat odcinkowych produkcji; dziwne by było, gdybym nie chciała tutaj opowiedzieć o swoich wrażeniach. Obiecywałam, że wkrótce pojawi się pierwszy post z tej serii – a ja obietnic dotrzymuję :)
        Serial, o którym chciałabym opowiedzieć na otwarcie cyklu, jest jednym z moich najnowszych odkryć, chociaż pod względem czasu emisji wcale taki nowy nie jest. Chodzi tutaj o „Dynastię Tudorów” (2007-2010). Nie jestem w stanie podać, jak długo ten tytuł znajdował się na mojej liście „must watch”, w każdym razie dopiero na początku września nabrałam ochoty na coś typowo historycznego, kostiumowego. Wybór był dość oczywisty, zwłaszcza że w najbliższym otoczeniu miałam kogoś, kto stale namawiał mnie do obejrzenia tego serialu. Korzystając z ostatnich wolnych dni przed rozpoczęciem praktyk, postanowiłam poznać bliżej Henryka VIII i jego ziomków.



Z produkcjami historycznymi mam tak, że albo je kocham, albo nienawidzę. Klimaty typowo wojenne nie są w moim guście, ale po prostu uwielbiam tych wszystkich monarchów, rycerzy na koniach i długie suknie. Dzięki temu w „Dynastię Tudorów” wkręciłam się błyskawicznie. Kostiumy i cała scenografia to prawdziwy majstersztyk. Czasem te epokowe stroje czy dawne realia wypadają na ekranie (zarówno dużym, jak i małym) sztucznie i bez wyrazu, zbroja wydaje się plastikowa, a królewska biżuteria do złudzenia przypomina tę kupioną na bazarze. Nie w tym przypadku – w Tudorach zdecydowanie dominuje realizm, żadna scena nie została przerysowana, a i wydarzenia dość ściśle trzymają się faktów historycznych, co mnie przyjemnie zaskoczyło, bo myślałam, że będzie to raczej luźna adaptacja wiadomości z podręczników. Tutaj człowiek ani przez chwilę nie ma wątpliwości, że to wszystko naprawdę miało kiedyś miejsce.
Odcinki są nieco dłuższe niż te standardowe, zwykle trwają plus minus pięćdziesiąt minut, z kolei na sezon przypada maksymalnie 10 epizodów. Teraz żałuję, że nie było ich więcej, bo trudno opuścić pokręcony, pełen kłamstw i intryg świat Tudorów, jak już raz się do niego weszło. Bardzo podobało mi się, w jak naturalny sposób twórcy zaznaczali upływ czasu, chociażby przez wygląd bohaterów – w końcu serial obejmuje dość spory okres. Jednocześnie nie dało się odczuć, że coś dzieje się zbyt szybko, co dodatkowo podkreśla realizm produkcji. Muszę też wspomnieć o muzyce, w głównej mierze budującej cały klimat oraz o świetnie zmontowanej czołówce, która szybko stała się jedną z moich ulubionych. Jakoś nigdy nie miałam ochoty jej przewinąć.


Aktorsko też jest na wysokim poziomie. Tutaj mogę godzinami wychwalać Jonathana Rhysa Meyersa, odtwórcę głównej roli. Był bardzo dynamiczny, prawdziwy, ściągał na siebie maksimum uwagi, no i te oczy! W życiu nie widziałam tak magnetyzującego spojrzenia. A skoro już mowa o magnetyzmie, to nie mogłabym pominąć Henry’ego Cavilla, który wcielił się w Charlesa Brandona, przyjaciela Henryka VIII. Jak tylko go widziałam, uśmiechałam się od ucha do ucha (i to nie tylko dlatego, że według mnie to jeden z najprzystojniejszych facetów na świecie). Jeśli chodzi o panie, to najbardziej oczarowała mnie Natalie Dormer jako Anne Boleyn, której fenomenu długo nie mogłam zrozumieć, co zmienił dopiero ten serial, a także znana mi już wcześniej Sarah Bolger. Tę drugą, w roli księżniczki Marii, pokochałam z miejsca za specyficzny chłód, jaki wokół siebie roztaczała. Była prawdziwą damą. Ta czwórka wzbudziła we mnie najwięcej emocji, a warto dodać, że obsada jest długa i moim zdaniem niemal każda postać zasługuje na zainteresowanie.


Naprawdę rzadko się zdarza, żebym opisywała serial w samych superlatywach, ale w przypadku „Dynastii Tudorów” po prostu nie mam się do czego przyczepić. Jasne, ostatni sezon był nieco słabszy, jednak jako całość ta produkcja nie dała mi żadnych powodów do narzekań. Szkoda, że cztery sezony minęły tak szybko i musiałam wrócić na ziemię, jednak jestem pewna, że w przyszłości jeszcze wrócę do dziejów Henryka XVIII.

źródło zdjęć: filmweb

Oglądaliście albo macie taki zamiar? :)


Udostępnij ten post

16 komentarzy :

  1. Miałam okres kiedy oglądałam Tudorów i byłam na bieżąco z odcinkami. Niestety nie dotarłam do końca, przerwałam gdzieś w trzecim sezonie chyba, a teraz nie pamiętam za bardzo gdzie byłam i co się działo.
    Jednak przyznaję Ci, że to naprawdę cudo jeżeli chodzi o seriale historyczne, Jonathan genialny, Cavill powalający i Natalie jako Anne cudowna! Te intrygi, sprawy z Kościołem, do tego kostiumy, scenografia i nawet seks - wszystko pięknie tutaj grało :) Na pewno warto go obejrzeć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się cieszę, że był ktoś, kto mnie przekonał do obejrzenia - wiele by mnie ominęło, gdybym wreszcie nie zabrała się za ten serial :D Zwłaszcza że jest naprawdę dopracowany, zarówno pod względem obsady, jak i wszystkich elementów wizualnych. Zdecydowanie jeden z najlepszych seriali, jakie miałam przyjemność oglądać.

      Usuń
  2. Na razie nie mam czasu na żaden serial (prócz mojego kochanego Castle'a). Jednak po bierzmowaniu i egzaminach powinnam mieć na tyle czasu by jakiś w końcu zacząć. Chyba zabiorę się właśnie za ''Dynastię Tudorów'', bo po Twojej recenzji nabrałam ochoty na coś z historyczną Europą. Ostatnio coś takiego oglądałam tak dawno, że będzie to miła odmiana (zwłaszcza po realiach Korei za czasów Joseon) ;). A Jonathana Rhysa Meyersa wiem na co stać (oglądałam ''Miasto Kości''), więc o grę aktorską nie będę musiała się martwić (co jak co, ale na to zwracam podwójną uwagę) ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro masz ochotę na takie klimaty, to "Dynastia Tudorów" będzie jak znalazł, myślę, że Cię nie zawiedzie :) Też oglądałam "Miasto kości" i co jak co, ale Meyers w roli Valentine'a był niesamowity! To bardzo charyzmatyczny i utalentowany aktor.

      Usuń
  3. Może przed maturą powinnam obejrzeć choć kawałek, w ramach przyjemnej powtórki ;D
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okres panowania Henryka XVIII będziesz miała w małym palcu :D

      Usuń
    2. W sumie, już "nie mało" wiem. Nasza nauczycielka angielskiego uznała, że skoro uczymy się tego języka, to musimy znać trochę historii i całe dwie lekcje temu poświęciła... oO

      Usuń
  4. widziałam pierwszy sezon, bardzo mi się podobał. niestety telewizja nie puściła kolejnego, a ja sama jakoś nie zebrałam się do obejrzenia, wiec jest przede mną. słysząc "dynastia tudorów" pierwsze, co przychodzi mi na myśl to nieprzyjemna do śledzenia egzekucja niewinnego człowieka z pierwszego lub drugiego odcinka. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tych egzekucji było całkiem sporo, w końcu Henryk do łagodnych nie należał :) Polecam obejrzeć w całości.

      Usuń
  5. Po Twojej recenzji skuszę się i zapiszę sobie ten serial na moją listę oczekujących, choć nie wiem, kiedy zacznę oglądać. Nie za bardzo lubię takie klimaty (oglądam jedynie Reign, bo mnie wciągnęło, polecam!), ale muszę przyznać, że charakterystyczne stroje przykuwają uwagę i są miłe dla oka. Na Reign jakoś się skusiłam po wielu namowach, więc kto wie, może na Dynastię Tudorów też przyjdzie pora :)

    Buziaki :*
    miniifluff

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reign sama mam w planach :) Wydaje mi się, że Tudorowie to bardziej "surowa" produkcja, ale wciąga na pewno, no i wbrew pozorom 4 sezony po 10 odcinków to wcale nie tak dużo :)

      Usuń
  6. Okeeej, przez dobrą chwilę miałam wrażenie, że ci ziomkowie na pierwszym zdjęciu mają na sobie mikołajowe czapki... :D
    A jeśli o sam serial chodzi to, meeh, oglądałam go czasami w tv, ale nie mogłam się przekonać do gęby Rhysa Meyersa :P
    zagubionawpokoju.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie dopiero teraz zauważyłam, że to faktycznie w pierwszej chwili wygląda jak czapy Mikołaja XD
      Ja tam strasznie Jonathana polubiłam. Podobało mi się, jak tak rzucał wszystkim i po każdym się darł :P

      Usuń
  7. Słyszałam już dużo opowieści o tym serialu i kiedyś na pewno się do niego zabiorę. Aktualnie próbuję nadać sens swojemu życiu serialem "Przyjaciele" po tym, jak straciło ono sens, gdyż dotarłam do ostatniego odcinka "Seksu w wielkim mieście" :P
    voguejournalist-wannabe.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest naprawdę jeden z najlepszych seriali, jakie oglądałam, a trochę ich już widziałam :) Myślę nad maratonem "Przyjaciół" w wakacje, bo do tej pory oglądałam jedynie pojedyncze odcinki :P

      Usuń