„Biała” Dominika Olbrych

Helias, kraina umieszczona między kilkoma wymiarami, wpada w sidła Rejgasa, który terroryzuje mieszkańców i nie cofnie się przed niczym. Jego armie Złych pozostawiają po sobie spustoszenie i śmierć. Wszystko w rękach Wybrańca, Jedynego, który może pokonać wrogie siły. Żeby jednak osiągnąć sukces, nie może działać sam. Simia, dziewczyna zdająca się nie mieć żadnego wpływu na trwający konflikt, niespodziewanie trafia w sam środek wydarzeń. Teraz również i od niej zależy, czy Helias zostanie ocalony.


Tytuł: „Biała”
Autor: Dominika Olbrych
Wydawnictwo: Oficynka
Liczba stron: 354
Rok wydania: 2017

„Biała” to debiut powieściowy Dominiki Olbrych, dwukrotnej zwyciężczyni ogólnopolskiego konkursu literackiego Gai Kołodziej „SCRIBO ERGO SUM”. Autorka pokusiła się w swojej książce o stworzenie własnego świata, świata przepełnionego magią. Tytułową „Białą” jest Simia, główna bohaterka – czemu jest nazywana w taki sposób? Odpowiedź na to pytanie pojawia się już na początku, ale to dopiero zwiastun tego, co czeka dziewczynę.

Po pierwszych 50 stronach byłam naprawdę zachwycona. Zastałam lekkie pióro, ciekawy pomysł na fabułę i przede wszystkim interesujący wstęp. Przymknęłam nawet oko na fakt, że motyw dziewczyny, która nagle okazuje się wybawicielką ludzkości, jest już nieco nużący. Niemniej zapowiadało się na dobre, młodzieżowe fantasy, w którym poznam nowe rzeczy i będę mogła poczuć całą sobą, że Helias to miejsce niezwykłe.

Niestety mój entuzjazm stopniowo opadał w miarę czytania. Powodów ku temu jest kilka. Po pierwsze i chyba najważniejsze: niedociągnięcia w kreacji nowego świata. Dobrze przedstawione tło wydarzeń w literaturze fantastycznej z reguły sprawia, że wydaje mi się, jakby opisywane w nim krainy były prawdziwe, choć wiadomo, że to wszystko leży wyłącznie w obrębie fikcji. Tutaj tego nie czułam. Helias nie miał w sobie niczego wyjątkowego, czegoś, co czyniłoby go niepowtarzalnym, zresztą opisy rzeczywistości były zredukowane niemal do minimum, dlatego nie bardzo mogłam sobie wyobrazić otoczenie. Tam, gdzie żyje Simia, niemalże wszyscy rodzą się z mocą i indywidualnymi zdolnościami, które kształtują się w ciągu lat. Bardzo byłam ciekawa chociażby podstawowych rzeczy, czyli do jakiego wieku ujawnia się magia, jak można ją trenować, czy dane umiejętności zależą od osoby, czy są tylko dziełem przypadku – tymczasem te zagadnienia zostały pominięte milczeniem. Władanie magią ograniczało się właściwie do ciskania kulami mocy, które mogły rozwalać mury czy zabijać, choć wciąż nie mam pojęcia, jak się je tworzy. 

Dodatkowo niektóre wątki były zwyczajnie naiwne i naciągane. Szczególnie rozczarował mnie motyw miłosny, który oczywiście musiał się pojawić. Mimo że między bohaterami była wyczuwalna chemia, to jednak rozwój ich relacji zupełnie do mnie nie przemawiał. Tak się składa, że wybranek Simii zniknął z jej życia na kilka lat, a kiedy do niego wrócił, ta dość łatwo przeszła z tym do porządku dziennego. Niby stroiła jakieś fochy, ale chyba bardziej dla zasady. Skoro już przy tym jesteśmy – za cholerę nie polubiłam głównej bohaterki. Początkowo bardzo ją podziwiałam, bo nie miała łatwego dzieciństwa, tymczasem radziła sobie doskonale, jednak z czasem zaczęły mnie doprowadzać do szału jej wybuchy złości, które przypominały obrażanie się małego dziecka. Bywało, że miała pretensje do kogoś bez większej przyczyny. Teoretycznie to wynik nerwowej sytuacji, w której się znalazła, w praktyce nadało jej to bardzo irytującą, nieco egoistyczną osobowość.

Na szczęście podobał mi się wątek przewodni związany z Wybrańcem. Może nie należał do najbardziej oryginalnych, ale był po prostu ciekawy, zwłaszcza że Jedyny to zdecydowanie moja ulubiona postać z „Białej”. Pozostali bohaterowie też są wykreowani całkiem nieźle, choć niektórzy sztampowo (tak jest w przypadku strażnika Rosa). Zauważyłam trochę zgrzytów pod względem technicznym, ale nie przeszkodziły mi one w czytaniu. Dominika Olbrych ma naprawdę ładny, plastyczny styl, widać że pisanie przychodzi jej z łatwością. Dlatego żałuję, że nie zawarła w swojej powieści kilku istotnych elementów, choć liczę, że zmieni się to w następnych tomach.

Właściwie ta książka wzbudza we mnie bardzo mieszane uczucia. Zarzutów mam do niej sporo, a z drugiej strony zdarzały się sceny dynamiczne i wciągające, nieco „filmowe”, czyli takie, które na ekranie kinowym prezentowałyby się rewelacyjnie. Jeśli zachodziła taka potrzeba, autorka całkiem nieźle wprowadzała napięcie czy przyspieszała tempo akcji. Zakończenie nieco mnie zaskoczyło, bo nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji, a co za tym idzie, rozbudziła się moja ciekawość w związku z kontynuacją. Brakuje jednak kilku podstawowych rzeczy, nawet przybliżenia sylwetki Rejgasa, który niby jest głównym antagonistą, a po przeczytaniu tych grubo ponad 300 stron wiadomo o nim niewiele. Niedosyt jest zdecydowanie uczuciem, które we mnie przeważało, kiedy dotarłam do ostatniego akapitu.

Dominika Olbrych ma ogromny potencjał. Jak na debiut, „Biała” prezentuje się całkiem nieźle. Niestety nie wszystko „zagrało” w niej tak, jak powinno, przez co powieść nie była w stanie wytworzyć magicznej atmosfery, która byłaby wskazana ze względu na fabułę. Już nawet sama okładka ma w sobie więcej tak potrzebnej tajemniczości. Mimo wszystko jestem pełna nadziei, zarówno w stosunku do drugiej części (jeśli taka powstanie), jak i samej autorki.

6/10

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Oficynka.

Udostępnij ten post

20 komentarzy :

  1. Ja po nią raczej nie sięgnę :) W ogóle, wczoraj przez brak internetu w końcu obejrzałam "Wiek Adaline" i jakoś mi się skojarzyło, że kiedyś tu coś o tym było XD I co do tamtej recenzji... wydaje mi się, że problem tego filmu nie polega na tym, że problem niestarzenia się jest nadużywany (bo właściwie... moim zdaniem nie jest), a dlatego, że z ciekawego motywu zrobili romansidło ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się akurat film podobał, ale dobrze wiesz, że lubię romansidła :P

      Usuń
    2. To ładnie wyglada i nie mówię że to zły film ;) Ale przy tym jest bardzo schematyczny.

      Usuń
    3. Ze schematycznością się jak najbardziej zgadzam.

      Usuń
  2. Prezentuje się świetnie, więc czytać też miło :)) Pozdrawiam i zapraszam na:
    maggie-fashion-style.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poniekąd miło, ale jednak nie do końca :P

      Usuń
  3. Szkoda, że potencjał książki nie został odpowiednio wykorzystany. Ale z drugiej strony, jest to debiut, więc może kolejna powieść autorki będzie o niebo lepsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak :) Dlatego absolutnie się nie zrażam, czekam na kolejne książki autorki.

      Usuń
  4. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, a okładka bardzo przyciąga wzrok ;) Zgodzić się muszę, że bardzo często wykorzystywany jest motyw "wybrańca", to już trochę męczy czytelnika. Jednak mnie najbardziej odstrasza brak skupienia się na elementach świata przedstawionego, nie lubię kiedy autorzy pomijają tak ważne gatunkowo sprawy. Dlatego raczej sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka jest przepiękna! Szkoda tylko, że z treścią trochę gorzej. Gdyby nie te braki w świecie przedstawionym, oceniłabym znacznie wyżej. Ale poczekam na dalszą twórczość Dominiki Olbrych :)

      Usuń
  5. Skoro to debiut to sporo trzeba autorce i wybaczyć i po prostu przymknąć oko na pewne sprawy ;)
    Z tego co piszesz to i tak całkiem dobrze jej poszło. Gdyby wzięła sobie do serca rady czytelników, być może kolejna powieść byłaby znacznie lepsza.
    Zastanawiam się jakby to było z moim odbiorem tych opisów. Piszesz, że są minimalistyczne. Z jednej strony daje to duże pole do popisu wyobraźni, z drugiej jednak w fantastyce chciałabym mieć chyba podane konkretne szczegóły.
    Trzymam kciuki za rozwinięcie warsztatu autorki.

    Pozdrawiam
    Marta z Na planecie Małego Księcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam pod koniec recenzji, autorka ma talent i jeśli będzie otwarta na wszelkie rady, to na pewno jej warsztat się poprawi :)
      Jak dla mnie większa ilość opisów byłaby w "Białej" konieczna. Jeśli tworzy się zupełnie nowy świat, czytelnik potrzebuje fundamentu, na którym jego wyobraźnia mogłaby budować. Tutaj było tego trochę za mało.

      Usuń
  6. Chyba dam szansę tej książce, bo zapowiada się ciekawie. Chociaż te niedociągnięcia na pewno będą irytowały, ale w końcu to debiut, więc na wiele rzeczy można przymknąć oko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, poza tym autorka mimo wszystko zaczęła nieźle, więc jej twórczość zapowiada się obiecująco :)

      Usuń
  7. W sumie książka ma chyba jakiś potencjał, ale po twojej recenzji wnioskuję, że słabo wykorzystany. A szkoda. Tak czy siak, z chęcią zapoznałabym się z tą historią, nawet jeśli czuję, że główna bohaterka okropnie by mnie irytowała. Może kiedyś ;)
    BOOK MOORNING

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potencjał był spory, niestety przy wykonaniu trochę się to zatraciło. Ale mimo wszystko czytało się przyjemnie :)

      Usuń
  8. Po przeczytaniu pierwszych zdań pomyślałam sobie właśnie, że "to już było wiele razy". Niestety, jeśli chodzi o książki fantasy dla młodzieży, to pełno jest wciąż powtarzających się schematów i to sprawia, że po niektóre książki w ogóle nie chce się sięgać, bo ile można czytać o tym samym. Skoro autorka dwukrotnie została nagrodzona w ogólnopolskim konkursie, to na pewno jest uzdolniona i dobrze pisze, ale jeśli oprócz niezbyt oryginalnego pomysłu, wychwyciłaś jeszcze zgrzyty przy kreacji bohaterów czy świata przedstawionego, to czuję się utwierdzona w przekonaniu, żeby po tę książkę nie sięgać.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zdania, że nawet z obrobionego ze wszystkich stron schematu da się zrobić coś ciekawego i wciągającego. Tutaj może nie było najgorzej, ale niestety sporo elementów nie zagrało. A autorka jak najbardziej pisać potrafi, więc trzymam za nią kciuki :)

      Usuń
  9. Niestety ta książka to zupełnie nie moje klimaty... :(

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń