Na ekranie: „Ida”

Pojedynczy dźwięk, niemrawy uśmiech, drobny, ledwo dostrzegalny gest… W podobnym tonie mogłabym przemawiać długo, jeśli przychodzi do zrecenzowania „Idy. Kiedy piszę tę opinię, mija już nieco czasu, odkąd obejrzałam ten film, a mimo to nadal jestem w szoku, jak duże wrażenie na mnie zrobił przy tak minimalistycznej oprawie. Nie ma w nim gwałtowności, dynamizmu, jest spokojnie i przez większość czasu cicho, a jednak przy napisach końcowych czułam się tak, jakby ktoś krzyknął mi prosto w ucho.

Tytułową Idą jest dziewczyna, która przez całe życie wychowywała się w zakonie. Tuż przed złożeniem ślubów ma za zadanie poznać bliżej swoją jedyną żyjącą rodzinę, ciotkę Wandę. Jeśli ktoś spodziewał się ciepłego, rodzinnego spotkania, to tu się pomylił. Relacja obu kobiet od samego początku jest dość specyficzna, mimo to obie wybierają się w podróż w poszukiwaniu własnej tożsamości. Okazuje się, że nie tylko główna bohaterka poznaje swoją przeszłość – również Wanda musi stawić jej czoła.
Jak już wspomniałam, w tym filmie dominuje oszczędność, i to oszczędność dosłownie wszystkiego: wypowiadanych kwestii, muzyki, nawet scenografii, każdy z tych elementów został zredukowany do absolutnego minimum. Nie jest to jednak minusem, mało tego, ten zabieg znacząco wpłynął na sukces tej produkcji. Tak ubogie tło nie mogło odwrócić uwagi od tego, co najważniejsze, a tematy tutaj poruszone niekoniecznie należą do łatwych. Ida stopniowo odkrywa, kim tak naprawdę jest, patrzy w głąb siebie i z pewnym zdumieniem dochodzi do wniosku, że nie jest tą osobą, za którą się całe życie uważała. Sądzę, że wszyscy przechodzimy przez taki etap, kiedy próbujemy siebie zdefiniować, określić jako człowieka. Pięknie została tutaj ukazana wiara w Boga, mamy również do czynienia z kryzysem wartości oraz poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie o sens tego, co się wydarzyło. A przede wszystkim, film bardzo subtelnie, ale zarazem konkretnie ujmuje problematykę żydowską podczas II wojny światowej. Trochę wątków się tutaj znalazło, jak widać, mimo to twórcom udało się stworzyć zgraną, niczym nie przeładowaną całość, na dodatek naszpikowaną różnymi emocjami.


Nie chcę tutaj zbyt wiele zdradzać, nie mogłabym jednak nie wspomnieć o dwóch scenach, które najmocniej na mnie wpłynęły. Pierwsza – zapomniany grób w lesie. Kto oglądał, ten zapewne wie, o co mi chodzi. Ogromna czułość, z jaką żywe, roztrzęsione ręce przytulają do siebie ludzką czaszkę, totalnie mnie rozbiła. Druga – samobójstwo. Nie jest to motyw rzadki ani w kinie, ani w literaturze, a jednak siedziałam przed ekranem z otwartymi ustami. Może dlatego, że obyło się bez fajerwerków, płaczu, wrzasków, tego wszystkiego, co często towarzyszy samobójcom? Tutaj to właśnie prostota i cisza przy tym wydarzeniu sprawiły, że silnie przeżyłam tę scenę.
Pod względem aktorskim nie mam zastrzeżeń. Agata Trzebuchowska była niesamowita w roli Idy, piękna wewnątrz i na zewnątrz, opanowana, pełna ciepła i zrozumienia. Nie wyobrażam sobie, by ktoś mógł lepiej oddać tę postać. Zachwyciła mnie także Agata Kulesza, zresztą bardzo lubię tę aktorkę. Jako Wanda była genialna z tym nieodłącznym papierosem i na pozór beztroskim życiem, pod pozorem którego kryło się wiele bólu. Miło będę też wspominać Dawida Ogrodnika, który był… no, po prostu uroczy. Nie znam lepszego słowa.


To, co jeszcze mi się podobało, to ukazanie końcowej walki Idy, jej chwilowej przemiany. Widać było, jak bardzo znajomość z ciotką i to, co wspólnie przeżyły, wpłynęło na jej dotychczasowe decyzje, choć w głębi ducha nadal pozostała taka sama. Ponadto zakończenie było całkiem niezłe, pozostawiające pole do domysłów, poza tym obraz bohaterki wytrwale idącej do przodu budzi skojarzenie z metaforą życia jako drogi. Nie wiem, czy trafnie to odczytałam, ale jakoś to do mnie przemówiło.
Gorąco polecam „Idę, chociażby dlatego, że ten tytuł został nagrodzony Oscarem dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Moim zdaniem zdecydowanie zasłużył na to wyróżnienie.



źródło zdjęć: filmweb

Udostępnij ten post

14 komentarzy :

  1. Chętnie poznałabym ten film, chociaż tematyka II wojny światowej ogółem jest dla mnie ciężka. Książki wchodzą mi łatwo, ale przez filmy jest mi ciężko przebrnąć, ponieważ wtedy TO WIDZĘ.
    Jeśli się przekonam, to na pewno obejrzę :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tu wojny jako takiej nie ma :) Jest jedynie wątek dotyczący kwestii żydowskiej. Akcja rozgrywa się w latach '60.

      Usuń
  2. Nawet się zabierałam za ten film, ale i tematyka, i czerń i biel mnie odstrasza. Ja wiem, że to niby dobre, ale musiałabym mieć na niego nastrój xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do kolorystyki też nie byłam przekonana, ale w sumie się okazało, że baaardzo tutaj pasuje :)

      Usuń
  3. Udało mi się obejrzeć ten film w kinie, jakoś zaraz po premierze.Te niesamowite emocje, ten przekaz podany w tak skromnej wersji (bo i koloru w tym filmie brak i dźwięku nie za dużo). Cała historia dzieje się sama, bez zbędnych zapychaczy, jakiś efektów specjalnych...
    Sceny o których piszesz również mną wstrząsnęły. Kreacje aktorskie były doskonałe a film na Oscara moim zdaniem jak najbardziej zasłużył :)
    Pozdrawiam
    Na planecie Małego Księcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealnie to ujęłaś - żadnych zapychaczy, tylko prostota i sama historia, która miała w sobie tak duży ładunek emocjonalny, że ciężko go unieść. Piękny film :)

      Usuń
  4. Słyszałam dużo różnych opinii na temat tego filmu - niektóre bardzo pozytywne, inne dosyć krytyczne. Sama nie widziałam, więc trudno mi oceniać. Ale to raczej taki film, który każdy powinien obejrzeć. Zamierzałam to zrobić w wakacje, ale jakoś wyleciało mi z głowy i Twój wpis przypomniał mi o "Idzie", więc pewnie niedługo obejrzę. Wtedy wrócę z jakimś bardziej sensowny komentarzem, bo na razie trudno mi cokolwiek napisać, skoro filmu nie widziałam.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja, to racja :) Nic dziwnego, że opinie są tak różne, do każdego trafia co innego i po prostu wydaje mi się, że sposób realizacji "Idy" nie przypadnie wszystkim do gustu. Mnie mimo wszystko oczarował.

      Usuń
  5. "Ida" intryguje mnie od dawna. Ciągle przybieram się do obejrzenia tego filmu. Mam nadzieję, że uda mi się to jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dość długo uważałam, że to może nie jest film dla mnie, ale skusiłam się i nie żałuję :)

      Usuń
  6. "Idy" jeszcze nie oglądałam, ale często depczę jej gwiazdkę na Piotrkowskiej w Łodzi :D
    Pasowałoby wreszcie obejrzeć ten film.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaczęłam oglądać ten film ale nie wytrwałam do końca. Powiem szczerze że nie podobał mi się ten film. Lubię filmy o tematyce II wojny światowej, jednak ten nie wpadł mi w gust i ne rozumiem za co dostał on Oskara bo moim zdaniem na tą nagrodę bardziej zasługiwał film Bogowie.
    http://take-a-pencil-and-draw-world-of-races.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. "Bogowie" wciąż na mojej liście, więc ciężko mi się odnieść, ale nie bez powodu to "Ida" została w ogóle nominowana. Ale wiadomo, każdy lubi co innego - mnie akurat ten obraz bardzo poruszył :)

    OdpowiedzUsuń