Seriale: co obejrzeć, a czego lepiej unikać – maj 2019

seriale, najlepsze seriale, najgorsze seriale, maj 2019, killing eve, obsesja eve, game of thrones, gra o tron, sezon 8

Przygotujcie się na jeden z najdłuższych wpisów w historii tego bloga – o ile nie najdłuższy. Ze zgrabnego, zwięzłego podsumowania produkcji obejrzanych w danym miesiącu wyszło mi coś porównywalnego do zapisanej przez małego Mozarta rolki papieru toaletowego ze starej reklamy Foxy (porównywalnego długością, nie jakością). W przyszłości będę pewnie testowała różne kompozycje tej serii; być może będziemy dzielić sobie tekst na buble i na tytuły, które polecam. Albo po prostu zdołam opanować słowotok i będę pisać krócej. 

Tymczasem zapraszam na rozpiskę tego, co obejrzałam w maju. 

Co warto obejrzeć? 


The Act, sezon 1, Hulu, serial, HBO GO, Gypsy Rose, recenzja, Dee Dee Blanchard, Joey King, Patricia Arquette, najlepsze seriale, najgorsze seriale, maj 2019





„The Act”, sezon pierwszy (Hulu) 

Platforma Hulu prawdopodobnie planuje zrobić z „The Act” antologię, w której każdy sezon opowiadałby o innej, autentycznej sprawie kryminalnej. Pierwsza seria skupiła się na zabójstwie Dee Dee Blanchard, którego dokonała... jej własna córka, na spółkę z chłopakiem. Nikt nie mógł uwierzyć, że Gypsy Rose, dotąd uważana za niepełnosprawną i fizycznie, i umysłowo, mogła zrobić coś tak okrutnego. Tymczasem wyszło na jaw, że dziewczyna całe życie była oszukiwana przez matkę, która wmawiała jej nieskończoną liczbę chorób, zmuszała do korzystania z wózka inwalidzkiego i kłamała na temat jej wieku. Gypsy z czasem zorientowała się, że kochająca mama tak naprawdę trzyma ją w klatce, dlatego postanowiła się uwolnić. 

„The Act” to dla mnie jedno z najlepszych odkryć tego roku i jestem przekonana, że w styczniu, kiedy będę robiła serialowe podsumowanie, podtrzymam tę opinię. Nieco słyszałam o Gypsy Rose, zanim zabrałam się za oglądanie, ale dopiero ta produkcja sprawiła, że bardziej zagłębiłam się w temat. Rzeczywistość jest naprawdę przerażająca i muszę powiedzieć, że ta historia do teraz nie mieści mi się w głowie – a serial doskonale wykorzystuje potencjał tkwiący w tak szokującej, niemal nieprawdopodobnej opowieści, nie starając się przy tym koloryzować. Twórcy idealnie balansują na granicy napięcia i grozy, dzięki czemu nawet wtedy, gdy w danym odcinku pozornie nic się nie dzieje, widz siedzi jak na rozżarzonych węglach, obawiając się, co będzie dalej. Naprawdę niewiele jest seriali, które napinają nerwy widza do granic możliwości w tak powolny, prawie niegroźny sposób. Realizacyjnie „The Act” jest na najwyższym poziomie – oczywiście, mimo bazowania na prawdziwej historii, część rzeczy zmieniono, jednak dbałość o każdy szczegół chociażby w scenografii nie budzi żadnych zastrzeżeń. Nic z tego nie miałoby oczywiście miejsca, gdyby nie genialna obsada. Patricia Arquette w roli Dee Dee oraz niesamowita Joey King jako Gypsy Rose odwalają taką robotę, że już teraz posłałabym w ich stronę wszystkie nagrody świata. Nie ustępuje im zresztą Calum Worthy, wcielający się w Nicholasa Godejohna, chłopaka, który odegrał kluczową rolę w morderstwie. Nie wiem, czy jeśli faktycznie powstaną dalsze sezony „The Act”, to twórcom uda się przebić pierwszą serię, ale jestem dobrej myśli; antologia true crime o takim rozmachu to coś, czego potrzebowałam. 

Ocena: 9/10 

Serial dostępny na platformie HBO GO. 


Dead to Me, Już nie żyjesz, sezon 1, serial, recenzja, Netflix, Christina Applegate, Linda Cardellini, najgorsze seriale, najlepsze seriale, maj 2019

„Dead to Me” / „Już nie żyjesz”, sezon pierwszy (Netflix) 

Powiem szczerze: nie napalałam się jakoś szczególnie na ten serial. Umieściłam go na liście „do obejrzenia” ze względu na obsadę (m.in. Christina Applegate, Linda Cardellini, James Marsden) i długość odcinków, które mieszczą się w 30 minutach. Niespodziewanie trafiłam na angażującą, dopracowaną produkcję, którą połknęłam w błyskawicznym tempie. 

Jen i Judy poznają się na grupie wsparcia dla osób pogrążonych w żałobie. Mąż tej pierwszej zmarł po tym, jak został potrącony przez samochód, zaś kierowca uciekł z miejsca wypadku. Kobiety zaprzyjaźniają się, a ich relacja rozwija się w błyskawicznym tempie – Jen tak bardzo potrzebuje teraz wsparcia, że zaprasza przyjaciółkę pod swój dach. Problem w tym, że Judy skrywa pewną tajemnicę, która coraz bardziej ciąży jej na sercu. 

„Dead to Me” stoi przede wszystkim duetem dwóch głównych aktorek: Christina Applegate i Linda Cardellini kradną całe show. Są niesamowicie autentyczne, przekonujące i naturalne, co sprawia, że przyjaźń Jen i Judy urzeka od samego początku, a ich wspólne sceny to mieszanka humoru, troski, ale też stresu i zdenerwowania. Ogólnie w serialu nie brakuje elementów humorystycznych, idących niejednokrotnie w stronę czarnej komedii, nie jest to jednak przesadzone i nie przesłania scen jednoznacznie dramatycznych. Fabularnie produkcja nie należy do szczególnie odkrywczych, większość plot twistów łatwo uda się przewidzieć – łącznie z tymi, które pojawiają się na końcu odcinków, co funduje fajne, ciekawe cliffhangery – jednak sposób prowadzenia akcji i emocjonalność sprawiają, że odbiorca i tak nie będzie miał ochoty odejść od ekranu. 

Ocena: 7/10 


Lucifer, Lucyfer, sezon 4, Netflix, recenzja, serial, Chloe, Eve, Tom Ellis, najlepsze seriale, najgorsze seriale, maj 2019


„Lucifer” / „Lucyfer”, sezon czwarty (Netflix) 

Najnowsza seria „Lucifera” pokazuje, że w tej produkcji tkwi jeszcze wiele potencjału i przy umiejętnym poprowadzeniu scenariusza uda się z niej wiele wyciągnąć. Fox anulował, Netflix uratował, i było to bardzo rozsądne zagranie ze strony platformy. Jej włodarze doskonale wiedzieli, że tego projektu nie wolno jeszcze spisywać na straty. 

Serial opowiadający o diable, który postanowił porzucić piekło i założyć klub nocny w Los Angeles, nabrał teraz zupełnie nowej dynamiki. Jednym z największych błędów twórców, gdy „Lucifer” znajdował sie jeszcze pod szyldem Foxa, było rozciąganie fabuły do granic możliwości. Netflix zredukował liczbę odcinków w sezonie do 10 i okazało się to strzałem w, hehe, dziesiątkę. Akcja faktycznie leci do przodu, wiele się dzieje, a jednocześnie nie zostaje zatracony proceduralny charakter oraz pojawia się miejsce na nowe postacie. Mowa tu szczególnie o Eve (Inbar Lavi), pierwszej miłości Lucyfera, która wkracza pomiędzy niego a Chloe – tak jakby brakowało dodatkowego muru po tym, jak pani detektyw zobaczyła prawdziwe oblicze swojego partnera. 

Jest tak uwielbiany przeze mnie humor, jest duża dawka kryminału, są ogromne emocje i nowe, intrygujące wątki. Ponadto po raz pierwszy od jakiegoś czasu poczułam między Chloe a Lucyferem chemię, wcześniej ich relacja stała się rozlazła i przestała ekscytować. W dodatku twórcom udało się mnie w kilku miejscach zaskoczyć, a i Eve okazała się świetną postacią, wykreowaną zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażałam. Mimo kilku ewidentnych wpadek (przykładowo jeden z bohaterów nie zauważa, że Lucek jest przebity na wylot kijem czy innym drewnianym przedmiotem, więc nie dziwi go, że ten później wygląda na zupełnie zdrowego) oraz niedociągnięć (odnoszę wrażenie, że twórcy nie bardzo wiedzą, co robić z postacią Dana) to zdecydowanie dobry sezon, który zapewni serialowi przedłużenie. I prawidłowo, bo finał zapowiada niezłą zabawę. 

Ocena: 8/10 


Victoria, Wiktoria, sezon 3, ITV, HBO GO, serial, recenzja, najlepsze seriale, najgorsze seriale, maj 2019, Albert, Jenna Coleman

„Victoria” / „Wiktoria”, sezon trzeci (ITV) 

Co prawda amerykańska stacja PBS wyemitowała ten sezon wcześniej, ale ja poczekałam grzecznie do brytyjskiej premiery, wraz z którą odcinki pojawiały się na HBO GO. 

To nie jest serial o takim rozmachu jak netflixowe „The Crown”. Nie ma się czemu dziwić – obie produkcje dysponują różnym budżetem, więc i efektów nie da się porównywać. Jednak stanowczo mogę powiedzieć, że „Victorii” absolutnie niczego nie brakuje. Stroje, wnętrza, muzyka, zdjęcia – cała oprawa audiowizualna nie budzi żadnych zastrzeżeń, a i gra aktorska wypada naturalnie i przekonująco. Jenna Coleman i jej urok w roli królowej zawsze będzie mnie powalał. 

Sezon trzeci utrzymuje poziom poprzedników. Twórcom jak zwykle udało się złapać idealny balans między wątkami romansowymi czy obyczajowymi, a motywami dotyczącymi sytuacji społeczno-politycznej w Anglii. Chociaż Victoria i Albert są jedną z moich ulubionych serialowych par, nawet się cieszę, że w tej serii pojawiły się między nimi znaczące zgrzyty; w końcu w małżeństwie nie zawsze jest kolorowo. Nowe postacie jak zawsze wprowadziły dodatkowego smaczku, chociaż w związku z Feo, siostrą głównej bohaterki, jest on zdecydowanie bardzo gorzki. Już dawno nikt na ekranie nie wzbudzał we mnie takiej irytacji. 

Zastanawiam się jedynie, kiedy zostaną poczynione jakieś działania w kwestii charakteryzacji i postarzenia postaci. Zarówno Victoria, jak i Albert są na obecnym etapie bardzo młodzi, ale jednak akcja poszła znacząco do przodu, a oni wyglądają nadal tak samo jak w dniu, kiedy się poznali. Gdyby nie ich rosnące dzieci i nawiązania do ważnych wydarzeń, mogłabym nawet nie zwrócić uwagi, że mijają lata. 

Ocena: 7/10 


The Big Bang Theory, Teoria wielkiego podrywu, sezon 12, ostatni sezon, CBS, serial, recenzja, HBO GO, najlepsze seriale, najgorsze seriale, maj 2019, Sheldon, Amy, Bernadette, Penny, Leonard, Howard, Raj

„The Big Bang Theory” / „Teoria wielkiego podrywu”, sezon 12. (CBS) 

Dołączyłam do fanów tej produkcji stosunkowo niedawno, bo zaczęłam oglądać jakoś na początku zeszłego roku. I nawet się nie spodziewałam, że tak mocno przeżyję zakończenie, więc nie chcę sobie wyobrażać, co czuli ci widzowie, którzy trwali z tym serialem przez 12 lat. 

Chociaż „Friends” zawsze będzie miało u mnie pierwsze miejsce – nie tylko wśród sitcomów, ale też wśród seriali w ogóle – to jednak „Teoria...” zawędrowała również bardzo wysoko. A nie było łatwo. Na dobre wciągnęłam się dopiero w trzecim sezonie, wcześniej, mimo tak lekkiej i przyjemnej w odbiorze formuły oraz świetnych bohaterów, jakoś nie mogłam się przekonać. Teraz trudno mi sobie wyobrazić czasy, kiedy nie znałam Sheldona, Amy, Penny, Leonarda, Howarda, Bernadette i Raja – i zapewne za jakiś czas zacznę rewatch. 

Serial jest wprost naszpikowany odniesieniami do popkultury, szczególnie do komiksów. Jeśli dobrze się poruszacie w świecie DC i Marvela, będziecie zachwyceni takimi wzmiankami. Oczywiście produkcja ma słabsze momenty, a nawet całe sezony, bo przy tak długim czasie emisji trudno tego uniknąć. Twórcy mają tendencję do przeciągania wątków w nieskończoność, tak że z czasem już nikogo one nie obchodzą, bywa też, że bohaterowie zachowują się niekonsekwentnie, jakby nagle zapominali, co mówili lub robili chwilę wcześniej. Ale odcinki potrafiły mnie rozbawić do samego końca, zaś finał okazał się satysfakcjonujący i nie rujnował całego świata przedstawionego (tak „How I Met Your Mother”, patrzę na ciebie). 

Ocena: 7/10 

Serial dostępny na HBO GO – 12. sezon trafi tam 29 czerwca. 


Young Sheldon, Młody Sheldon, CBS, HBO GO, sezon 2, serial, recenzja, najlepsze seriale, najgorsze seriale, maj 2019, Ian Armitage, McKenna Grace

„Young Sheldon” / „Młody Sheldon”, sezon drugi (CBS) 

Na otarcie łez po finale „The Big Bang Theory” jest myśl, że przecież spin-off nadal trwa. 

Odnoszę wrażenie, że poziom humoru w drugim sezonie nieco się obniżył i żarty już nie sypią się tak gęsto, ale produkcja na tym nie ucierpiała – komizm nadal jest widoczny, poza tym przy tej grze aktorskiej (ta obsada!) i oprawie wizualnej nie można narzekać. Fabularnie też jest nieźle. „Young Sheldon” znalazło swój własny, niespieszny rytm; wątki są prowadzone w odpowiednim tempie, i na całe szczęście nie dotyczą tylko głównego bohatera (chociaż Ian Armitage jest w tej roli znakomity, to jednak nużące mogłoby się stać śledzenie losów wyłącznie jednej postaci). Nie spodziewałam się, że ten prequel wypadnie tak dobrze, zwłaszcza że ma zupełnie inny klimat niż serial-matka – nie usłyszycie tu bowiem żadnych śmiechów w tle, przez co humor wydaje się zdecydowanie mniej wymuszony. 

Ocena: 7.5/10 

Serial dostępny na platformie HBO GO. 


The Society, sezon 1, Netflix, serial, seriale młodzieżowe, recenzja, najlepsze seriale, najgorsze seriale, maj 2019

„The Society”, sezon pierwszy (Netflix) 

Im więcej czasu mija, odkąd skończyłam tę produkcję, tym bardziej nabieram do niej swoistego szacunku. Muszę właściwie powiedzieć, że „The Society” niezwykle przyjemnie wyróżnia się na tle setek seriali młodzieżowych, które powstały w ostatnim czasie. 

Sam pomysł na fabułę nie należy do najbardziej kreatywnych pod słońcem. Historia dotyczy nastolatków, którzy po niespodziewanym powrocie z wycieczki szkolnej orientują się, że ich miasteczko jest opustoszałe. Nie ma ich rodziców, rodzeństwa, nie ma sąsiadów czy nauczycieli. Zostali tylko oni, w miejscu wyglądającym jak dom, ale obcym i pustym. Teraz muszą sobie poradzić na własną rękę. 

Jeśli ktoś się spodziewa zwrotów akcji w każdej scenie, gwałtownych bijatyk, mordów i gwałtów, to się srogo zawiedzie. Nie żeby zbrodnie tego typu nie zaglądały do naszych bohaterów – chodzi o to, że akcent serialu został położony nie na sianiu paniki ani nawet nie na dochodzeniu do prawdy, co stało się z wszystkimi dorosłymi. Produkcja prezentuje przede wszystkim powolne, budowane krok po kroku małe społeczeństwo. I bardzo boleśnie pokazuje, że człowiek potrzebuje zasad, w przeciwnym wypadku jego życie zupełnie wymyka się spod kontroli. Dobra gra aktorska młodej obsady, ciekawe postacie (jest ich sporo i można się czasem czuć zagubionym, ale później to mija), przy okazji poruszane są naprawdę ważne wątki – i to nie w nachalny, a wyważony sposób. Jest kilka głupotek fabularnych, no i tempo akcji może znużyć, jednak coś mnie w tym serialu intryguje. Z przyjemnością obejrzę drugi sezon. 

Ocena: 6.5/10 


Killing Eve, Obsesja Eve, sezon 2, Villanelle, serial, recenzja, BBC America, HBO GO, najlepsze seriale, najgorsze seriale, maj 2019, Jodie Comer

„Killing Eve” / „Obsesja Eve”, sezon 2 (BBC America) 

Tutaj rozpisywać się nie muszę, bo po pierwsze, napisałam szczegółową recenzję na Serialomaniak.pl, a po drugie: jeśli coś o mnie wiecie, to doskonale zdajecie sobie sprawę, że uważam ten serial za absolutny majstersztyk. Po seansie nowego sezonu nic się nie zmieniło. Fabuła została tym razem poprowadzona nieco inaczej, co niektórych mogło rozczarować – i początkowo ja sama byłam sceptyczna. Ale ponieważ akcja zaangażowała mnie w stu procentach i poczułam emocje porównywalne do pierwszej serii, to naprawdę nie mam się o co czepiać. Duet Comer-Oh to jeden z powodów, dla których żyję, przysięgam. 

Ocena: 9/10 

Serial dostępny na HBO GO. 


Catch-22, Paragraf 22, Hulu, serial, miniserial, adaptacja, recenzja, HBO GO, najlepsze seriale, najgorsze seriale, maj 2019

„Catch-22” / „Paragraf 22” (Hulu) 

Od razu na wstępie muszę zaznaczyć, że nie czytałam książki ani nie oglądałam filmu. Dlatego ta adaptacja jest dla mnie nowością pod każdym względem. Właściwie dwie rzeczy przekonały mnie do sięgnięcia po ten tytuł. Po pierwsze: fakt, że to zaledwie sześć odcinków, po drugie: obsada, wśród której znalazły się takie nazwiska jak Hugh Laurie, George Clooney czy Kyle Chandler. 

Ten serial to jeden z najbardziej przerażających obrazów wojny, jakie kiedykolwiek widziałam, bez względu na odłam popkultury. Choć nie brakuje tu komizmu, to, co poczujecie po skończeniu seansu, wcale nie będzie przypominało rozbawienia. „Catch-22” pokazuje, ile absurdu tkwi w bombardowaniu siebie nawzajem i we wszelkich zbrojnych konfliktach, jak bardzo wypacza to wszelkie wartości i obraca ludzi przeciwko sobie, nawet tych, którzy do tej pory byli w przyjaznych stosunkach. Taka rzeczywistość tłamsi wszystko, co dobre, a wyciąga na zewnątrz najgorsze zło. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego miniserialu. Jest przejmujący, fantastycznie zagrany i nakręcony, a niektóre sceny zostaną ze mną pewnie już na zawsze. 

Ocena: 8.5/10 

Serial dostępny na platformie HBO GO. 


Alta mar, Pełne morze, High Seas, serial, sezon 1, Netflix, recenzja, najlepsze seriale, najgorsze seriale, hiszpańskie seriale, maj 2019

„Alta mar” / „Pełne morze”, sezon pierwszy (Netflix) 

Przyznaję, że dość rzadko sięgam po produkcje, które nie są anglojęzyczne. Dlatego tak przyjemną odmianą jest obejrzeć coś innego – tym razem wybór padł na „Alta mar”, hiszpański serial osadzony w latach 40. XX wieku. Śledzimy losy dwóch sióstr, Caroliny i Evy, które wsiadają na pokład luksusowego statku – jego właścicielem jest Fernando, narzeczony pierwszej z nich. Rejs z Hiszpanii do Brazylii ma zostać uświetniony ich ślubem. Wydaje się, że przygotowania przebiegną niezakłócone, jednak problem zaczyna się wtedy, gdy siostry szmuglują na statek przypadkowo spotkaną kobietę, która prosi o pomoc. Nie wiedzą jeszcze, że to właśnie od niej zaczną się nieprzewidziane wypadki – a te pociągną za sobą makabryczne zbrodnie. 

Zacznę może od dwóch rzeczy, które zdecydowanie nie przypadły mi do gustu. Po pierwsze: muzyka. O ile kawałki wykonywane „na żywo” przez zespół występujący na statku są cudowne, o tyle sam soundtrack miejscami wydawał mi się zbyt dramatyczny. To sprawiało, że w niektórych scenach pojawiało się wrażenie, iż oglądam telenowelę, gdzie plot twisty muszą być podkreślane przez przesadzoną ścieżkę dźwiękową. Po drugie: kiepskie CGI. Nie ma tego zbyt wiele, ale nie da się ukryć, że efekty wyglądały bardzo miernie, gdy pokazywano morze widziane z pokładu. 

Na plus jest zdecydowanie wciągająca fabuła i naprawdę nieprzewidziane zwroty akcji. Twórcom udało się mnie w kilku miejscach zaskoczyć, choć czasem scenariusz posługuje się tak perfidnym foreshadowingiem, że zaczynało to irytować. Mimo to akcję skomponowano przejrzyście i ciekawie, raczej nie ma mowy o nudzie. Kostiumy i cała scenografia są absolutnie zachwycające – na stroje mogłabym patrzeć jeszcze wiele długich godzin. No i najważniejsze, bohaterowie i gra aktorska. Duet sióstr niesamowicie przypadł mi do gustu. Twórcy świetnie uchwycili różnice między Caroliną i Evą, a jednocześnie pokazali, że łączy je ogromna więź i zawsze, niezależnie od sytuacji, wspierają siebie nawzajem, dzięki czemu stanowią tak zgrany zespół. Spora w tym zasługa aktorek, czyli Alejandry Onievy i Ivany Baquero. Tę drugą miałam już przyjemność oglądać w „The Shannara Chronicles”, i po raz kolejny zrobiła na mnie dobre wrażenie. Co do Onievy, była przekonująca i naturalna, a szczególny popis umiejętności dała w finałowym odcinku. 

Postaci jest oczywiście więcej, zwłaszcza że serial rozwija kilka wątków, nie skupia się tylko na jednym, wiodącym motywie. Poruszyła mnie historia związana z pokładową piosenkarką (Laura Pats) czy też całkiem zabawny i uroczy trójkąt miłosny w tle (tak, podobał mi się trójkąt miłosny – mimo że poprowadzony w bardzo oklepanym stylu. Nic nie poradzę). Jako że zamówiono już drugi sezon, czekam na niego z utęsknieniem – czuję, że wiele zostało jeszcze do pokazania, finał dobitnie to udowodnił. 

Ocena: 7/10 


Co można sobie odpuścić? 


Now Apocalypse, Starz, sezon 1, serial, recenzja, najlepsze seriale, najgorsze seriale, maj 2019

„Now Apocalypse”, sezon pierwszy (Starz) 

Nadal nie wiem, co ja tak właściwie obejrzałam. Gdyby wyciąć kilka fragmentów, można by uznać, że to bardzo przeciętny serial opowiadający o grupce przyjaciół i ich przygodach. Sporo tu seksu, czasem przerysowania, ale bohaterowie w gruncie rzeczy dali się lubić. Problem w tym, że twórca, Gregg Araki, postanowił dorzucić jakieś dziwne, apokaliptyczne wizje i... kosmitów gwałcących ludzi. Nie, nie żartuję. 

Wiem, że zapewne takie było zamierzenie, że Arakiemu przyświecała dokładnie taka koncepcja na tę produkcję. Po obejrzeniu pilota, który wytrącił mnie z równowagi, poczytałam sobie trochę o tym panu i już wiedziałam, że lubuje się w takich ekstremalnych połączeniach. Mimo wszystko byłam zaciekawiona. Gra aktorska była nienajgorsza, a i wizualnie serial cieszył oko: neonowe kolory, barwne ciuchy i elementy scenografii, humor, czasem nieco spaczony, ale jednak budzący uśmiech. I tak sobie trwałam przez kolejne odcinki, nie bardzo wiedząc, do czego to wszystko prowadzi. Entuzjazm stopniowo opadał; mimo że w jakiś sposób przywiązałam się do postaci, czułam, że nie ma żadnego powodu, by pozostać przy „Now Apocalypse” po skończeniu. No i miałam rację. Jest pewien limit absurdu, do którego mogę się dostosować, ale to już dla mnie za dużo. Jeśli groteska wam niestraszna, możecie spróbować – odcinki są krótkie (raptem niecałe pół godziny). Ja odpuszczam, strata czasu. 

Ocena: 4/10 

Serial nie jest obecnie dostępny w Polsce. Może to i lepiej. 


Shadowhunters, Freeform, Netflix, sezon 3B, finał, recenzja, serial, najlepsze seriale, najgorsze seriale, maj 2019

„Shadowhunters”, sezon 3B (Freeform) 

Oj, było cholernie głośno w mediach społecznościowych, kiedy stacja Freeform zdecydowała się skasować serial bazowany na serii Dary Anioła autorstwa Cassandry Clare. Posypały się petycje, powstawały kolejne fanowskie akcje mające zwrócić uwagę innych stacji lub platform w celu uratowania produkcji. Nie udało się; jedyne, co dostali twórcy, to możliwość dokręcenia podwójnego odcinka finałowego, zamykającego wszystkie wątki. 

Nie będę się rozpisywać – na Serialomaniak.pl macie moją szczegółową recenzję. Powiem tylko tyle: lubiłam obejrzeć sobie ten serial do kotleta. Tak, lubiłam, czas przeszły jest tutaj kluczowy. Producenci obrali chyba za punkt honoru zniszczenie dosłownie każdego wątku mającego potencjał, łącznie z tymi, które trwały już od dawna i budziły moją sympatię. Pod koniec miałam już dosyć tych wszystkich romansów, płaczów, rozczulania się głównych bohaterów, zaś sam finał to najbardziej bezczelny przykład leniwego scenariusza, jaki w życiu widziałam. Lubię książki Clare, to całkiem fajne młodzieżówki, więc wielka szkoda, że powstała tak kiepska adaptacja; pewnie minie wiele czasu, zanim ktoś w telewizji lub kinie znowu sięgnie po uniwersum Nocnych Łowców. 

Ocena: 2.5/10 

Serial dostępny na platformie Netflix. 


Game of Thrones, Gra o tron, sezon 8, Jon Snow, Arya Stark, serial, recenzja, HBO, najlepsze seriale, najgorsze seriale, maj 2019

„Game of Thrones” / „Gra o tron”, sezon ósmy (HBO) 

O Jezu. Nawet nie wiadomo, od czego zacząć. Pełną recenzję napisałam na Więcej Kultury, ale moje żale pewnie będą się wylewały jeszcze co jakiś czas. 

Ten sezon, jakikolwiek by nie był, nie przekreślił absolutnie dobrej zabawy, jaką miałam przy tym serialu, przez co wciąż zaliczam go do ulubionych. Ale, rzecz jasna, entuzjazm znacząco opadł. Ósma seria, tak wyczekiwana, tak zapowiadana jako wypieszczona, dopracowana w każdym calu, okazała się festiwalem leniwego scenopisarstwa, wpadek, zawalonych postaci i wątków uciętych w idiotycznych miejscach. Aż się wierzyć nie chce, że tak kultowa produkcja skończyła w ewidentnie niedbały i niedopracowany sposób. Jedyne, co nie straciło na jakości, to muzyka i zdjęcia; w ósmym sezonie było wiele zjawiskowych ujęć (np. Arya stojąca wśród opadającego pyłu w Królewskiej Przystani, Daenerys na tle skrzydeł Drogona), a ścieżka dźwiękowa powalała. Jeśli wrócę do „Game of Thrones”, a pewnie to kiedyś nastąpi, to raczej udam, że tej ósmej serii nie było i wymyślę sobie lepsze zakończenie. 

Ocena: 5/10 

Serial dostępny na HBO GO. 


The InBetween, serial, sezon 1, NBC, recenzja, najlepsze seriale, najgorsze seriale, maj 2019

„The InBetween”, sezon pierwszy (NBC) 

Trochę skłamałam w nagłówku, bo obejrzałam zaledwie pilotażowy odcinek; to wystarczyło, żebym podjęła decyzję o porzuceniu tego serialu. 

Główną bohaterką jest Cassie, młoda kobieta obdarzona nadzwyczajnymi zdolnościami: widzi zmarłych, doznaje też różnorakich wizji związanych ze śmiercią. By wykorzystać swój talent, pomaga nieżyjącym dokończyć niezałatwione sprawy, zaś jej ojciec, policyjny detektyw, korzysta z jej wskazówek w kolejnych śledztwach. 

Banał, nuda, przewidywalność – trzy koronne hasła opisujące to, co zobaczyłam. Napisałam recenzję na Serialomaniak.pl i wiedziałam, że na tym skończy się moja przygoda z tą produkcją. Pomysł jest naszpikowany tak wytartymi kliszami, że chyba bardziej nie dało się tego ponaciągać. Nie wykluczam, że w kolejnych odcinkach zrobi się lepiej, ale jakoś nie mam ochoty tego sprawdzić. Wszystko wskazuje na to, że NBC stworzyło jeden z wielu dramatów paranormalnych, które pewnie znajdą oddaną publiczność, ale przejdą bez wielkiego echa. 

Ocena: 4/10 

Serial nie jest obecnie dostępny w Polsce. 


Widzieliście któryś z tych tytułów? Jeśli tak – to zgadzacie się z moją opinią czy wprost przeciwnie? :) A może są seriale, o których nie wspomniałam, a powinnam je koniecznie nadrobić? Dajcie znać w komentarzu.

9 komentarzy:

  1. O tak, czwarty sezon Lucyfera! Tak się cieszę, że Netflix go przedłuzył, a dzisiaj zapowiedzialno piąty, ostatni sezon. Z jednej strony smutno, że to już koniec, ale z drugiej to ciesze się, że będzie to zamknięta całość :) Postać Eve wyszła im cudownie, tak niejednoznacznie (myślałam, że to typowa "zla" bohaterka będzie).
    Bardzo chcę zobaczyć "Obsesja Eve" i "Paragraf 22". Z tych do odpuszczenia widziałam tylko 8 sezon Gry o tron... I zgadzam się. Dalej się bawiłam dobrze, ale to raczej kwestia przyzwyczajenia do bohaterów - szkoda, że tak to poprowadzili.
    Ja polecam "Good Girls", właśnie wjechał drugi sezon na Netflixa :D

    OdpowiedzUsuń
  2. W wolnych chwilach, na pewno będą korzystać z Twoich serialowych polecajek. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Killing Eve jest przegenialne. Choć moim zdaniem pierwszy sezon lepszy. Gra o Tron - potworne rozczarowanie :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny wpis. Będę miała z czego wybierać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajne pozycje! Szczególnie, że kilku nie znałam! A teraz będę miała co oglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekałam na GOT już długo i tak się zawiodłam :/

    OdpowiedzUsuń
  7. The InBetween ten serial mnie zaciekawił, muszę go sprawdzić

    OdpowiedzUsuń
  8. No no, dużo ciekawych tytułów :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja po GOT spodziewałam się czegoś innego.. zawiodłam się :/

    OdpowiedzUsuń

...