Podsumowanie 2017 roku. TOP 5 najlepszych książek, filmów i seriali


Pozwólcie, że nie będę się rozwodzić nad tym, jak szybko mija czas. Już prawie mamy za sobą pierwszy tydzień nowego roku, tymczasem wciąż pozostało mi podsumować stary. Wydaje mi się, że dopiero co zaczynałam studia, a tu proszę – niebawem kończy się zimowy i zarazem przedostatni semestr.

To był dobry rok. Tak, mówię to po raz kolejny; może nie wszystko przebiegło po mojej myśli i kilka okazji z pewnością zmarnowałam, jednak nie będę tego rozpamiętywać. Zbyt wiele przede mną. W 2017 roku zaliczyłam aż dwa wyjazdy na targi książki: po raz drugi odwiedziłam Kraków i w końcu wybrałam się do Katowic (aż wstyd, że dopiero teraz, skoro mam tak blisko). Od maja pracowałam przy projekcie portalu serialowego, który ostatecznie, w październiku, ruszył. Mowa tu oczywiście o Serialomaniak.pl, gdzie jestem redaktor naczelną. Oczywiście z ostatnich dwunastu miesięcy mogę wspominać sporo rzeczy, w tym kolejną stertę książek i wiele udanych bądź kiepskich seansów.

Powinnam teraz przedstawić swoją statystykę, wyspowiadać się, ile książek przeczytałam, jakie filmy nadrobiłam i jakie seriale odkryłam. Ale nie będę tego robić. Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że blogosfera prześciga się w tych wszystkich cyferkach, a ja ze swojego wyniku zawsze jestem dumna. Po prostu. Więc pozwólcie, że dokładne liczby zachowam dla siebie i dla własnej satysfakcji, a wam przedstawię teraz rankingi TOP najlepszych książek, filmów i seriali 2017 roku.


Grzesznik, książka, Artur Urbanowicz, Wydawnictwo Gmork, recenzja

Miejsce 5: „Grzesznik” Artur Urbanowicz


„Grzesznik” to druga powieść na koncie Artura Urbanowicza – powieść, co do której nie byłam pewna, czy mi się spodoba. Nie jestem wielbicielką tematyki gangsterskiej, za to fascynują mnie zjawiska paranormalne, więc siłą rzeczy byłam ciekawa, jak autor poradzi sobie z takim połączeniem. Efekt? Historia wciągająca od pierwszej strony, niesamowicie nastrojowa, z barwnymi, charyzmatycznymi postaciami. Już teraz niecierpliwie czekam na kolejną książkę tego autora. A jeśli jesteście ciekawi losów gangstera Marka Suchockiego, który po drobnym wypadku zaczyna widzieć dziwne rzeczy, to musicie koniecznie sięgnąć po „Grzesznika”.



Dyskretne szaleństwo, książka, Wydawnictwo Kobiece, recenzja, Mindy McGinnis

Miejsce 4: „Dyskretne szaleństwo” Mindy McGinnis


Tę opowieść właściwie połknęłam. Wykorzystywałam każdą wolną chwilę, żeby doczytać jakiś fragment, a rewelacyjny klimat – nieco mroczny, nastrojowy – sprawił, że zapominałam, gdzie się aktualnie znajduję. Autorka umieściła akcję utworu w przytułku dla obłąkanych, co już stanowi ciekawy motyw. McGinnis jednak na tym nie poprzestała; jej bohaterka, nieoczywista i bardzo prawdziwa, stała się partnerką tajemniczego doktora rozwiązującego zagadki kryminalne. Cudowne, gotyckie tło, rewelacyjny finał, który trzymał w napięciu do samego końca... Marzę, by kiedyś powstała kontynuacja tej książki albo chociaż serial/film na jej podstawie.



Radykalni Terror, Przemysław Piotrowski, książka, recenzja, Wydawnictwo Videograf

Miejsce 3: „Radykalni. Terror” Przemysław Piotrowski


Na podium znalazła się powieść, która prawdziwie mną wstrząsnęła. Nie ma tam żadnych duchów czy demonów, nie jest to też wizja dalekiej przyszłości – to coś, co może za chwilę się stać, coś, co już dzieje się tu i teraz. Po tym, jak z rąk fanatycznych muzułmanów ginie ukochana Kuby, a dziewczyna jego przyjaciela zostaje porwana, zaczyna się walka o przetrwanie, o miejsce w świecie. To zwiastun religijnej wojny. Niezwykła drobiazgowość w opisach, odpowiednie przygotowanie merytoryczne, a do tego fabuła, która nie zwalnia, tylko stopniowo podsyca emocje. Nie mogę się doczekać zapowiedzianej na wiosnę drugiej części cyklu Przemysława Piotrowskiego.



Chłopiec na szczycie góry, John Boyne, książka, recenzja, Wydawnictwo Replika

Miejsce 2: „Chłopiec na szczycie góry” John Boyne


Historia napisana tak prosto, że nawet się nie zauważa upływu kolejnych stron – co silnie kontrastuje z naszpikowaną uczuciami, przerażającą fabułą. Kilkuletni Pierrot na skutek splotu nieszczęśliwych wydarzeń trafia pod skrzydła Adolfa Hitlera. Nie jest tym faktem przejęty, wprost przeciwnie: Führer staje się jego idolem. Ciążące nad bohaterem widmo wojny i wyjątkowo przerażający obraz Hitlera sprawiły, że pomimo lekkiej formuły nie mogłam o tej książce zapomnieć. Gwarantuję, że przeczytacie błyskawicznie, ale jeszcze długo będziecie rozpamiętywać niektóre sceny.



Chłopiec z Aleppo który namalował wojnę, Sumia Sukkar, Wydawnictwo Jaguar, książka, recenzja

Miejsce 1: „Chłopiec z Aleppo, który namalował wojnę” Sumia Sukkar


Książką roku zostaje kolejny chłopiec w rankingu – i kolejne oblicze wojny, choć zupełnie inne. Adam choruje na zespół Aspergera. Nie wie, dlaczego ludzie w jego rodzinnym kraju nagle zaczynają ze sobą walczyć, ale dostrzega zmianę w barwach, bo dla niego świat to właśnie kolory. Jest to jeden z najbardziej przenikliwych obrazów wojny, z jakimi miałam do czynienia w literaturze. Patrząc na wszystko z perspektywy niewinnego, naiwnego i ufnego chłopca dostrzegłam z podwójną mocą, jak bardzo bezsensowna jest agresja, zwłaszcza zwrócona wobec kogoś, z kim powinno się iść ramię w ramię. Przejmujący i zarazem znakomicie napisany debiut Sumii Sukkar zdecydowanie zasłużył na miano najlepszej książki 2017 roku.


Jednym z moich postanowień noworocznych jest częstsze chodzenie do kina (o ile pozwoli na to mój portfel, zwłaszcza biorąc pod uwagę nieopanowaną chęć kupowania kolejnych książek). Niewiele produkcji z 2017 roku obejrzałam, bardziej był to dla mnie czas nadrabiania nieco starszych filmów – i oczywiście rewatchów. Ale udało mi się wyłonić ulubioną piątkę.



Był sobie pies, film, recenzja

Miejsce 5: „Był sobie pies” („A Dog’s Purpose”)


Typowe kino familijne, co oczywiście skończyło się u mnie nadmierną potliwością oczu. Świetna ekranizacja powieści W. Bruce’a Camerona: wzrusza, bawi, przyjemnie się ogląda. Film idealny do obejrzenia z całą rodziną. Oczywiście, jak to zwykle bywa, upieram się przy tym, że książka odrobinkę lepsza – miałam wrażenie, że pisarz nieco lepiej zarysował wątki obyczajowe. Niemniej lubię obie wersje i wszystkim wielbicielom psiaków czy ogólnie zwierząt zdecydowanie polecam.



Król Artur legenda miecza, film, recenzja

Miejsce 4: „Król Artur: Legenda miecza” („King Arthur: Legend of the Sword”)


Umówmy się, to nie jest film wybitny. Poszłam na niego z niemalże zerowymi oczekiwaniami, a spotkało mnie pozytywne zaskoczenie. Co prawda efekty specjalne są nieco przerysowane, a i montaż momentami przesadzony, jednak aktorsko, fabularnie i przede wszystkim muzycznie: rewelacja. Dobrze się bawiłam podczas seansu, do dziś katuję soundtrack na YouTube, a moje uwielbienie do Jude’a Lawa jedynie wzrosło. Z chęcią obejrzę kiedyś ponownie, choć podejrzewam, że nie będzie takiego efektu jak w kinie.



Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie, film, recenzja

Miejsce 3: „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” („Perfetti sconosciuti”)


Początkowo byłam tym filmem rozczarowana. Znajomi zachwalali, a ja, już w trakcie oglądania, myślałam sobie „no dobra, czym tu się zachwycać, skoro to zwykłe nudy?”. Tymczasem przewrotność fabuły i świetnie rozegrane zakończenie sprawiło, że kompletnie zmieniłam zdanie. Bardzo dobre aktorstwo, subtelny humor, odpowiednie dawkowanie emocji, no i ten włoski klimat! Nie znajdziecie tu pościgów i wybuchów, wszystko rozgrywa się właściwie w jednym miejscu i moim zdaniem właśnie w tym tkwi urok. No i nie da się ukryć, że film świetnie pokazuje, jak wiele każdy z nas ma do ukrycia.



To, It, Stephen King, recenzja, film

Miejsce 2: „To” („It”)


Przyznaję bez bicia: książki jeszcze nie czytałam, choć uwielbiam Stephena Kinga. Ale nie mogłam się oprzeć jednej z najgłośniejszych premier zeszłego roku. I wiecie co? Nie zawiodłam się. Sądziłam co prawda, że po obejrzeniu nie będę w stanie spać przez tydzień (jestem tchórzem, wiem), ale i tak film zrobił na mnie odpowiednie wrażenie. Młodzi aktorzy popisali się swoimi umiejętnościami, zaś Pennywise machający oderwaną, dziecięcą rączką prędko nie zniknie z mojej pamięci; brawo dla Billa Skarsgårda za tę rolę. Klimatyczne, pełne napięcia widowisko, które o dziwo nie jest również pozbawione humoru, co jedynie podbija grozę.



Piękna i Bestia, film, 2017, Emma Watson, Beauty and the Beast, recenzja

Miejsce 1: „Piękna i Bestia” („Beauty and the Beast”)


Każdy, kto mnie zna, nie powinien być zaskoczony wyborem filmu roku. Uwielbiam baśniowe i bajkowe motywy, „Piękna i Bestia” to jedna z moich ulubionych baśni, a ponadto bardzo lubię Emmę Watson, więc czekałam na tę produkcję z niecierpliwością. W kinie siedziałam jak zaczarowana. Chociaż nie należę do wielbicieli musicali, nie wyobrażam sobie teraz osadzenia tego filmu w innym gatunku. Barwność, cudowne kostiumy, klimat, muzyka, efekty – nie widzę żadnych wad. Dla mnie to jedna z najbardziej udanych, współczesnych adaptacji baśni, jakie miałam przyjemność oglądać.



Z wyborem najlepszych seriali 2017 roku miałam odwrotny problem do tego, jaki spotkał mnie w przypadku filmów. Odkryłam tyle ciekawych produkcji, że trudno wyłonić jedynie pięć najlepszych. A ile jeszcze przede mną!



A Series of Unfortunate Events, Seria niefortunnych zdarzeń, serial, recenzja, Netflix

Miejsce 5: „Seria niefortunnych zdarzeń” („A Series of Unfortunate Events”)


Groteska wprost wylewa się z tego serialu. Widz w trakcie oglądania może do woli śmiać się z absurdalnych sytuacji, a jednocześnie drżeć o bezpieczeństwo rodzeństwa Baudelaire i irytować się, że Pan Poe naprawdę nie dostrzega zagrożenia ze strony kolejnych wcieleń Hrabiego Olafa. Oprawa tego serialu, zaczynając od czołówki, poprzez muzykę, efekty, a na kostiumach i świetnej scenografii kończąc, nie daje żadnych powodów do narzekań. No i aktorsko jest naprawdę nieźle – szczególnie Neil Patrick Harris odwala kawał dobrej roboty przy kreowaniu Olafa. Ale i rodzeństwo wypada świetnie, szczególnie Malina Weissman jako Wioletka. Obejrzyjcie, bez względu na to, czy czytaliście cykl Lemony’ego Snicketa, czy to dopiero wasze pierwsze spotkanie z tą historią.



13 powodów, 13 Reasons Why, Netflix, serial, recenzja

Miejsce 4: „13 powodów” („13 Reasons Why”)


Zdaję sobie sprawę, że ten serial ma tyle samo fanów, ile zagorzałych przeciwników. Ja jednak należę do tej pierwszej grupy. Produkcja niesamowicie mną wstrząsnęła. Nie miałam wcześniej do czynienia z książką Jaya Ashera pod tym samym tytułem, dlatego opowieść o dziewczynie, która po samobójczej śmierci pozostawia kasety, gdzie na nagraniach mówi o powodach tej tragedii, była dla mnie zupełną nowością. I szokiem. Serial jest świetnie nakręcony, szczególnie pod względem kompozycyjnym; jego emocjonalność to, jak się przekonałam, sprawa szczególnie subiektywna, jednak ja bardzo długo pozostawałam pod dużym wrażeniem. 



The Keepers, serial, recenzja, Netflix, dokument

Miejsce 3: „The Keepers”


Miejsce na podium wędruje do genialnie zrealizowanego serialu dokumentalnego od Netflixa. Produkcja skupia się na zagadkowej śmierci zakonnicy, Cathy Cesnik, która do dziś pozostaje niewyjaśniona. Nie mogę wyjść z podziwu, jak pieczołowicie nakręcono ten dokument: jest niezwykle drobiazgowy, spójny i dostarcza na tyle pełnego obrazu sytuacji, na jaki pozwalają zebrane dotąd informacje. Wciąga niemalże tak samo, jak dobry kryminał czy thriller. Jeśli po obejrzeniu produkcji dokumentalnej spędzasz kolejne godziny, szukając w internecie dodatkowych wiadomości – wtedy wiadomo, że widziałeś coś dobrego.



Anne with an E, Ania nie Anna, Netflix, Ania z Zielonego Wzgórza, serial, recenzja

Miejsce 2: „Ania, nie Anna” („Anne with an E”)


Wielu wielbicieli „Ani z Zielonego Wzgórza” ma spore wątpliwości co do tej adaptacji, ale ja jestem nią zachwycona. Odcinki dosłownie połykałam. Obsada jest dobrana znakomicie, a nie sądziłam, że kiedykolwiek ktoś sportretuje Anię lepiej niż Megan Follows – do czasu, aż pojawiła się Amybeth McNulty. Aktorzy w pozostałych rolach również spisują się świetnie (owszem, wyróżnię Lucasa Jade’a Zumanna jako Gilberta, bo jest niezaprzeczalnie uroczy). To, że twórcy postawili na mroczniejszą wersję Ani absolutnie mi nie przeszkadza, podobnie jak pozostałe zmiany względem pierwowzoru. Moim zdaniem opowieść Lucy Maud Montgomery zyskała nowy koloryt, więc niecierpliwie czekam na drugi sezon.



Wielkie kłamstewka, Big Little Lies, HBO, serial, recenzja

Miejsce 1: „Wielkie kłamstewka” („Big Little Lies”)


Serialem roku zostaje u mnie wybitna produkcja HBO. Nie potrafię właściwie wskazać ani jednej wady (może poza tym, że miał to być miniserial, a jednak powstaną kolejne odcinki...). Gwiazdorska obsada, która dała najlepszy popis swoich umiejętności, pozornie przytulny klimat niewielkiego miasteczka i oczywiście zbrodnia, która zastanawia widza od samego początku. Finał mocny, choć może nie szokujący, ale sposób, w jaki wątki się połączyły, totalnie mnie kupił. Mam też duży sentyment do oprawy muzycznej oraz do samego montażu, czy raczej budowie tej historii, dzięki której stale podtrzymywana jest ciekawość. Mówiąc krótko: prostota, która w efekcie końcowym zwala z nóg.



Mieliście okazję czytać/oglądać którąś z wymienionych pozycji? Jeśli tak – zgadzacie się z moją opinią czy wprost przeciwnie? Koniecznie dajcie znać.

A już niedługo porozmawiamy sobie o bublach książkowo-filmowo-serialowych, bo trochę się ich w zeszłym roku nazbierało.

13 komentarzy:

  1. "Piękna i Bestia" wygląda uroczo, ale... ale... ja i tak nie mogę zdzierżyć głupoty głównej bohaterki xD To znaczy, ona jest po prostu bardzo naiwna xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, ale baśnie i bajki nie są czasem z natury naiwne? :P

      Usuń
  2. Uwielbiam Grzesznika. Świetne podsumowanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe podsumowanie. Ja cięgle wspominam film Piękna i Bestia. Uwielbiam go oglądać.

    Pozdrawiam. i zapraszam do mnie :)
    Kasia
    http://misskatherinesblog.blogspot.com
    IG @misskatherinesblog (https://www.instagram.com/misskatherinesblog/)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie muszę obejrzeć ponownie i znowu się pozachwycać :D

      Usuń
  4. Widzę, że totalnie się rozmijamy w filmach i serialach :D 13 Reasons Why Ci nie wybaczę ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czułam, że ktoś mi tego nie wybaczy XD Ale ja jestem skrajnie nieobiektywna względem tego serialu, bo miałam dość osobiste podejście do tematu.

      Usuń
  5. Oglądałam "Był sobie pies" oraz "Piękną i Bestię". Oba filmy bardzo mi się podobały.
    Moim postanowieniem noworocznym powinno być znalezienie czasu na seriale :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja chyba powinnam te seriale ograniczyć XD

      Usuń
  6. Seriale to akurat nie moja bajka, za to twoje podsumowanie książkow i filmowe sprawiło mi wielką frajdę. Znalazłam tam pozycje, które również dla mnie były bardzo ciekawe - "Chłopiec na szczycie gróy", "Chłopiec z Aleppo, który namalował wojnę", "Piękna i Bestia" (uwielbiam muzykę z tego filmu) i wreszcie zabawne ale i smutne "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie".
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzyka w "Pięknej i Bestii" to mistrzostwo <3

      Usuń
  7. Ja też uważam, że najważniejsze to być dumnym z siebie, a porównywanie wyników czytelniczych z innymi nie ma sensu ;)
    Gratuluję portalu serialowego <3

    Co do topek, to ja się nie zgodzę z "Grzesznikiem", bo mnie podobał się trochę mniej. Za to chętnie nadrobię "Chłopca z Aleppo"!
    Widziałam "Króla Artura" i podobał mi się, taka przyjemna i wciągająca rozrywka dla mnie.
    "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie" mam w najbliższych planach.

    No i muszę w końcu nadrobić "Wielkie kłamstewska", szczególnie po tym sezonie nagrodowym :D

    OdpowiedzUsuń

...