„Uwikłani. Na zawsze” (PREMIERA)


Związek Alayny i Hudsona stopniowo się rozwija. Wydaje się, że ostatnia burza, którą udało im się przetrwać, tylko umocniła ich więź. Teraz ma nadejść kolejny etap: etap szczerości, wzajemnego zaufania, etap „na zawsze”. To wszystko wykluczają jednak sekrety, które zamiast znikać, jeszcze bardziej przytłaczają ich oboje. Tajemnice zaczynają za nimi chodzić – niektóre nawet dosłownie…

Poprzednie części „Uwikłanych” naprawdę mi się podobały, tym samym przywracając wiarę w to, że współczesne erotyki mogą być całkiem dobre. Nie mogłam się doczekać trzeciej części, „Na zawsze” (nawiasem mówiąc, gdyby nie tendencyjność tego gatunku literatury, trochę bym się wściekła na tytuł, który według mnie zdradza charakter zakończenia). Jak tylko znalazłam wolną chwilę, zabrałam się za czytanie. Muszę przyznać, że mam mieszane uczucia, choć na całe szczęście przeważają te pozytywne.

Trzeci tom opowiadający historię Alayny i Hudsona, która zaczęła się od udawanego związku, a rozwinęła w prawdziwą miłość, bez wątpienia wciąga. Już przy poprzednich dwóch książkach zdążyłam polubić styl autorki i pod tym względem nadal nic się nie zmieniło. Laurelin Paige operuje prostym, przyjemnym w odbiorze językiem, a dodatkowo stawia nie tylko na dialogi czy opisy sytuacji, ale także na wewnętrzne przeżycia bohaterów. W poprzednich erotykach, z którymi miałam do czynienia – tak, mam na myśli konkretne tytuły – nieco brakowało mi tej głębi. Mimo wszystko „Na zawsze” wypada nieco gorzej od swojej poprzedniczki, „Obsesji”. Niby podtrzymuje poziom całego cyklu, jednak tom drugi był o wiele ciekawszy; tutaj chwilami miałam wrażenie, że kolejne wydarzenia są niepotrzebnie rozwleczone.

Po raz kolejny nie mogę odmówić autorce przemyślanej fabuły, wszystko trzyma się kupy od początku do końca i tworzy zgrabną, logiczną całość. To, co cieszy mnie najbardziej, to znaczne rozwinięcie wątku z Celią, ex-dziewczyną Hudsona: co prawda to określenie nie do końca do niej pasuje, jednak wydaje się najtrafniejsze. Jakby na to spojrzeć z boku, Celia za dużo przez całą książkę nie mówi, ale cały czas pojawia się w tle i odpowiada za napiętą atmosferę. Akcja jest z pewnością przewidywalna, co nie poczytuję jako wadę, a bardziej jako nieodłączony element gatunku, za to rozczarowało mnie ujawnienie tej „wielkiej tajemnicy” Hudsona. W ogóle mnie to nie zaskoczyło, oczekiwałam większego efektu „wow”.

Chociaż seria „Uwikłani” zalicza się do literatury erotycznej, sceny seksu wcale nie dominują nad resztą fabuły. Bardzo mi się podoba, że autorka potrafi wyważyć odpowiednie proporcje między erotyką, a właściwą akcją. Seks jest opisany zmysłowo, nie ciągnie się przez wiele stron, jak podkreślałam również przy poprzednich dwóch częściach, zdarzają się jednak niezręczności językowe. Mogłabym zwalić wszystko na tłumacza, ale z czasem doszłam do wniosku, że nasz ojczysty język, choć piękny i bogaty, nie jest dostosowany do takiej tematyki: wychodzi albo śmiesznie, albo wulgarnie.

Zasób bohaterów w zasadzie pozostaje ten sam, choć trzeba przyznać, że mój stosunek do niektórych diametralnie się zmienił. Jak przy poprzednich tomach nawet lubiłam Alaynę, tak w tym zaczęła mnie doprowadzać do szewskiej pasji. Z kolei Hudson, do którego za nic nie mogłam się przekonać, w końcu zaczął zdobywać moją sympatię. Poza tym wciąż uwielbiam Jacka i oczywiście siostrę Hudsona, Mirabelle, która jest po prostu urocza. Lubię nawet Celię – to ona wprowadziła do powieści najwięcej kolorytu. Cieszę się, że częściej pojawiała się Liesl, za to z ogromnym zawodem przyjęłam totalne odsunięcie od fabuły brata głównej bohaterki. Miałam nadzieję, że autorka lepiej pokaże relację między rodzeństwem, tymczasem Brian praktycznie w ogóle się nie pojawia. Szkoda.

„Uwikłani. Na zawsze” to całkiem niezłe dopełnienie serii. Zakończenie jest słodkie, wręcz cukierkowe, ale kto by się spodziewał czegoś innego? Miłośnikom takich książek mogę z czystym sumieniem polecić cały cykl: jest dobrze napisany, wciągający i po prostu przyjemny, zwłaszcza na leniwe, gorące popołudnie.

7/10

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Udostępnij ten post

10 komentarzy :

  1. Literatury erotycznej zazwyczaj nie czytam, ale jak już mówiłam, na tę serię mam ochotę. Przede wszystkim dlatego, że sceny seksu jednak nie dominują nad fabułą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślałam, że dam sobie spokój z tym gatunkiem, na szczęście "Uwikłani" trochę zmienili moje nastawienie :)

      Usuń
  2. Książka jeszcze przede mną, ale lubię tą serię, więc myślę, że spędzę z tą książką miło czas. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością :) Idealna na rozluźnienie.

      Usuń
  3. Jak wiesz, pierwszy tom za mną, ale jakoś ostatnio straciłam ochotę na tego typu powieści, więc nie wiem czy sięgnę po kolejne tomy ostatecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma po co się zmuszać, może kiedyś przyjdzie Ci chęć :)

      Usuń
  4. Od dawna ciekawi mnie ta seria, jednak wiem czego się po niej spodziewać, więc na razie odłożyłam ją w moich planach czytelniczych. Mam jakiś uraz do erotyków po "50 twarzy Greya", ale na pewno ta seria jest lepsza niż Grey :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie lepsza, sama miałam uraz po Greyu i po pierwszej części Crossa :)

      Usuń
  5. Charakter zakończenia to był wiadomy z samej okładki, w związku z tym ostatnia część mogłaby mieć ze sto stron mniej :P, co nie oznacza, że seria mi się nie podobała. Podobała mi się bardzo, trudno było mi się oderwać od lektury. Tylko nie rozumiem, jak możesz lubić Celię, musimy poważnie porozmawiać :D.
    kosmetyczno-kulturalny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej, lubię ją jako bohaterkę, a nie jako osobę, nie martw się, nie potrzebuję jeszcze psychiatry :D

      Usuń