„Szwindel” Jakub Ćwiek – recenzja książki

Szwindel, Jakub Ćwiek, recenzja, książka, Wydawnictwo Marginesy, Czytam Pierwszy, kryminał, polskie kryminały

Udany przekręt ma w sobie coś ze sztuki. W końcu tu też chodzi o adrenalinę, o emocje, a przede wszystkim o autentyczność i satysfakcję z wykonywanego dzieła. Członkowie grupy zwanej Kręgiem doskonale zdają sobie z tego sprawę. Ich plan zawsze jest dopięty na ostatni guzik, nawet najmniejszy szczegół nie może zawieść. To dzięki temu wciąż pozostają nieuchwytni, mimo że liczba oszukanych przez nich ludzi zdecydowanie rośnie.

Mikołaj tak naprawdę nie ma zielonego pojęcia o świecie, w którym szwindel nabrał niemalże artystycznego charakteru. Niespodziewanie jednak otrzymuje pewną wiadomość i okazuje się, że wbrew pozorom ma wiele wspólnego ze specjalistami od naciągania. Zanim się orientuje, zostaje wciągnięty w grę pełną kłamstw i tajemnic, a stawką może być nawet życie.

Tytuł: „Szwindel” 
Autor: Jakub Ćwiek 
Wydawnictwo: Marginesy 
Liczba stron: 400 
Data premiery: 15 maja 2019 

Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie miałam styczności z twórczością Jakuba Ćwieka. Oczywiście wiele o nim słyszałam, ba, kilkukrotnie byłam już bliska zakupu którejś z jego książek, jednak zawsze „coś” wypadało i ostatecznie okazja do przeczytania przepadała. Jako wzrokowiec zwróciłam uwagę na „Szwindel” głównie przez wzgląd na okładkę (która jest rewelacyjna), ale zaintrygował mnie też opis. Poza tym zawsze poznawanie pisarzy z rodzimego podwórka sprawia mi ogromną przyjemność, więc pomyślałam, że dlaczego by nie zacząć mojej przygody z Ćwiekiem właśnie od tej powieści.

Pierwsze, na co zwróciłam uwagę, to zdecydowanie język – nieprawdopodobnie plastyczny, naturalny, niepozbawiony humoru. Od samego początku poczułam, że przez „Szwindel” przejdę gładko, m.in. dzięki bardzo sprawnie zbudowanym dialogom i równie dobrym opisom. Ponadto zauroczyła mnie mnogość nawiązań, a całkiem kupiona byłam już w chwili, kiedy pojawiło się odniesienie do „Harry’ego Pottera”. Może jest to ocena nieco na wyrost, ale po zaledwie kilkudziesięciu stronach nabrałam całkiem określonego zdania na temat autora. Po paru godzinach spędzonych z tą powieścią Ćwiek jawił mi się jako inteligentny, oczytany i bystry człowiek, który doskonale wie, jak operować słowem, by nie tylko czytelnika zaciekawić, ale też by go przy sobie zatrzymać. W związku z tym dość szybko polubiłam się i ze światem przedstawionym, i z bohaterami, więc byłam zaintrygowana, co wydarzy się dalej.

No właśnie – „dalej”. Dalej spodziewałam się bomby, prawdziwego uderzenia, zagęszczenia fabuły… Niestety nic takiego do mnie nie przyszło. Owszem, rozwiązanie głównego wątku jest dość zaskakujące i przyznaję, że nie rozważałam takiej możliwości, jednak po krótkim zastanowieniu stwierdzam, że było to pójście po linii najmniejszego oporu. Takie zwroty akcji są już mocno oklepane i skojarzyło mi się z typowym, widowiskowym kinem, który ma za zadanie wprowadzić jak najwięcej zawirowań i przewrotności, niekoniecznie patrząc na to, czy będzie to banalne, czy nie. Całkiem prawdopodobne, że zdziwił mnie taki obrót spraw tylko dlatego, że nawet nie brałam tego pod uwagę – uznałam, że tu musi wydarzyć się coś innego, co rzeczywiście zwali mnie z nóg. Tymczasem finał powieści był niezły, ale nic poza tym. Nie było wstrząsu, nie było szoku i niedowierzania. Właściwie przez siedemdziesiąt procent książki można odnieść wrażenie, że wszystko dzieje się bardzo powoli. Tempo mi nie przeszkadzało, jednak jeśli ktoś czekał na coś bardziej skomplikowanego, to srogo się zawiódł.

Chyba największy problem jest właśnie taki, że to po prostu dobra książka. Nie świetna, nie kiepska, tylko dobra, i to w takim znaczeniu, że w umyśle człowieka po skończeniu lektury nie zostaje wiele więcej ponad to, że mu się podobało. Mimo że Ćwiek podejmuje trudny temat i w gruncie rzeczy mocno zwraca uwagę na to, jak bardzo bywamy naiwni, przez co łatwo możemy paść ofiarą oszustów, to jednak szczegóły fabuły zaczynają umykać z chwilą, gdy docieramy do ostatniej strony. Nie nudziłam się ani trochę, czytało się rewelacyjnie i przy okazji było to dla mnie przełamanie schematu dotychczas czytanych powieści, jednak sądzę, że autora stać na więcej niż ten kryminalny (albo raczej: sensacyjny) przeciętniak.

To, co robi zdecydowanie duże wrażenie, to research, jakiego musiał dokonać pisarz. Ćwiek zdecydowanie nie pisał tej książki po łebkach. Widać tu kawał dobrej roboty, która musiała wymagać nie tylko wielu godzin pracy, ale także i wysiłku. Zbieranie materiału do powieści przedstawiającej taką tematykę prawdopodobnie trwało miesiącami, bo nie sądzę, by zgromadzenie tych wszystkich informacji było czymś, co da się zrobić w dwa tygodnie. Jednocześnie autorowi udało się uniknąć suchego relacjonowania faktów, jak to czasem się zdarza, zwłaszcza w kryminałach (np. tak dokładne oddawanie topografii miasta, że można by zrobić z tego przewodnik turystyczny). Całość jest natomiast bardzo spójna, płynna, kompozycja powieści nie budzi żadnych zarzutów. To dobrze skonstruowana historia, która jasno prowadzi nas od jednego punktu do drugiego, więc przyjemności z czytania można odnaleźć tu sporo.

„Szwindel” Jakuba Ćwieka jak widać mnie nie zachwycił, mimo to sprawił, że z chęcią poznam jakieś inne utwory z dorobku autora. Ten co prawda w życiu nie nazwałabym kiepskim, jednak wiele mu brakuje do miana klimatycznego, charyzmatycznego kryminału, który pozostałby w mojej pamięci na dłużej.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję portalowi CzytamPierwszy.pl


3 komentarze:

...