Tagi pojawiają się u mnie rzadko – traktuję je raczej jako przerywniki od nieco poważniejszych postów. Przez to trzymam w zanadrzu kilka nominacji do różnych zabaw (niektóre są baaardzo stare). Stwierdziłam, że dawno nie było tutaj czegoś lżejszego, co byłoby czystą rozrywką, więc postanowiłam to zmienić. Pogoda ostatnimi czasy nie rozpieszcza, przynajmniej u mnie. Przy chłodniejszej temperaturze herbata to jeden z moich ulubionych napojów... Dlaczego więc nie połączyć jej z książkami?
Początek XX wieku, Wyspy Dziewicze, Morze Karaibskie w tle. To tutaj poznajemy rodzinę Bradshawów, rodzinę pełną sekretów, zakazanych uczuć i sprzeczności. Podczas gdy wyspy przechodzą pod władzę Stanów Zjednoczonych, ich mieszkańcy zakochują się, umierają, łamią zwyczaje, a nawet odprawiają magiczne rytuały. Wśród nich olśniewająca swoim pięknem Eeona i jej młodsza siostra Anette, która zdecydowanie nie powinna spotykać się z pewnym mężczyzną.
Policjant
Bruce Kenner (Ethan Hawke) rozpoczyna śledztwo, które okazuje się prawdziwym
wyzwaniem. Fakt, że domniemany sprawca, czyli ojciec oskarżony o
wykorzystywanie seksualne córki (Emma Watson) nie pamięta zarzucanych mu czynów,
choć się do nich przyznaje, z czasem staje się najmniejszym problemem. Rodzinę
Grayów podejrzewa się o przeprowadzanie brutalnych, satanistycznych rytuałów.
Angela Gray, molestowana i zmuszana do udziału w czarnych mszach, zaczyna się
otwierać przed Brucem i opowiadać mu o sekretach swojej rodziny. Prawda okazuje
się znacznie bardziej zagmatwana, niż wydaje się na pierwszy rzut oka.
Jej życie zaczęło stopniowo przypominać złotą klatkę
– piękną na zewnątrz, a ciasną i zimną wewnątrz. Każde zachłyśnięcie się
świeżym powietrzem traktowała jako ucieczkę, chwilę zapomnienia. Mimo to czuła,
że jest obserwowana. Że czyjeś oczy śledzą jej najmniejszy ruch. I chociaż
starała się to zignorować, wytłumaczyć sobie, że to nic takiego, podświadomie
chyba zdawała sobie sprawę, że to się może źle skończyć. Wówczas spotkała go w
ciemnej uliczce...
Świat Hanki z pewnością nie przypomina bajkowego,
szczęśliwego życia, które powinna wieść kilkuletnia dziewczynka. W domu się nie
przelewa, ojciec tyra za dwóch, a matka ucieka w alkohol i nie waha się przed
podniesieniem na nią ręki. Hanka nie może odpocząć nawet w nocy, bo właśnie
wtedy przychodzą do niej koszmary, w których zawsze pojawia się złowróżbny
kruk. Niby każdy doświadcza złych snów, jednak te, które miewa dziewczynka,
zdają się niepokojąco prawdziwe...
Podsumowań ciąg dalszy... Ostatnim etapem, którym
ostatecznie zamknę 2016 rok na blogu, są seriale. Warto przypomnieć, że w ciągu
minionych dwunastu miesięcy zaczęłam ponad 20 różnych produkcji. Na dodatek większość
z nich naprawdę mi się podobała, więc wbrew pozorom wybór nie był prosty.
Przyznaję szczerze, że wolny czas spędzany w domu często przeznaczam na oglądanie,
co zresztą widać po statystyce na moim profilu na TVShow Time:
Zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje w głowie waszego psa? Co myśli, co do was czuje i czy ludzkie zachowania nie wydają mu się dziwne? Człowiek nie jest w stanie do końca pojąć języka zwierząt, więc czy one są w stanie zrozumieć nas? Był sobie pies, który może odpowiedzieć na te wszystkie pytania.
Powieść W. Bruce’a Camerona nie jest zwykłą powieścią. Głównym bohaterem i zarazem narratorem jest pies Bailey, który stara się odkryć, jaka jest jego misja w świecie. Kiedy odnajduje swój cel, robi dosłownie wszystko, żeby go osiągnąć. Wbrew pozorom to nie jest tylko opowieść o życiu czworonoga – to przede wszystkim historia o ludziach, którzy popełniają błędy, ulegają emocjom i czasem są zbyt zagubieni, by sami mogli odnaleźć właściwą drogę.
Brzmi tajemniczo, ale naprawdę ciężko opisać tę książkę tak, żeby w pełni oddać moje wrażenia po przeczytaniu. Spodziewałam się, że „Był sobie pies” wyciśnie ze mnie łzy, spodziewałam się, że pewnie mnie też rozbawi w wielu momentach. Nie przypuszczałam jednak, że aż tak bardzo mnie pochłonie i chwyci za serce. Biorąc się za czytanie miałam pewne obawy, że tak nietypowa narracja może się okazać zbyt banalna, jakby autor chciał złapać czytelnika tylko i wyłącznie na to, że głównym bohaterem jest słodki psiak. Banałów może trochę tutaj jest, ale wszystko w granicy rozsądku, a książka ma do zaoferowania znacznie więcej niż pozornie płytkie wzbudzanie sympatii przy pomocy psiego narratora.
Początkowo, muszę przyznać, to pisanie z perspektywy psa wydawało mi się nieco infantylne. Naszego bohatera poznajemy jako szczeniaka, więc myśli Baileya są bardzo dziecinne, co dla kogoś może się okazać irytujące. Z czasem jednak to wrażenie minęło i naprawdę chylę czoła przed autorem, że tak fenomenalnie wczuł się w swoją historię. Świetnie było patrzeć na świat ludzi oczami psa, który dziwił się wielu rzeczom i nie potrafił pojąć podstawowych sytuacji, które dla nas są codziennością. W niektórych fragmentach mogłam się z tego powodu nieźle uśmiać, a bardzo sobie cenię humor w literaturze.
Fabułę „Był sobie pies” można poniekąd podzielić na dwa elementy: losy samego Baileya i przeżycia ludzi, z którymi ma kontakt. Oczywiście obie te części mają wpływ na siebie nawzajem, ale najważniejsze jest to, że każda z nich budziła u mnie jednakową ciekawość. Gdyby książka była zwykłą obyczajówką, koncentrującą się wyłącznie na ludzkich bohaterach, wciągnęłaby mnie niemal tak samo. Poza tym podobało mi się, że mogłam sama dopowiadać sobie wiele rzeczy: Bailey nie wszystko rozumiał, więc czasem trzeba było samodzielnie wywnioskować, co miało miejsce w danej scenie. W żaden sposób nie utrudniało to czytania, a nawet je umilało.
Pod wieloma względami powieść daje do myślenia. Jest o samotności, o miłości, o empatii, o potrzebie ratowania czyjegoś życia. Nie chcę zdradzać fabuły, najlepiej przekonać się na własne oczy. Mnie „Był sobie pies” zupełnie pochłonęło. Książka pięknie ukazuje relację człowieka i zwierzęcia – sama mam zwierzaki, z którymi jestem bardzo mocno związana, dlatego aż za dobrze rozumiałam właściciela Baileya. Chociażby dlatego warto sięgnąć po tę lekturę: żeby zobaczyć, jak bardzo taki czworonożny przyjaciel może wpłynąć na nasze życie. Jak bardzo zwierzęta są oddane swoim panom, troszczą się o nich, a przede wszystkim czują, więc potrafią tęsknić czy cieszyć się tak samo jak my. Wydaje mi się, że co niektórzy czasem zapominają, że kot czy pies to też żywe, wrażliwe stworzenie, dlatego mam ogromną nadzieję, że ta książka dotrze do wielu czytelników.
„Był sobie pies” to wyjątkowa powieść, napisana bardzo sprawnie, z humorem i ogromną dawką emocji. Ciężko się przy niej nie wzruszyć, zwłaszcza pod koniec, gdzie znajduje się cudowna puenta, która znakomicie podsumowuje tę historię. Polecam nie tylko wielbicielom zwierzaków, ale także tym, którzy są ciekawi, jak bardzo nasz świat jest pomerdany :)
9/10
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.
2017 rozgościł się na dobre, ale ja z 2016 jeszcze
nie skończyłam. Dzisiaj przychodzę do was z drugą częścią rocznego
podsumowania. Były już najlepsze książki, teraz przyszła pora na dziesiątkę
filmów, które wywarły na mnie największe wrażenie.
Aż ciężko mi uwierzyć, że piszę już pierwszy post w
2017 roku. Jego poprzednik minął mi tak błyskawicznie, że dosłownie nie mogłam
za nim nadążyć. Trudno przyswoić fakt, że nadszedł styczeń. Jeszcze przez jakiś
czas będę tkwiła jedną nogą w 2016 roku, dlatego to najlepsza pora, żeby go
podsumować :)
Popularne posty
-
Czy można być skazanym na porażkę? Tak z pewnością wydaje się Karolowi i Dianie. Na obojgu ciąży widmo tragicznych wydarzeń, które co j...
-
Znacie ten ból, kiedy książka wywołuje u was dużo emocji, ale nie umiecie się zdecydować, czy przeważają te pozytywne czy negatywne? Od...
-
To nie jest do końca recenzja. Nie chciałam pisać opinii o książce, która doczekała się już naprawdę wielu ocen, zarówno bardzo dobrych, ...
-
Adaline jest kobietą niezwykłą, nie ma to jednak nic wspólnego z jej niesamowitą urodą czy intelektem. Na skutek wypadku przestaje się ...
-
Czytanie to jedna z moich największych miłości. Zakochałam się w pierwszej klasie szkoły podstawowej i ten związek trwa do dziś, bez ża...
Wyświetlenia
Archiwum
-
▼
2019
(
42
)
- ▼ października ( 4 )
-
►
2018
(
36
)
- ► października ( 5 )
-
►
2017
(
58
)
- ► października ( 7 )
-
►
2016
(
57
)
- ► października ( 3 )
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Zaglądam
-
-
Epoka alchemii [recenzja]1 dzień temu
-
Premiery książkowe: PAŹDZIERNIK 20264 dni temu
-
-
-
„Jak nie teraz, to kiedy?” – Jaga Tuliszka3 miesiące temu
-
Podsumowanie lutego6 miesięcy temu
-
-
-
Homo artist3 lata temu
-
Anna Niemczynow - "Sen na pogodne dni"4 lata temu
-
E-BOOK: Nie odpisuj - Marcel Moss6 lat temu
-
-
-
#38 "Szeptacz" Alex North6 lat temu
-
-
-
-
King Ü-Wingy [494]7 lat temu
-
„Lucyfer” – Jennifer L. Armentrot7 lat temu
-
Wyniki konkursu8 lat temu
-
-
516# Mad at you8 lat temu
-
-
-
-
Ostatnia wyrocznia.8 lat temu
-
-
-
[1327] Letnie orzeźwienie8 lat temu
-
-
-
KSIĄŻKA Z ROMANSEM8 lat temu
-
-
-
V urodziny Land of Grafic8 lat temu
-
8 płyt godnych polecenia9 lat temu
-
"Candy" Kevin Brooks9 lat temu
-
#Leigh Bardugo - Cień i kość9 lat temu
-
-
-
Black9 lat temu
-
Nowości, nowości!9 lat temu
-
-
-
-
SERIAL: The Originals SEZON 19 lat temu
-
I'm a Little Otaku #210 lat temu
-
-
Rzuć mi książkę TAG10 lat temu
-
-
Zapowiedź11 lat temu
-







