Malice
wraca do domu po podróży, która wywróciła całe jej życie do góry nogami i
sprawiła, że wydalenie z Akademii Magii stało się mglistym wspomnieniem. Jednak
bramy Elegestii nie zostały dla niej zamknięte na zawsze. Młoda czarownica stanęła
teraz przed poważnym wyborem, od którego zależy przyszłość całego królestwa.
Jak się wkrótce okazuje, chodząca złośliwość będzie musiała podjąć jeszcze
wiele trudnych decyzji – zwłaszcza że nie wiadomo, komu tak naprawdę ufać.
Tym razem
chciałam wam opowiedzieć o książce, która zdecydowanie do nowych nie należy –
wydano ją blisko czterdzieści lat temu. Tytuł na pewno obił się o uszy
większości z was. Sama nigdy specjalnie się nią nie interesowałam, dopiero w
przypływie nagłej zachcianki odszukałam ją na półce w bibliotece. I przepadłam,
zginęłam. Dlatego ten post to (nie)recenzja, bo obawiam się, że nie dam rady
obiektywnie ocenić tej powieści po tym, co ze mną zrobiła.
Jakiś
czas temu dostałam na maila informację o wyzwaniu organizowanym przez autorkę
bloga Zajęcza Nora. Chociaż jakoś niespecjalnie przepadam za tego typu
inicjatywami, ta wyjątkowo mi się spodobała. Dlatego z przyjemnością opowiem
wam o swoim pierwszym razie z książką – czyli jak to się stało, że pokochałam
czytanie.
„Po
prostu żyj dobrze. Po prostu żyj” – Louisa nie przypuszczała nawet, że tak
proste słowa mogą okazać się tak trudne do zrealizowania. I ciężko jej się
dziwić. Wydawało się, że Paryż będzie dla niej tylko jednym z przystanków w
cudownym, pełnym perspektyw życiu. Tymczasem jest zupełnie tak, jakby dawna Lou
w pasiastych rajstopach umarła w tamtym pokoju w Szwajcarii. Teraz jest tylko
jej smutna i wściekła wersja. Wściekła nawet na Willa, który ją zostawił,
przewracając jej świat do góry nogami. Wściekła, bo nie ma pojęcia, jak ten
świat złożyć do kupy, żeby znowu było dobrze.
Powstanie Wolnego Miasta Rades nie przebiegało lekko ani kolorowo. Narodzinom tego zamkniętego imperium towarzyszyły okrutne walki, przez które ulice spłynęły krwią. Teraz władzę nad miastem sprawują zmiennokształtni, których – jak inne fantastyczne stworzenia – coś niesamowicie ciągnie do tego miejsca. Ta ustalona hierarchia zdaje egzamin, dopóki jakaś tajemnicza siła nie zwraca się przeciwko przewodniczącej grupie. Giną kolejne osoby, czemu nawet lider zmiennokształtnych nie potrafi zaradzić. Tymczasem żądny krwi przeciwnik staje się coraz bardziej bezwzględny…
Twórczość Igi Wiśniewskiej już znam, dlatego siadając do „Przeklętej” miałam pewne oczekiwania – dość wysokie, prawdę mówiąc. Niby powinnam zachować bezstronność i tym samym potraktować tę powieść jako odrębny przypadek, ale mając już jakieś zdanie na temat autora nie sposób nie postrzegać kolejnych dzieł przez jego pryzmat. Tymczasem efekt końcowy zdecydowanie prześcignął moje wyobrażenia; książkę dosłownie połknęłam, nie zauważając upływu stron aż do chwili, w której dotarłam do tylnej okładki.
Początkowo, przyznaję, byłam dość skołowana. Autorka zaczęła z grubej rury, bo już w prologu zapowiedziała czyjąś śmierć, miałam zatem pełne prawo przeczuwać, że zakończenie nie będzie do końca szczęśliwe. Trochę potrwało, zanim we wszystkim się rozeznałam; na szczęście informacje były stopniowo uzupełniane, dlatego mogłam w pełni wciągnąć się w świat przedstawiony, który jednocześnie nie zgubił tajemniczości. Kwestią przyzwyczajenia była również narracja: niby pierwszoosobowa, ale regularnie przeskakująca między bohaterami, przez co poznajemy różne punkty widzenia. Z początku zastanawiałam się, czy nie lepiej było po prostu użyć narratora trzecioosobowego, jednak po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że zabieg zastosowany przez autorkę wypadł dużo lepiej. Dzięki niemu dobrze zaznajomiłam się z postaciami i nic mi nie umknęło.
Fabuła pochłonęła mnie bez reszty, w zasadzie im dalej, tym było coraz lepiej. Co prawda poszczególne motywy może nie należą do jakichś specjalnie odkrywczych, co powodowało, że czasem nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że gdzieś to już kiedyś widziałam, jednak akcja rozwija się ciekawie i podtrzymuje napięcie, które panuje niemal od początku. Grupa kompletnie różnych od siebie bohaterów zaczyna współpracować, żeby odkryć, kto porywa, a następnie z zimną krwią morduje zmiennokształtnych. Porzucone ciała noszą na sobie ślady magii, co dodaje dodatkowego smaczku, bo w Rades magia bywa traktowana sceptycznie, nawet przez paranormalne istoty. Nie mogłam się doczekać rozwiązania zagadki – i przyznaję, że jest ono satysfakcjonujące. Książka jest zbudowana naprawdę logicznie, widać, że autorka dokładnie przemyślała to, o czym chce pisać, więc w efekcie powstała spójna, intrygująca całość. Ogromny plus za inspirację mitologią grecką, którą uwielbiam.
Co do głównych bohaterów „Przeklętej”, to bardzo mi się podobało, jak zostali wykreowani. Autorka poświęca każdemu z nich odpowiednią ilość czasu, przez co do wątków wiodących dołączają te pomniejsze, dzięki którym lepiej poznajemy daną postać. Szczerze mówiąc polubiłam wszystkich bez wyjątku. Miriam jest chodzącą zagadką, której nie brakuje ciętego języka i pewności siebie. Lubię takie mocne, niezależne bohaterki. Iwan był po prostu przeuroczy (scena z jego teściami – coś pięknego), podobnie jak Ben, tak oddany nauce i swoim badaniom, że człowiek mimowolnie zaczyna podziwiać jego intelekt i pasję. Ucieszyłam się też, że z Davida – wspomnianego już przywódcy zmiennokształtnych – autorka nie zrobiła idealnego faceta bez skazy, tylko zwykłego człowieka (jeśli można nazwać człowiekiem kogoś, kto zamienia się w pumę). Świetna była także Vivian, czyli medium i mam nadzieję, że w kolejnych częściach, które są planowane, ta bohaterka jeszcze bardziej się rozwinie.
Sam finał powieści był po prostu niesamowity, nie mogłam się oderwać. Choć pewną istotną rzecz udało mi się przewidzieć, nie odebrało mi to frajdy – zwłaszcza po epilogu, który zostawił mnie z otwartą buzią. No nieźle! Całe szczęście, że będą jeszcze dwa tomy, bo odkrycie sekretu Miriam nie do końca zaspokoiło moją ciekawość i chciałabym dowiedzieć się więcej. Język autorki, moim zdaniem, nie budzi żadnych powodów do narzekań; zdarzyło mi się zauważyć powtórzenia, ale ogólnie styl jest dobrze wypracowany i przyjemny w odbiorze. Nie zabrakło też odrobiny humoru, co bardzo sobie cenię w książkach Igi Wiśniewskiej.
„Przeklęta” to naprawdę nieźle poprowadzona, wciągająca powieść fantastyczna, skierowana raczej do młodzieży, choć nie mogę się oprzeć wrażeniu, że i starszy czytelnik dobrze by się przy niej bawił. Mnie podobała się bardzo i nie mogę doczekać się kontynuacji, zwłaszcza że nie bez powodu jedna z opinii głosi, że Iga Wiśniewska to Mistrzyni Perfekcyjnych Zakończeń. Miano zdecydowanie zasłużone.
8,5/10
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lucky.
Przy okazji: dzisiaj mija dokładnie rok funkcjonowania tego bloga! Dobiłam też do 50 opublikowanych postów. Wszystkim bardzo dziękuję za wsparcie, zainteresowanie i komentarze <3
Myślę, że część
z was na pewno słyszała o Beowulfie – powstało kilka filmów i książek z tym
bohaterem. Sama historia sięga najprawdopodobniej VIII wieku, kiedy powstał
związany z tym mit, spisany później przez anonimowego twórcę w postaci poematu
heroicznego. Wcześniej (a wielka szkoda) nie zainteresowałam się bliżej tym
motywem, ale z ciekawości zaczęłam oglądać kolejną adaptację przygód Beowulfa,
której zrealizowania podjęła się stacja ITV.
Od czasu do
czasu blog (i wy zapewne też) potrzebuje nieco odetchnąć od recenzji, dlatego
dzisiaj przychodzę do was z kolejnym tagiem. Nominowała mnie do niego Chaotyczna A. – dziękuję za nominację i przepraszam, że dopiero teraz na nią odpowiadam :D
Pytania w tagu, jak sam tytuł wskazuje, dotyczą książkowego portalu
lubimyczytac.pl.
Nad
książką Jojo Moyes nie będę się rozwodzić. Powiem tylko tyle, że rzadko płaczę
przy czytaniu, a po skończeniu tej powieści nie mogłam się opanować. Od tej
pory „Zanim się pojawiłeś” zaliczam do
grona swoich ulubieńców. Nic dziwnego, że nie mogłam doczekać się ekranizacji i
tylko odliczałam dni do zarezerwowanego seansu. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdarzyło się, by moje (wysokie zresztą)
oczekiwania wobec filmu zostały tak dobrze spełnione.
Popularne posty
-
Do obejrzenia tego serialu wcale nie nakłoniła mnie miłość do postaci Drakuli. Prawdę powiedziawszy, do czego się ze wstydem przyznaję,...
-
To nie jest do końca recenzja. Nie chciałam pisać opinii o książce, która doczekała się już naprawdę wielu ocen, zarówno bardzo dobrych, ...
-
Podsumowań ciąg dalszy... Ostatnim etapem, którym ostatecznie zamknę 2016 rok na blogu, są seriale. Warto przypomnieć, że w ciągu minionych...
-
Aż ciężko mi uwierzyć, że piszę już pierwszy post w 2017 roku. Jego poprzednik minął mi tak błyskawicznie, że dosłownie nie mogłam za nim n...
-
Zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje w głowie waszego psa? Co myśli, co do was czuje i czy ludzkie zachowania nie wydają mu się d...
Wyświetlenia
Archiwum
-
▼
2019
(
42
)
- ▼ października ( 4 )
-
►
2018
(
36
)
- ► października ( 5 )
-
►
2017
(
58
)
- ► października ( 7 )
-
►
2016
(
57
)
- ► października ( 3 )
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Zaglądam
-
Najlepsze horrory 2026 (do tej pory)1 dzień temu
-
-
-
-
„Rodzina Delaneyów” – Daphne du Maurier4 miesiące temu
-
Podsumowanie lutego4 miesiące temu
-
-
-
-
Homo artist3 lata temu
-
Anna Niemczynow - "Sen na pogodne dni"4 lata temu
-
E-BOOK: Nie odpisuj - Marcel Moss6 lat temu
-
-
-
#38 "Szeptacz" Alex North6 lat temu
-
-
-
-
King Ü-Wingy [494]7 lat temu
-
„Lucyfer” – Jennifer L. Armentrot7 lat temu
-
Wyniki konkursu7 lat temu
-
-
516# Mad at you7 lat temu
-
-
-
-
Ostatnia wyrocznia.7 lat temu
-
-
-
[1327] Letnie orzeźwienie8 lat temu
-
-
-
KSIĄŻKA Z ROMANSEM8 lat temu
-
-
-
V urodziny Land of Grafic8 lat temu
-
8 płyt godnych polecenia8 lat temu
-
"Candy" Kevin Brooks8 lat temu
-
#Leigh Bardugo - Cień i kość8 lat temu
-
-
-
Black9 lat temu
-
Nowości, nowości!9 lat temu
-
-
-
-
SERIAL: The Originals SEZON 19 lat temu
-
I'm a Little Otaku #29 lat temu
-
-
Rzuć mi książkę TAG10 lat temu
-
-
Zapowiedź10 lat temu
-







