
„Pewna legenda opowiada o ptaku, który śpiewa jedynie raz w życiu, piękniej niż jakiekolwiek stworzenie na Ziemi. Z chwilą, gdy opuści rodzinne gniazdo, zaczyna szukać ciernistego drzewa i nie spocznie, dopóki go nie znajdzie. A wtedy, wyśpiewując pośród okrutnych gałęzi, nadziewa się na najdłuższy, najostrzejszy cierń. Konając wznosi się ponad swój ból, żeby prześcignąć w radosnym trelu słowika i skowrona. Jedną najświetniejszą pieśnią za cenę życia. Cały świat zamiera, aby go wysłuchać, uśmiecha się nawet Bóg w Niebie. Bo to, co najlepsze, trzeba okupić ogromnym cierpieniem... Przynajmniej tak głosi legenda.”
„Ptaki
ciernistych krzewów” Colleen McCullough to cudowna saga obejmująca kilkadziesiąt lat życia rodziny
Clearych. Najważniejszy jest tutaj wątek Meggie Cleary, jedynej dziewczynki w
rodzeństwie, której powiernikiem staje się ksiądz Ralph de Bricassart. Duchowny
jest jej najlepszym przyjacielem, a z czasem, gdy Meggie dorasta, ta więź
przeradza się w coś znacznie głębszego.
Nie
nazwałabym tej książki romansem. Owszem, zakazane uczucie stanowi tutaj oś
fabularną, ale tak naprawdę autorka
poruszyła wiele innych istotnych tematów: XX-wieczną obyczajowość, trudne i
nieraz bardzo skomplikowane relacje rodzinne, śmierć, II wojnę światową,
odrzucenie spowodowane przez wiele różnych czynników. I bardzo się mylicie,
jeśli uważacie, że bohaterowie od razu wpadli sobie w ramiona i beztrosko sobie
żyli. Pomijając oczywistą kontrowersyjność tego wątku, który może szokować do
dzisiaj – w końcu romans z księdzem raczej nie jest społecznie akceptowalny –
Meggie i Ralpha spotyka mnóstwo przykrości i trudów. Jednocześnie kreowane przez autorkę problemy nie wydają
się wymuszone, jak czasem da się odczuć przy romansach czy powieściach
obyczajowych. Ta książka to fragment
prawdziwego życia naszpikowanego tyloma emocjami, że naprawdę ciężko było
się oderwać, a nawet jeśli, to duchem i tak pozostawało się w Australii z
ubiegłego wieku.
Przy
czytaniu „Ptaków ciernistych krzewów” uśmiechałam się, smuciłam, ekscytowałam, wściekałam. Rzadko się zdarza, by
jakiś tytuł tak mną huśtał na wszystkie strony. Dla mnie to pozycja idealna:
zarówno pod względem fabularnym, jak i technicznym, bo muszę przyznać, że szalenie spodobał mi się styl pani
McCullough. Zwłaszcza jej opisy przyrody urzekały, wcale nie nudziły, tylko
„malowały” australijski krajobraz. Naprawdę nie wiem, do czego mogłabym się
przyczepić. Oczywiście wolałabym, by pewne wątki potoczyły się zupełnie
inaczej, jednak to jeszcze bardziej podkreśliło realność tej historii. Bo
przecież od kiedy w naszym życiu dzieje się tak, jakbyśmy tego chcieli? Nie
mamy takiego luksusu, nie mieli go też bohaterowie „Ptaków ciernistych krzewów”.
„Ptak z cierniem w piersi wypełnia niezmienne prawo. Coś niezrozumiałego pcha go, by przebił się i zginął, śpiewając. W chwili gdy cierń wchodzi w ciało, nie pojmuje jeszcze, że to śmierć. Śpiewa i śpiewa, aż zabraknie mu tchu. Lecz my, gdy wbijamy ciernie w nasze piersi, jesteśmy świadomi, a mimo wszystko robimy to. Mimo wszystko.”
Ta
książka to moja perełka. Najulubieńsza z ulubionych. Wiem, że całkiem niedawno
wydano ją ponownie i nie mogę się doczekać, aż będę miała własnych egzemplarz,
bo nie ulega wątpliwości, że jeszcze nieraz do niej wrócę.
"Ptaki ciernistych krzewów"... Kiedy byłam dużo młodsza pytałam mamę o film,ekranizację tej książki. Usłyszałam tylko - Jesteś na to za młoda. Potem już zapomniałam o nim, ale ostatnio znów wpadł mi w oko, ale teraz, po Twojej cudnej (nie)recenzji, muszę sięgnąć i do książki i do filmu :) Ja również zacznę "polować" na swój własny egzemplarz, bo przyznam się, że całkowicie mnie zaintrygowałaś :)
OdpowiedzUsuńEkranizacją jest nie film, a miniserial z Richardem Chamberlainem, który jest po prostu cudowny (w sensie serial, choć Chamberlain zresztą też). Film również powstał, ale on jakby uzupełnia serial - jeszcze go nie widziałam, jakoś nie mogę się przekonać :)
UsuńCiekawe, że kiedy miałam te dwanaście lat, wydawało mi się, że to film :'D Niemniej jednak, i jedno i drugie (i chyba to trzecie) jest w mojej "kolekcji" do zapoznania się i mam nadzieję, pokochania ;)
OdpowiedzUsuńNie każdy lubi tego typu historie, ale ja gorąco polecam :)
UsuńA ja o tej książce jeszcze nie słyszałam :D Chyba pora ją bliżej poznać, bo nie powiem, bardzo mnie zainteresowałaś :)
OdpowiedzUsuńW takim razie zachęcam do przeczytania :D
UsuńŚwietna książka*-* dobrze się ją czyta :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie historianiespelnionychmarzen.blogspot.com
Fakt, świetna :D
UsuńTroszkę trąci romansem. Nigdy nie słyszałam o tej książce, ale chyba też nie jest to propozycja literacka, na którą skusiłabym się w pierwszej kolejności. Choć to pewnie wartościowa lektura.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
http://tamczytam.blogspot.com
Trąci, ale ja mimo wszystko wolę ją nazywać sagą rodzinną. Wbrew pozorom ten wątek romansowy wcale nie dominuje :)
UsuńPrzyznam, że nigdy tego tytułu nie słyszałam. Uwielbiam książki, które poruszają wiele tematów, a nie tylko skupiają się wokół jednego wątku, więc to zdecydowanie wielki plus. Skoro tak zachwalasz, to może przeczytam w najbliższym czasie :))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
j-majkowska
Też lubię takie książki, przy czym tutaj ta różnorodność tematów nie sprawiła, że fabuła zrobiła się chaotyczna, wprost przeciwnie - wszystko tworzyło spójną całość :)
UsuńO kurcze, skoro to jedna z twoich ulubionych to może też dam jej szansę? W końcu czemu nie :) Nie słyszałam o niej wcześniej, a przez twoją recenzję mam ogromną ochotę na nią!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię ciepło!
Nie każdemu się może spodobać, ale moim zdaniem to piękna książka :)
Usuń