Jeszcze jeden odcinek: „Easy”

Coraz częściej interesuję się produkcjami Netflixa. Jeszcze jakiś rok temu niespecjalnie zwracałam uwagę na autorską ofertę tej platformy, ale z biegiem czasu pojawiło się więcej tytułów, które mnie do siebie przyciągały. Wśród jesiennych premier serialowych wypatrzyłam zwiastun Easy, zapowiadający lekką, komediową produkcję bez zobowiązań. Czy rzeczywiście tak było?

Easy to właściwie antologia – niemal każdy, dość krótki (maks. 30 minut) odcinek skupia się na innych bohaterach. Pod koniec sezonu los poszczególnych postaci splata się ze sobą, jednak w głównej mierze każdy epizod stanowi osobną historię. Lubię taką formę, dlatego z chęcią zabrałam się do oglądania. Chociaż od samego początku wiedziałam, że produkcja ma wydźwięk przede wszystkim komediowy, to jednak podświadomie oczekiwałam, że poszczególne odcinki będą niosły za sobą coś głębszego, jakieś przesłanie. No… niekoniecznie. Nie twierdzę, że Easy to głupkowaty serialik, gdzie widz ma się tylko pośmiać, a potem wyłączyć odbiornik i zapomnieć o tym, co obejrzał, mimo to spodziewałam się czegoś bardziej złożonego. Tymczasem niektóre odcinki były bardzo proste, spokojne, żeby nie powiedzieć: nużące. Te mocniejsze zdecydowanie wybijają się na tle innych – moimi faworytami są 2 i 3 – a w ostatecznym rachunku całość wypada nieco blado. Szkoda.


Czy oglądało mi się źle? Absolutnie nie. Przy Easy trochę się pośmiałam, rozluźniłam, udało mi się też przywiązać do niektórych postaci, mimo że ich czas na ekranie bywał dość ograniczony. Tak krótkie odcinki mają oczywiście swoje plusy; człowiek spokojnie obejrzy całość, nie musi się spieszyć czy przerywać w połowie, jeśli akurat czekają go jakieś obowiązki. Poza tym produkcja bardzo zgrabnie się ze sobą klei, mam na myśli to połączenie wątków, które nastąpiło pod koniec sezonu. Okazało się, że bohaterka jednego odcinka jest sąsiadką drugiej, tamci z kolei są dobrymi znajomymi itd. Podobało mi się, że twórcy w ten sposób zawiązali fabułę i osiągnęli spójną całość.


Największą zaletą Easy jest moim zdaniem obsada; nie da się też ukryć, że niektóre nazwiska podziałały jako najlepszy chwyt reklamowy. W serialu można zobaczyć m.in. Orlando Blooma, Dave’a Franco czy Emily Ratajkowski. Sama bez bicia przyznaję, że dla Orlando obejrzałabym ten serial w ciemno, na Dave’a też miło rzucić okiem. Dzięki aktorstwu na wysokim poziomie produkcja naprawdę zyskuje, przez co mimo wszystko warta jest uwagi.

Aktualnie trwają rozmowy w sprawie zamówienia drugiego sezonu Easy. Jeśli takowy powstanie, z chęcią obejrzę – przy pierwszym dobrze się bawiłam, choć zdecydowanie nie jest to najlepszy serial, na jaki w tym roku trafiłam. Jeśli szukacie czegoś rzeczywiście lekkiego, przyjemnego, co poprawi wam humor, to z powodzeniem możecie zerknąć na jak dotąd wyemitowane 8 odcinków.


źródło zdjęć: filmweb

Udostępnij ten post

9 komentarzy :

  1. Hej;) Nie słyszałam o tym serialu, ale brzmi zachęcająco, mozna się przy nim rozluźnić i zrelaksować. Czasami takie cos jest potrzebne. Obsada rzeczywiscie świetna, znam niektorych aktorow i chętnie rowniez bym obejrzala. Może kiedys mi sie uda, pozdrawiam;)
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewiele słychać o tym serialu, a w sumie warto, poprawia humor :) W każdym razie polecam na wolne chwile.

      Usuń
  2. Z serialem nie miałam styczności, ale sesja egzaminacyjna zbliża się wielkimi krokami, więc już wiem po co sięgnę, żeby tłumaczyć sobie brak czasu do nauki! Nie no żartuję, jestem dobrym studentem, obejrzę po sesji ^^
    W każdym razie chyba faktycznie na niego zerknę, skoro taki lekki i przyjemny. Ostatnio mam już po dziurki w nosie ciężkich i przygnębiających tematów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to skoro szukasz czegoś takiego, to będzie jak znalazł :D Oj tam, nawet naukę do sesji trzeba czasem przerwać czymś przyjemniejszym XD

      Usuń
  3. Niby czytam o serialach, ale ten mnie jakąś ominął, może dlatego że zwykle szukam czegoś innego ;) Obsada często tworzy serial, więc dobrze, że tu właśnie to zagrało :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie ta obsada przyciągnęła i w sumie nie żałuję :)

      Usuń
  4. Widzisz, im jesteśmy starsi, tym bardziej doceniamy krótkie, durne komedyjki jak prezentowane przez Ciebie Easy. Chociaż na chwilę można zapomnieć o uciążliwościach szarej rzeczywistości... A do tego alkohol... :C

    OdpowiedzUsuń