Krótki post o studenckiej frustracji


No, może nie aż taki krótki.

Strasznie mnie bawi, jak bardzo popularny zrobił się stereotyp studenta. Studenta, który nic tylko imprezuje, nie uczy się, o egzaminie przypomina sobie na godzinę przed, a przez bite dwa tygodnie żywi się wyłącznie zupkami chińskimi, bo oczywiście nie ma hajsu, chyba że na alkohol. Nie żebym była wcieleniem wszystkich świętości – czasem nie chce mi się uczyć, zostawiam coś na ostatnią chwilę, do abstynentów też bym się raczej nie zaliczyła. Po prostu ciekawi mnie, czemu nie ma stereotypu wykładowcy (poza tym, który jest surowy i nie chce dać studentowi 3)? Albo lepiej: czemu nie ma stereotypu uczelni? Wszyscy uwzięli się na panie w dziekanacie, a bardzo często dziekanat to nie jedyna rzecz, która leży i kwiczy.
Zaczynam dochodzić do wniosku, że uczelnią rządzą jakieś dziwne, niewytłumaczalne zasady i poza nimi żadne inne nie mają zastosowania. Nawet prawa fizyki się tutaj nie liczą, skoro kilkunasto- czy nawet kilkudziesięcioletnie krzesła nadal stoją. Zawsze, kiedy już mi się wydaje, że nic mnie nie zaskoczy, nagle niemożliwe staje się możliwym. Brzmi trochę jak opis fajnego filmu fantastycznego, szkoda tylko, że ten seans doprowadza mnie do szewskiej pasji.
Oto kilka rzeczy, które musisz wziąć pod uwagę, idąc na studia:

1. Jeśli spodziewasz się, że wreszcie wszyscy będą traktowani równo, bo przecież jesteście już dorośli – jesteś w błędzie. Osoba, która gościnnie pojawi się na wykładach gładko zaliczy semestr, ty po jednorazowym opuszczeniu zajęć będziesz musiał starannie odpokutować za swoje winy.

2. Masz wysoką średnią? Świetnie! Należy ci się stypendium naukowe? No… Nie bardzo. Wystarczy jedna setna, by ktoś zwinął ci kasę sprzed nosa, a i przy identycznych ocenach niekoniecznie możesz liczyć na pozytywny dla ciebie wynik. Pewne tajemnicze mechanizmy zadecydują, że jednak ktoś inny dostanie stypendium, mimo że wyniki mieliście te same. Może uznano, że ta druga osoba uczyła się piętnaście minut dłużej, więc bardziej się męczyła przy zdobyciu tych ocen? Tego nie wiedzą nawet najstarsi górale.

3. To, że oddajesz pracę w terminie tak właściwie nie ma żadnego znaczenia. Dla innych termin magicznie wydłuża się o miesiąc lub więcej i całkiem prawdopodobne, że skończycie z taką samą oceną.

4. Pamiętaj, że wszystko, co zostało określone słowem „swobodny” wcale swobodne nie jest. Pozdrawiam tych, którzy rozumieją, o co mi chodzi.

5. Jest spora szansa, że kiedy będziesz w drodze na uczelnię, zmieni się plan zajęć. Nieważne, czy mieszkasz na tej samej ulicy, czy musisz dojeżdżać, po prostu się okaże, że na wykładach powinieneś/powinnaś być od 3 godzin.

6. Na 2 tygodnie przed sesją może się okazać, że masz jeden egzamin więcej niż było zapowiedziane. I to wcale nie dlatego, że jesteś zwykłym ignorantem i zapomniałeś/aś. Po prostu nawet sam wykładowca nie będzie miał pojęcia, że musi zrobić egzamin.

7. Jeśli wykładowcy często nie ma, to wciąż wina twoja i całej twojej grupy. Jak będzie trzeba, odrobicie to nawet w Boże Narodzenie.

8. Uczelnia może ci zafundować świetną szkołę przetrwania. Może wyrobisz sobie mięśnie, kiedy będziesz bić się o rzutnik albo o miejsce w sali, bo twoją grupę przydzielą do takiej, gdzie nie ma szans się pomieścić.

9. Nie szkodzi, że dojeżdżasz do uczelni kilkadziesiąt kilometrów. Musisz koniecznie przyjechać o ósmej wieczorem na dodatkowe wydarzenie, chociaż 20 minut później odjeżdża twój ostatni autobus do domu. Na pewno nie zaszkodzi ci też kilkugodzinne okienko – nieważne, że nie opłaca ci się wracać. Jakoś przeczekasz, na pewno nie masz nic lepszego do roboty.

10. Wykładowca ma zawsze rację. Amen.

Dobra. Można powiedzieć, że ulżyłam swojej frustracji, choć wydaje mi się, że mogłabym tak wymieniać jeszcze bardzo długo.
PS. Jeśli jesteście jeszcze przed decyzją co do dalszej edukacji, a ta lista odstraszyła was od studiowania – nie martwcie się, serio! Na studiach poznałam mnóstwo świetnych osób, wiem też, że po skończeniu nauki wielu wykładowców będę wspominała bardzo miło. Nie żałuję wyboru kierunku i już przeżyłam wiele fajnych chwil, do których będę wracała. Szkoda tylko, że tyle rzeczy nie działa poprawnie, a sprawy bywają załatwiane po łebkach, niesprawiedliwie bądź wcale. A wierzcie mi, jak człowiekowi zależy, to zaliczenia i egzaminy są wystarczającym stresem, by jeszcze dodatkowo się czymś wkurzać.

PS. Gdyby do kogoś ten post nie trafił, polecam wygooglować „Bardzo krótki wiersz o frustracji”. Taka wersja w pigułce.

Udostępnij ten post

26 komentarzy :

  1. Nie zgodzę się z 3 - głowa mnie boli, jak słyszę o tym, że inne uczelnie mają po 3, 4, 5 (!) terminów zaliczeń i jakieś dodatkowe zadania, przenoszenia egzaminów... U mnie są dwa i tyle. Ale masz rację, uczelnia rządzi się swoimi prawami, ale te impreozwanie to nie wiem skąd się wzięło. Przed dwa lata nic się u mnie w tej kwestii nie zmieniło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę ukrywać, że kompletnie nie rozumiem, co miałaś na myśli, pisząc o punkcie 3 XD Ale może za bardzo mnie słońce przygrzało.
      Moim zdaniem imprezy to część studenckiego życia, tylko że oczywiście się utarło, że na studia idzie się po to, żeby dobrze popić. No, każdy ma swoje priorytety (niestety) :D

      Usuń
    2. Piszesz, że dla niektórych termin oddawania prac itp. wydłuża się. U mnie tak nie ma, to samo dotyczy egzaminów - tylko dwa zaliczenia.

      Usuń
    3. Cóż, taka bywa czasem sprawiedliwość. Wykładowcy straszą, proszą, podają datę, do kiedy ostatecznie można coś przynieść, a potem i tak się okazuje, że ktoś sobie wyprosi zaliczenie nawet po terminie.

      Usuń
    4. A, i żeby nie było: to zrozumiałe, jak ktoś się nie wyrobi, bo nie ma takiej możliwości z różnych losowych przyczyn. Chodzi mi bardziej o przypadki, gdzie ktoś świadomie coś olewa :)

      Usuń
    5. Pewnie, wiem o co chodzi. Ty się starasz, druga osoba nie, a jesteście na równi. Wybacz, egzaminy mi już mózg wypalają :D

      Usuń
  2. Zazwyczaj nie komentuje, ale... Boże! Tak! 50 punktów dla Gryffindoru! Jakbym ja zaczęła o tym pisać, to by mi ciśnienie podskoczyło i by mnie musieli uspokajać lekami :D
    Zgadzam się ze wszystkim i to niestety jest tylko 10 z wielu innych argumentów pt. "Na każdym kroku może czekać na Ciebie wku**ienie ze strony uczelni".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Post to takie małe przygotowanie przed tym, co się szykuje w najbliższym czasie :D

      Usuń
  3. Gdyby nie jeden z dopisków aż bałabym się iść na studia :P Czasem trzeba się wyżalić. ;D Zobaczymy, co mnie czeka. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co się bać, naprawdę :D Post pisałam pod wpływem negatywnych emocji, ale po trzech latach studiów bilans wychodzi mi dodatni - naprawdę nie żałuję :)

      Usuń
  4. Zgadzam się z każdym punktem w Twojej liście. Niestety, ale bycie studentem nie wygląda tak, jak pokazują to amerykańskie filmy. To nie ciągłe imprezy i picie na umór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety... Ale mimo wszystko warto studiować :)

      Usuń
  5. wybór studiów już za mną, niektóre punkty niestety odczułam na własnej skórze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widzę, że takie praktyki nie tylko na mojej uczelni :D

      Usuń
  6. Jeśli o stypendia chodzi pewnie gdy ileś osób ma te same punkty wybierane są osoby alfabetycznie, a przynajmniej tak zawsze słyszałam ;P
    Z tą zmianą rozkładu zajęć też słyszałam różne ciekawe historie. Np. znam ludzi, który dojeżdżają 3h do uczelni w jedną stronę. Chyba na początku stycznia jedna z tych osób postanowiła być pilnym studentem i pojawiła się przed uczelnią o 8, punktualnie na zajęcia. O 10 dostała informacje, że jednak nie ma w tym dniu zajęć, bo nie ;v
    A ja osobiście jeszcze się przekonam jak to wszystko wygląda ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są powody, dzięki którym jestem pewna, że kolejność alfabetyczna nie ma z tym nic wspólnego. To po prostu jakieś dziwne moce szalejące po uczelni.
      Ach, to już jest standard XD Ja co prawda nie dojeżdżam aż tyle, ale zdarzyło mi się np. w drodze dostać info, że nie ma zajęć :D

      Usuń
  7. Właśnie skończyłam technikum i jestem ciekawa jak będzie w moim przypadku (w tym roku zaczynam studia) ale masz rację, słyszałam o wielu przypadkach od znajomych, takie sytuacje mają miejsca w życiu codziennym. Totalna porażka.
    Pozdrawiam!
    SKRYTA KSIĄŻKA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od uczelni i tak dalej, ale wierzę, że mimo to da się czerpać ze studiów wiele pozytywnych rzeczy. W takim razie życzę Ci powodzenia na rekrutacji! Mam nadzieję, że matury świetnie Ci poszły i dostaniesz się tam, gdzie chcesz :)

      Usuń
  8. Ja na swoją uczelnię w sumie nie mogę narzekać. Jedyne co mnie boli, a nie ma tego w Twojej rozpisce to dyskryminacja kobiet. Studiuję informatykę i niestety jest dużo prowadzących, którzy na starcie uważają mnie za ciemną masę, bo jestem kobietą i na dodatek blondynką. No i te osobniki też się dzielą na dwie grupy: 1.Jesteś kobietą? Już wiem, że nie zdałaś, co z tego, że Twoi koledzy mają o wiele gorsze oceny, albo w ogóle ich nie ma na zajęciach. 2. Oj bidulko pewnie nawet nie umiesz włączyć komputera, daj wszystko za Ciebie zrobię. Poza tymi przypadkami bardzo lubię studia i na razie jest to mój najlepszy okres w życiu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei jestem na takim kierunku, gdzie zdecydowanie przeważają kobiety, włącznie z wykładowcami, dlatego nie zauważyłam dyskryminacji na tym tle :) Też podtrzymuję, że studia to świetna sprawa, człowieka tak naprawdę wszystko może wkurzyć, ale jest potem co wspominać.

      Usuń
  9. Zamierzam wybrać się na studia, chociaż jeszcze nie wiem jakie :D To jeszcze rok, ale chłonę całą wiedzę na temat studiów i taka tematyka straszliwie mnie interesuje. Wiadomo jak każda zmiana jaka ma nastąpić, wszystko jest nowe i trzeba się z tym zaznajomić :D Studia jak na razie to dla mnie czarna magia, ale jeżeli chodzi o traktowanie niesprawiedliwie uczniów/studentów to myślę, że każdy na jakimś etapie miał z czymś takim do czynienia, niestety :D Będę polować na posty o takiej tematyce, mam nadzieję, że nie będą one tylko i wyłącznie wynikiem frustracji, ale może znalazłyby się jakieś pozytywy, byłoby świetnie! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, właściwie czemu nie? Niedawno skończyły się matury, jest czas rekrutacji i ogólnie przygotowywania się do studiów, więc może rzeczywiście, tak dla kontrastu i równowagi, przygotuję posta o pozytywów z pójścia na studia :D

      Usuń
  10. Do studiów mam jeszcze daleko, więc na razie nie martwię się tym wszystkim ;) Ale Tobie życzę cierpliwości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, cierpliwość zdecydowanie mi się przyda :P

      Usuń
  11. Ten wpis jest genialny! Przeczytałam go już ostatnio, ale nie miałam czasu, żeby dodać komentarz, bo trochę mi jednak w nim zejdzie. Ach, te studia... Cóż, nic dodać, nic ująć. Co prawda nie wszystkie wymienione przez Ciebie sytuacje zdarzają się u mnie, ale wiele z nich jest identycznych. Tak, wysoka średnia i stypendium? Dobre sobie - w końcu lepiej jest je dać tylko 10% ludzi z roku. Tak więc niełatwo załapać się do tej szczęśliwej piątki, szóstki, w ostateczności siódemki, o ile rok liczy tyle ludzi. Coś o tym wiem, niestety. Wykładowca nie przychodzi na zajęcia? No pewnie, po co, lepiej potem to odrabiać w świetnych dniach i godzinach (oczywiście to świetne, to sarkazm). No i cóż... numer 10 - nic dodać, nic ująć. ;)
    Ale mimo tego wszystkiego, to jak napisałaś - i tak studia to super czas. Sama nie zamieniłabym go na nic innego.
    Pozdrawiam,
    Chaotyczna A.


    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie dają stypendium mniej niż 10% z całego roku (bodajże 7-8), a że nie ma zbyt dużo ludzi, załapanie się naprawdę graniczy z cudem :) A z tym odrabianiem to już w ogóle szkoda mówić... Ale to wszystko da się przeżyć, zwłaszcza dla tych fajnych chwil :D

      Usuń