Poison Ivy


Zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę wszystko podlega modzie. Książki, ciuchy, nawet poglądy… To naturalna rzecz. Każde pokolenie rządzi się swoimi prawami. Ale niektórych zjawisk chyba nie jestem w stanie zrozumieć, jako że są tak nielogiczne, że człowiek rozkłada ręce, bo i na płacz, i na śmiech szkoda siły.

W tym wypadku mam na myśli panującą wszędzie, modną teraz depresję. Brzmi dziwnie, dlatego z góry zaznaczam, że nie chodzi mi o ludzi faktycznie chorych, z prawdziwymi problemami – w końcu nie ma co się śmiać, depresja to ciężka, niełatwa do zwalczenia choroba, robienie sobie z tego żartów jest trochę niesmaczne. Nie, nie o to mi chodzi. Od jakichś dwóch lat obserwuję panującą wśród nastolatków modę na samookaleczenia, myśli samobójcze, generalnie nienawiść do siebie samych i całego świata. Jak coś takiego może być modne? Ano właśnie. Też zadaję sobie to pytanie. Sama jestem osobą z niską samooceną i raczej pesymistyczną, mimo że mój śmiech podobno słychać z daleka, zanim jeszcze sama pojawię się na horyzoncie. Lubię pisać czarne scenariusze, po prostu wychodzę z założenia, że lepiej nie obiecywać sobie za wiele, można przez to zaoszczędzić sobie rozczarowania. Tak czy siak jakoś nigdy nie wpędzałam się w czarną dziurę, w jaką pakuje się teraz wiele dziewczyn, bo nie ma co ukrywać, że problem dotyczy głównie ich. Powtarzam: nie krytykuję tutaj nikogo, kto rzeczywiście sobie nie radzi, ma kłopoty. Nie powinno się prześladować osoby z pociętymi nadgarstkami, tu trzeba pomóc, zainteresować się. Ale wróćmy do tematu. Naprawdę nie wiem, czemu tak popularna stała się tendencja do wiecznego użalania się nad sobą, wymachiwania żyletką na prawo i lewo, snucia planów o skoku z mostu. I niestety, czasem mnie to bawi. Ktoś może sobie pomyśleć, że jestem jakaś nieczuła; nie w tym rzecz. Mam ochotę zwyczajnie popukać się w czoło, kiedy gimnazjalistki opisują siebie mądrymi słowami „stan depresyjny” itepe, a w rzeczywistości chyba nie do końca zdają sobie sprawę, co to oznacza. Halo, szlaban od rodziców to nie powód, żeby iść się pociąć. Sama mam takie dni, w których dosłownie wszystko jest na nie i skopuję się wtedy do najniższego poziomu. A potem mi przechodzi. Innym też powinno i tak się rzeczywiście dzieje, reszta tkwi w dołku, albo raczej tkwiłaby w nim, gdyby faktycznie dało się zapaść pod ziemię przy pierwszej nadarzającej się okazji. Dobra, nie ma co porównywać ludzkich problemów ze sobą; dla jednego zagrożenie z historii to koniec świata, dla drugiego przyszłość się zamknęła, bo w domu nie dzieje się najlepiej. Wszyscy mamy jakąś własną tragedię, mały dramat, który męczy i dusi. Tylko nie wiem, po co na siłę wyolbrzymiać dane sytuacje, tworząc przy okazji osobisty wizerunek męczennicy.

Nie to jest najgorsze. Jak wspomniałam, nie ma prawa, które pozwoliłoby na wartościowanie czyichś zmartwień, niestety jest jeszcze garstka (wskazówka: to eufemizm) osób pozujących na depresyjnych, pokaleczonych ludzi. Widać to zwłaszcza na Twitterze. To jasne, że zawsze chce się zaimponować rówieśnikom, ale od kiedy liczba blizn na rękach czy udach stanowi o popularności?! Ten wykrzyknik był konieczny, bo nie mogę tego pojąć. Na Twitterze panuje fala wstawiania zdjęć pociętych rąk, łzawych historyjek, kłamliwych postów, byleby wyłudzić od innych współczucie i pytanie „co się stało?”. Rozumiem, że można rozpaczliwie pragnąć czyjejś uwagi, ale aż do tego stopnia? Powiem więcej, słyszałam o przypadku, gdy dziewczyna łaziła po szkole i co drugiemu napotkanemu uczniowi chwaliła się swoimi sznytami. Serio…? Wychodzę z założenia, że ktoś z realnym problemem raczej nie podstawia go innym pod nos. O ile spora grupa polskich użytkowników Twittera traktuje go jako pamiętnik, gdzie można skorzystać z anonimowości (co tłumaczyłoby, dlaczego nastolatki tak chętnie rozmawiają o własnym życiu), o tyle takiego ewenementu nie da się wytłumaczyć. Zwłaszcza, że to nie jest coś, co można wykorzystywać do zdobycia zainteresowania. To nic wesołego, to nie kosmicznie droga bluzka, którą można z dumą pokazać koleżankom.

Byłoby dobrze, żeby każda z was usiadła, wzięła głęboki wdech i na spokojnie zastanowiła się, czy nie przesadza ze swoim smutkiem. Czy może same nie potęgujecie negatywnych uczuć, robiąc z igły widły. I rozmawiajcie o tym z innymi. Jeśli nikomu nie ufacie na tyle, by się zwierzyć, to w internecie pełno jest fajnych osób, z którymi można się zaprzyjaźnić. Bo dobrze, kiedy jest ktoś „drugi’, na kogo można zrzucić część tego syfu. O rodzicach też warto sobie czasem przypomnieć, połowa z was traktuje ich jak wrogów, choć nie ma ku temu żadnych poważnych powodów. Już nie wspomnę o tym, że szkoda zdrowia i energii na taki sposób pójścia za tłumem, jak samookaleczanie się czy nawet próby samobójcze. Wbrew pozorom są inne możliwości, by jakoś wybrnąć z ciężkiej sytuacji czy po prostu z trudniejszego okresu w życiu. Nie ma co rzucać groźbami zabicia się. Trzeba naprawdę zostać doprowadzonym do ostateczności, żeby targnąć się na własne życie, bo samobójca, poza ucieczką od bezsilności, zostawia po sobie spustoszenie, żal i poczucie winy. Wiem o czym mówię. Owijanie się paskudnymi emocjami jak trującym bluszczem nigdy nie przyniesie niczego dobrego.

Jeszcze mała rada dla tych, co tylko udają, że są sierotkami Marysiami: walnijcie się w głowę młotkiem. Obowiązkowo gumowym, co by nie zrobić sobie krzywdy, a wybić głupoty ze łba.

Udostępnij ten post

32 komentarze :

  1. Nie wiem czy pamiętasz okres, kiedy z One Direction odszedł Zayn Malik (nie wiem czy dobrze napisałam xD). Na Twitterze panowała wtedy fala "Zayn wróć do nas", gdzie nastolatki wycinamy sobie na rękach i udach żyletką różnie teksty, które miały zachęcić tego biedaka do powrotu do zespołu. Nikt nie przewidział jak będzie się czuć z myślą, że młode dziewczyny tną się przez niego? Niby wszystkie robiły to "dla niego", a tak na prawdę tylko krzywdziły siebie i nic nie wskórały. Czytając twój post miałam ochotę wysłać go pewnej osoby, żeby wzięła ten gumowy młotek i trochę się ogarnęła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nastoletnich (psycho)fankach zespołów należałoby napisać osobny post, bo to temat-rzeka - i w sumie podsunęłaś mi pomysł, by o tym kiedyś napisać :)

      Usuń
  2. Świetny wpis, naprawdę! Cóż... Sama tego nie rozumiem. Oczywiście, że prawdziwa depresja to stan, o jakim nikt nie chce nawet myśleć, bo objawia się całkowitą niechęcią do życia i wymaga prawdziwego, poważnego leczenia. Jednak masz rację, że sporo młodych osób propaguje pewnego rodzaju chorą "modę" na samookaleczanie i wieczne użalanie się nad sobą. Rozumiem, że każdy ma gorsze dni, kiedy musi sobie ponarzekać, czy zaszyć się pod kołdrą i nie wychodzić do wieczora, ale żeby tak cały czas mówić, jak to mamy źle, bo rodzice nie kupi nam ajfona, czy też nie pozwolili wyjść na imprezę... No cóż, to zakrawa o całkowity brak dojrzałości. Nastolatkowie chcą być traktowani na równi z dorosłymi, a nie zdają sobie sprawy, że takim właśnie szczeniackim zachowaniem, jakie opisałaś wyżej - tylko pokazują, że... no cóż, do dorosłości to im jeszcze daleko. Nie rozumiem takiego postępowania i na pewno wiedząc o przypadkach takich osób w swoim otoczeniu, próbowałabym reagować. Mimo wszystko, wiem jedno - nikt nie chce znaleźć się w depresji celowo, a jeśli to robi, sugerując się tego typu modą, to chyba po prostu nie docenia piękna swojego życia. :)
    Pozdrawiam
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, dla mnie cięcie się "dla szpanu" czy po to, by tylko zwrócić na siebie uwagę jest niemal obrazą tych, którzy sięgają po tak drastyczne środki ze względu na zły stan psychiczny. Owszem, pocięte ręce, nogi to krzyk o pomoc, powinno się na to natychmiast reagować, ale jak w takim razie rozróżnić osobę, która faktycznie ma problemy, od tej, co tylko podąża za tak chorą modą? Nie wiem, odnoszę wrażenie, że teraz mnóstwo nastolatek uważa, że nie zrobią wrażenia na koleżankach, jeśli nie będą sobie wmawiały jakiejś fobii społecznej, depresji czy innej choroby.

      Usuń
  3. Samookaleczenie się jest dla mnie głupotą, ale tylko kiedy nie ma w tym rzeczywistego problemu. Bo tak jak napisałaś robienie tego z jakiś błahych pobudek typu szlaban, czy jedna zła ocena jest naprawdę bezsensowne ba! idiotyczne. Ale jeśli ktoś ma prawdziwy ku temu powód, z własnego doświadczenia mogę przyznać, że to coś innego. Takim osobom naprawdę trudno komuś zaufać, bo to właśnie ludzie najczęściej doprowadzają ich do takiego stanu.
    Tak ja wspomniała wyżej Sara, także chciałabym się wypowiedzieć co nieco na temat akcji ''Cut for Zayn Malik". Co te dziewczyny chciały zrobić? Sprawić by Zayn został w grupie tylko z psychicznego przymusu, czy poczucia winy? Ten idiotyzm przebija całą możliwą skalę. Aż brak mi słów na takie bezsensowne zachowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak ja byłam w gimnazjum i np. pokłóciłam się z rodzicami, to szłam do pokoju i słuchałam głośniej muzyki albo szłam się przejść, nie latałam od razu po domu, żeby znaleźć żyletkę ;___; O słabą psychikę w tych czasach nietrudno (patrz: mój wcześniejszy post "Kto wam podał znieczulenie?"), ale wielka szkoda, że ludzie teraz w taki sposób próbują rozwiązywać jakieś drobne problemy.
      Co do akcji "Cut for Zayn" - nie jest to niestety odosobniony przypadek. Nie podam Ci teraz konkretnego przykładu, ale wiem, że coś podobnego też miało już wcześniej miejsce. Słów komentarza mi brak, a w każdym razie nie potrafiłabym go wygłosić bez przekleństw.

      Usuń
  4. Może wyjdę na osobę bez serca, ale kompletnie się tym nie interesuje i nie zauważyłam takiej "mody". W każdym wieku, dziesięcioleciu, roku znajdą się głupi ludzie, którzy będą to i owo praktykować. Ale nie zwracam na to zbytnio uwagi, bo po co mam się denerwować i poświęcać swój czas komuś/czemuś, kto nie jest tego wart.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi, na takich portalach jak Twitter nie trzeba przywiązywać większej wagi do tego typu rzeczy, same się pchają przed nos :) A i w najbliższym otoczeniu mam do czynienia z takimi ludźmi.

      Usuń
    2. Aivalar zgadzam się z tobą. Na Facebooku też tego jest pełno i to często jako fanpage :/ Może wspólne / w grupie / lepiej w taki sposób poużalać się nad sobą... :/

      Usuń
    3. O ile faktycznie są to miejsca, gdzie można się zwierzyć i znaleźć kogoś, kto ma podobne problemy - okej. Ale te fanpage typu "ja i moja żyletka"... Po co to, jeśli nie na pokaz?

      Usuń
  5. Zgadzam się z tobą bez dwóch zdań. Pełno jest teraz osób, które w tak okrutny sposób próbują zwrócić na siebie uwagę. Nie rozumieją, jak poważnym problemem jest prawdziwa depresja, którą oni traktują jako zyskanie "popularności". Czasami zastanawiam się, czy oni naprawdę nie widzą jak głupie to jest i czy serio nie widzą, że większość ludzi w ogóle im nie współczuje, tylko traktuje jak idiotów.
    Mam nadzieję, że z czasem ta głupia moda zniknie na dobre.
    Pozdrawiam cieplutko i zapraszam na nową notkę do siebie x

    www.faiithfully.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyna nadzieja jest taka, że osoby odstawiające takie szopki z czasem dorosną i zrozumieją swój błąd. Mimo wszystko szkoda, że panuje taka bezmyślność, bo przy tej pladze, jaką jest robienie sobie krzywdy na pokaz, ludzie naprawdę potrzebujący pomocy schodzą czasem na drugi plan, często trudno jest dostrzec prawdziwy problem. Tak jak mówisz - oby tak chora moda skończyła się jak najszybciej :)

      Usuń
  6. Też mnie drażnią takie "chore wymysły" a i zmień tytuł, bo za bardzo kojarzy mi się z Batmanem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki mi pasował, za Batmanem nie przepadam :)

      Usuń
    2. Jak można nie lubić Batmana? - żdziwiwnie :) ale szanuję każde kto ma inne zdanie :)

      Usuń
    3. Po prostu, nie lubię za bardzo postaci komiksowych i rzadko oglądam filmy z nimi związane :)

      Usuń
  7. Na Twitterze kojarzę sporo osób, które raczej nie pozują na "patrzcie jaka jestem fajna, bo się tnę". Znam garstkę ludzi, którzy po prostu nie umieją sobie z tym poradzić, ukrywają to w prawdziwym życiu, a na Twitterze mogą to wszystko wygarnąć, ulżyć sobie. Na szczęście większość ma już te kilkadziesiąt "days clean", i jestem z nich bardzo dumna. Ale to, że ktoś cierpi na depresję, nie oznacza jedynie blizn. Bo może ktoś cierpieć na depresję i mieć jedynie blizny po jakimś wypadku i się nie okaleczać.
    Sama mam dni, kiedy mam dość życia, czasami otwarcie myślę o samobójstwie i wiem, że to nie jest coś, czym można się chwalić. Niestety, nie umiem tego powstrzymać. Ale blizny w moim przypadku raczej istnieją w psychice. Jestem zbyt wielkim tchórzem, by okaleczać ciało, z którego i tak nie jestem zadowolona.
    W każdym razie, jeżeli chodzi o modę na okaleczanie się, wejdź na tumblr'a - tam jest o wiele gorzej, niektóre strony wręcz ociekają depresją.
    Czasami przeglądam sobie posty na facebooku i tam to naprawdę nie mogę powstrzymać śmiechu, gdy nastolatki wstawiają pseudo depresyjne posty. Nie trzeba być Sherlockiem, aby zauważyć, że to z daleka fałsz, haha. Te teksty o żyletce, a na zdjęciu szeroko uśmiechnięta dziewczynka... W sumie dotąd zastanawiam się, z jakiego powodu pojawiło się tam takie słowo jak żyletka. Ale z drugiej strony może to super, że tak naprawdę te osoby nie są chore.

    Recenzandia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej na Twitterze jest sporo osób, które, jak zresztą wspomniałam w poście, traktują ten portal jak pamiętnik, mogą wyrzucić z siebie negatywne emocje i pomóc sobie nawzajem. I cieszę się, że to jest takie miejsce, bo skoro ktoś nie ma wsparcia u ludzi w swoim otoczeniu, to może je znaleźć w znajomościach wirtualnych. Przyjaźnie internetowe są zresztą tak samo mocne :)
      Fakt, o tumblrze zapomniałam. Bywam tam sporadycznie, ale rzeczywiście, wystarczy przejrzeć niektóre strony, by poczuć się paskudnie.
      Jasne, wiem, że depresja ma wiele wymiarów, a samookaleczenia są tylko jednym z nich. Wkurza mnie tylko, że tak poważna choroba stała się dla niektórych sposobem na wyróżnienie się z tłumu, przez co gubią się ci, którzy faktycznie wołają o pomoc. Jak się natrafi na takiego głupka, co tylko udaje męczennika, to można się później nieźle zrazić i np. zignorować niepokojące znaki u kogoś innego.
      Przykro mi, że masz problemy, przez które tak źle się czujesz. Niewiele mogę na to poradzić, ale... Gdybyś chciała pogadać, wyżalić się, to wiesz, gdzie mnie szukać :) Myślę, że w pewnym stopniu Cię zrozumiem.

      Usuń
  8. Nie mam Twittera ani nie przeglądam podobnych stron, także nawet nie zauważyłam tej całej mody na "depresję". Ale faktycznie, są osoby, które chwalą się swoimi bliznami. Widocznie nie pomyśleli o tym, że jeśli ma się prawdziwą depresję i okalecza się w wyniku poważnych problemów, to nie chodzi się i nie wymachuje rękami ze szramami na prawo i lewo. Ludzie pogrążeni w prawdziwej depresji rzeczywiście chcą, żeby ktoś zauważył ich problem, ale żeby było to dowodem na to, że ktoś się nimi interesuje, zauważa, że coś jest nie tak. Dlatego wtedy blizny raczej się chowa i oczekuje, że ktoś dostrzeże problem mimo tego. No i nie mówi się o swoim koszmarnym nastroju wszystkim, bo nie jest to powód do dumy, tylko raczej wstyd związany z nieumiejętnością radzenia sobie z własnym życiem. No a nikt z własnej woli nie przyznawałby się do słabości każdej napotkanej osobie, tylko zwierzał właśnie gronu najbliższych.
    Depresji nigdy nie miałam i nikt z moich przyjaciół również, więc może się mylę w swoim osądzie, ale takie sobie wyrobiłam zdanie na postawie ogólnych obserwacji, książek, filmów itd.

    Pozdrawiam
    teorainn
    smiertelny-pocalunek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie miałam bliższej styczności z depresją i podobnie jak Ty moje informacje pochodzą z książek i obserwacji. Ale niestety czasem widać, że ktoś udaje i próbuje tylko zwrócić na siebie uwagę. A coś takiego doprowadza mnie do szału.

      Usuń
  9. Ja w ostatnim czasie nie zauważyłam nic podobnego wśród moich znajomych. Kiedy byłam w gimnazjum, tak gdzies w pierwszej klasie. Jedna z moich koleżanek powiedziała nam że się tnie. Kiedy zapytałyśmy dlaczego to robi to powiedziała że dla szpanu. Nie jestem w stanie zrozumieć takiego zachowania. Po co ktoś robi sobie krzywdę i szpeci ciało tylko dla szpanu ?
    http://take-a-pencil-and-draw-world-of-races.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to do mnie nie dociera. Jak to w ogóle brzmi: "tnę się dla szpanu"...

      Usuń
  10. Po pierwsze... Uwielbiam Twój szablon. Ten kociamber jest tak słodki, że napatrzeć się nie mogę. :D
    Po drugie... Cóż, pamiętam, że jak chodziłam do gimnazjum (to już kilka lat temu było), to moda na okaleczanie była ogromna. Wszystkie dziewczyny szczyciły się tym, że mogą nosić frotki na nadgarstkach, bo mają ślady po żyletce. Teraz chyba się to nieco uspokoiło, tak mi się wydaje.
    Pozdrawiam. Będę Cię czytać, bo piszesz naprawdę bardzo mądrze.

    porozmawiajmy-o-ksiazkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, u mnie w gimnazjum tego nie było, chyba że po prostu nie zauważyłam (nie wspominam tej szkoły zbyt dobrze). Nie wiem, co jest takiego fajnego w samookaleczaniu bez powodu, ale cóż... Dziwne mamy czasy.
      Dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń
  11. Szczerze mówiąc jestem bardzo negatywnie nastawiona do osób, które chcą zwrócić na siebie uwagę poprzez mówienie jak to jest im w życiu źle. Bo jeżeli ktoś ma naprawdę nieciekawą sytuacje to jednak nie opowiada tego na lewo i prawo. I kiedy widzę najczęściej dziewczynę, która użala się nad sobą (bardzo często nie zważając na to kto jej słucha) to aż mam ochotę nią potrząsnąć. Wywołuje to u mnie bardzo silne emocje, ponieważ widziałam jak potrafi wyniszczyć człowieka depresja i każdy kto próbuje być fajny bo "ma depresje" sprawia, że szlag mnie trafia. Fajnie, że poruszasz takie tematy, bo nie każdy zdaje sobie sprawę ilu męczenników krąży wokół nas:) Pozdrawiam!
    Ich perspektywy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy z nas ma taki dzień - czy też okres czasu - w którym wszystko wydaje się beznadziejne i ciężko wtedy nie narzekać. To rozumiem, nie każdy wstaje prawą nogą. Ale tworzenie sobie na siłę problemów, udawanie pokrzywdzonej i wyzyskiwanie tym litości innych... Nie, tego nie da się wytrzymać.

      Usuń
  12. I ktoś w końcu mądrze powiedział. Miałam w gimnazjum koleżankę, która wyszywała sobie (nitką i igłą) na dłoniach serduszka a potem tą nitkę wyciągała. Br... ciary mam do dzisiaj jak o tym pomyślę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Może będziesz zainteresowana: w Biedronce od dzisiaj ma być książka "Mansfield Park" - J. Austen :)
    W miarę dobra cena: http://www.biedronka.pl/pl/ksiazki-dla-niej :)

    OdpowiedzUsuń